Sanatorium z Matką Bożą Saletyńską

Sanatorium z Matką Bożą Saletyńską

W różnych miejscach czciciele Matki Bożej Płaczącej decydują się na przynależność do Apostolstwa Rodziny Saletyńskiej. Ogromna większość czyni to w domu, po zapoznaniu się z regulaminem, ale niektórzy podpisali deklarację współpracy z misjonarzami saletynami na świętej Górze La Salette, albo w Dębowcu. Bywa i tak, że decyzję zostania pomocnikiem Maryi z La Salette i podjęcie prenumeraty saletyńskiego „Posłańca” ktoś podejmuje podczas pobytu w sanatorium. Wbrew krążącym niechlubnym opiniom o takiej formie leczenia poza domem, można ten czas przeżyć pięknie po Bożemu!

W czasie zimowych ferii już po raz kolejny przebywałam na leczeniu sanatoryjnym w Iwoniczu Zdroju. Przyjeżdżam zawsze do „Excelsioru”, gdzie duchowej odnowie sprzyja kaplica z Najświętszym Sakramentem. Trzy razy w tygodniu kuracjusze gromadzą się na Mszy św. Na drzwiach kaplicy widnieje też karteczka, zapraszająca chętnych na modlitwę różańcową o godzinie 16.00. Pierwszego dnia przyszło niewiele osób. Zaproponowałam, by nazajutrz, w środę przeżyć Nabożeństwo Nieustającej Nowenny do Matki Bożej, takie samo jak w Dębowcu i innych parafiach saletyńskich. Było ponad czterdziestu chętnych do modlitwy za przyczyną Pięknej Pani z La Salette. Niektórzy napisali swoje prośby lub podziękowania. Na ołtarzu, pomiędzy świecami postawiłam małą, poświęconą w Dębowcu, figurkę Matki Bożej Płaczącej. Potem każdy brał ją z wielką czcią do rąk i całował. I tak zaczął się nasz wspólny pobyt w sanatorium po saletyńsku. Już w ten środowy wieczór pan Michał z Rymanowa wspominał swoją pielgrzymkę na uroczystości koronacyjne do Dębowca. Droga od strony Jasła była już zamknięta i pozostało dotrzeć do Sanktuarium piechotą. Jechał wtedy z pielgrzymami ks. proboszcz z Sanoka. Mieli przepustkę i kartę parkingową. Zatrzymali się i zabrali samotnego pątnika, który stał na drodze i błagał o pomoc. Kilka godzin później, kiedy uroczyście niesiono w procesji cudowną figurę Dębowieckiej Królowej, pan Michał był tak blisko, że udało mu się dotknąć czcigodnego wizerunku. Płakał, gdy mówił o tym po dziesięciu latach. Jego syn i wnuk obrali stan kapłański. Pan Michał przychodził do sanatoryjnej kaplicy kilka razy w ciągu dnia.

Podobnie Janek z Puław, choć mówi się, mężczyźni są mniej pobożni niż kobiety. Dziękował Bogu nie tylko za swoje zdrowie, ale za cudowne uratowanie życia jego córki. Wyprosił tę łaskę razem z rodziną i przyjaciółmi na kolanach, z różańcem w ręku. W sanatoryjnej kaplicy każdego dnia odmawiał głośno koronkę do Bożego Miłosierdzia o godz. 15.00. On pierwszy przyszedł prosić o małą figurkę płaczącej Matki. I żeby była poświęcona w Dębowcu i potarta o tę, łaskami słynącą. Zaraz też zadzwonił do rodziny, by podzielić się radością, że zrobi w domu kapliczkę i będzie dozgonnym czcicielem Pięknej Pani. Krewni prosili, by im na tydzień pożyczył tej figurki, bo też chcą się modlić do Pięknej Pani z La Salette. Janek słowa dotrzymał, a saletyńskie apostołowanie uwieńczył zorganizowaniem 2-dniowej pielgrzymki autokarowej do Dębowca. Pragnie też zdobyć dla Maryi pięćdziesięciu nowych czytelników Jej „Posłańca”. Dla siebie zaprenumerował już w sanatorium.

Każdego dnia, podczas modlitwy różańcowej była okazja, by opowiedzieć kuracjuszom o La Salette, o Dębowcu, o działaniu łaski Bożej w sercach pielgrzymów i cudownej opiece wobec tych, którzy u płaczącej Matki szukają ratunku i pomocy. Z dnia na dzień wzrastała liczba czcicieli Maryi Saletyńskiej. Maria z Żarnowej przywiozła ze sobą do Iwonicza zdjęcia dużego wieńca dożynkowego, wykonanego z kłosów zboża, nasion i kwiatów. Pojechała z nim do Rzeszowa, na uroczystości do kościoła księży saletynów. Wieniec przedstawiał Matkę Bożą rozmawiającą z Maksyminem i Melanią w La Salette. Opowiadała, że gdy nieśli ten wieniec, to ciągle podchodzili ludzie i prosili, by choć przez chwilę mogli także trzymać i nieść wizerunek Maryi z pastuszkami.

Anna z Lublina codziennie przychodziła na modlitwę. Tak wiele zawdzięcza Matce Bożej. Jako młoda, niepełnosprawna wdowa z Jej pomocą wychowała dwójkę dzieci. Gdy miała problemy, potrafiła całą noc spędzić na modlitwie w Licheniu. Powiedziała, że nie wyjdzie z kościoła, dopóki nie uprosi łaski. I stało się według jej wiary. Gdy pani Anna zaprenumerowała w sanatorium „Posłańca”, już planowała, komu go pokaże i opowie o łzach Maryi... Teresa z Wrocławia - to była położna, która w bohaterski sposób walczyła o życie nienarodzonych. Ona powiedziała, że sanatorium dla niej zmieniło się w rekolekcje. Tak samo mówiła Lidia z miejscowości Rzeszutki. Zrezygnowała z rekreacji w basenie, by każdego dnia uczestniczyć we wspólnym różańcu. Gdyby nie modlitwa, chyba nie wytrzymałaby do końca turnusu!

Saletyńską Nowenną przeżywaliśmy jeszcze dwa razy. Coraz więcej osób pisało swoje intencje. Później zostały one odczytane także w Dębowcu, przed cudowną figurą. Na zakończenie wspólnych nabożeństw figurkę zastąpił duży obraz. Wszyscy mieli też możliwość przeżegnania się wodą ze źródła w La Salette. Potem zanieśliśmy obraz i miseczkę z wodą na specjalny balkon, gdzie byli kuracjusze na wózkach inwalidzkich. To szczególne dzieci Maryi! Doświadczeni cięższym krzyżem niż inni, mogli liczyć na Jej szczególną pomoc i wstawiennictwo. Przeszklone, otwierane drzwi kaplicy umożliwiały modlitewny kontakt z obecnymi w środku. Byliśmy jedną rodziną, doświadczającą każdego dnia, że Pan Jezus nas kocha, przywraca nadzieję ubogim, daje nam swoją Matkę i przyjmuje dar naszego cierpienia. Widok pogodnego kuracjusza na wózku, z obrazkiem Matki Boskiej Saletyńskiej w ręku, to najlepszy dowód na to, że pobyt w sanatorium może stać się duchową pielgrzymką do Matki, do Dębowca i La Salette.
Iwona Józefiak