Pielgrzymie drogi

 Pielgrzymie drogi

Szczególnym okresem w życiu dębowieckiego sanktuarium jest wrzesień – miesiąc Saletyńskiej Matki, związany z datą Jej objawienia w La Salette (19.09.1846r.) i kultem pielęgnowanym przez Misjonarzy Saletynów. W tym czasie odnotowano w Dębowcu 116 grup pielgrzymów. Niemal połowa z nich przybyła do sanktuarium Pięknej Pani z La Salette w ciągu czterech dni uroczystości odpustowych od 18 do 21 września 2008 r.

Przypatrzmy się niektórym pielgrzymim drogom – nie tylko tym biegnącym przez mapę Polski i innych krajów, ale przede wszystkim przez ludzkie serca, bo tam rozpoczyna się i dojrzewa pielgrzymowanie do Płaczącej Matki.

Jacek chciał być w Dębowcu, o którym dowiedział się od polskiego misjonarza w La Salette. Przyjechał z Krymu, w 59. dniu rowerowej wyprawy. Umocniony spotkaniem z Matką pojechał dalej, mając jeszcze do pokonania 1500 kilometrów... Bronisława mieszkała na Kresach. Pod koniec wojny przyjechała z rodziną w okolice Jasła. Miała wtedy 11 lat. Gospodarze, u których się zatrzymali, chcieli im pokazać Dębowiec. Dziewczynka niewiele zapamiętała z tej wojennej pielgrzymki. Kościół był zamknięty; w klasztorze rezydowali niemieccy żołnierze. Wyjechała z rodzicami w okolice Wrocławia. Pozostało jednak pragnienie, by poznać bliżej Matkę Bożą Płaczącą. Jako dorosła, ze swoją córką Teresą pielgrzymowała kilkakrotnie do Dębowca. W tym roku obydwie poprosiły o przyjęcie do grona świeckich czcicieli Pięknej Pani zrzeszonych w Apostolstwie Rodziny Saletyńskiej.

Pielgrzymi szlak z Włocławka po raz trzeci przyprowadził do Dębowca ks. Marka Bałwasa. Długi szlak i wcale nie taki łatwy, bo ks. Marek od pięciu lat porusza się na wózku inwalidzkim. W tym roku przewodniczył liturgii odpustowego Dnia Chorych. Mimo dotkliwego zimna ponad tysiąc pielgrzymów dotarło do Sanktuarium. Ks. Marek, pełen optymizmu, zapewniał rzeszę czcicieli Matki Bożej Saletyńskiej: Wszystko jest pod Bożą kontrolą... Człowiek może wytrzymać więcej niż żelazo. Krzyż nie jest ponad wytrzymałość... Pan Bóg nie zabiera niczego, żeby w zamian nie dać stokroć więcej...

Z różnych krańców Europy pielgrzymowali do Dębowca księża saletyni, by podczas odpustu dziękować Panu Bogu i Matce Najświętszej za 25 lat życia zakonnego. Przedstawiciel jubilatów – ks. Adam Sędzik MS pracujący w Kuźnicy Czarnkowskiej złożył świadectwo: Jako małe dziecko beznadziejnie zachorował. Jego mama oddała go Matce Najświętszej. Wyzdrowiał, skończył szkołę. Przez 8 lat pracował w kopalni. W tym czasie dojrzało w nim powołanie zakonne i saletyńskie. Od tych wydarzeń minęło wiele czasu, a on nie potrafił ukryć wzruszenia. Jak dobrze być dzieckiem Maryi!..

W dębowieckim sanktuarium zbiegły się liczne drogi życiowe i pątnicze saletyńskich kleryków ze wszystkich etapów formacji. W Domu Matki przeżywali obłóczyny, pierwsze i kolejne śluby, wakacyjne praktyki aż po oddanie się Bogu na zawsze w profesji wieczystej. 20 września ośmiu alumnów otrzymało święcenia kapłańskie z rąk ks. biskupa Józefa Zawitkowskiego. Nazwał mieszkańców Dębowca szczęściarzami, bo zawsze możemy przyjść do Matki Bożej, a on tutaj pielgrzymował po raz pierwszy. Na szyi dostojnego Celebransa widniał... krzyż saletyński, którego użyczył ks. kustosz. Pasterz z Łowicza radził nowym diakonom, aby „przychodzili do Matki ze wszystkim”, choćby musieli czasem „uciec z klasztoru, z plebanii do Niej”. Klerycka schola śpiewała pieśń, którą ks. Biskup ułożył przed laty dla Pięknej Pani: Ave Maryjo, bądź pozdrowiona, tylko już nie płacz, już nie płacz Pani...

Trudny i wymagający sporo pokuty był w tym roku szlak wiodący na dębowiecki odpust pieszych pielgrzymów z Rzeszowa. Może nie tak licznie jak w poprzednich latach, ale szli do Matki. „Buty przemokły mi już pierwszego dnia” – wyznała jedna z pątniczek. Nie zawróciła i szła jeszcze trzy dni z mokrymi nogami.

Pielgrzymi trud w niedzielę 21 września podjął również rzeszowski Ordynariusz ks. Biskup Kazimierz Górny. Musiał wybierać pomiędzy sumą odpustową w Dębowcu, a uroczystościami koronacyjnymi w Szczyrku. Wybrał pielgrzymkę do Matki Bożej Płaczącej, bo chciał być tego dnia w Dębowcu. Mamy dać się prowadzić Duchowi Bożemu jak Maryja – mówił do wiernych w kazaniu – Maryja uczy nas iść do Boga z prostotą i dziecięcą radością. Przypomniał o ciągle obecnym w naszej rzeczywistości zamachu na życie, na świętość dnia Pańskiego, na rodzinę...

Ania i Rafał przychodzą za odpust z rodzicami. Ich pielgrzymka nie trwa długo, bo mieszkają na Kopaninach, na terenie dębowieckiej parafii. Dzieci są o kilka lat młodsze od saletyńskich pastuszków, ale w tym roku wiele o nich myślały. Przed sumą nałożyły ubrania podobne do tych, jakie nosiły tamte dzieci i jako „Maksymin” i „Melania” witały księdza Biskupa na ołtarzu polowym.

Skończył się wrzesień. W Dębowcu umilkły śpiewy pielgrzymów i dopaliły się płomyki lampionów z wieczornych procesji. Zda się, że echo unosi jeszcze słowa, codziennie powtarzane w Sanktuarium podczas wrześniowych nabożeństw: „Matko, która płaczesz nad złem i niedolą grzeszników... Matko, która obiecujesz nawróconym liczne łaski... Posłanniczko Miłosierdzia Bożego, módl się za nami...” Matka Najświętsza nie pozostaje jednak osamotniona. Pątnicy zamiast lampionów wzięli do ręki różaniec i znów przychodzą do Matki, by rozważać zbawcze wydarzenia, wplatając pomiędzy tajemnice z życia Pana Jezusa i Maryi wszystkie nasze dzienne sprawy.
Iwona Józefiak ocv