Sanatoryjne rekolekcje

Sanatoryjne rekolekcje

Tegoroczna zima, jak wszyscy pamiętamy, była długa i uciążliwa, ale nawet wtedy, gdy szalała śnieżna zadymka lub gołoledź podcinała nogi, w sercu mogła być już piękna wiosna, radość nowego życia, łaska zmartwychwstania!

Czas ferii zimowych, tradycyjnie spędziłam w Iwoniczu Zdroju na kuracji i wypoczynku w „Excelsiorze”. Na drzwiach kaplicy powiesiłam zaproszenie dla chętnych na popołudniową modlitwę różańcową. Pierwszego dnia przyszły trzy osoby, w następny dzień – trzynaście, a potem było już powyżej trzydziestu i tak zostało do końca turnusu. W codziennej Mszy świętej sprawowanej wieczorem, uczestniczyło jeszcze więcej osób. Nie była to liczba imponująca, jeśli się weźmie pod uwagę, że w całym szpitalu uzdrowiskowym przebywało ponad dwustu kuracjuszy. Jedni spędzali czas wolny przy komputerze, inni korzystali z bogatej oferty rozrywek, ale nie brakowało i takich, którzy codziennie przychodzili na duchową kurację do Pana Jezusa.

Podczas wspólnych modlitw był różaniec, śpiew Gorzkich Żali, innych pieśni. Przeżywaliśmy Drogę Krzyżową, a w środy Nowennę ku czci Matki Bożej. Przynosiłam wtedy do kaplicy małą, poświęconą figurkę Maryi Płaczącej, którą przywiozłam z Dębowca. Jedna z kuracjuszek, widząc tę figurkę, ze łzami wzruszenia i radości zawołała: „Matuchno, przyszłaś do mnie!” Opowiadała później, że mieszka w Zawadce, niedaleko Dębowca i w każdą środę stara się nawiedzać Polskie La Salette. Przed wyjazdem do Iwonicza, przyjechała pożegnać się z Maryją. „Matuchno – szeptała przed cudowną Figurą Matki Bożej Saletyńskiej – nie zobaczę Ciebie przez trzy tygodnie!” Ujrzała Ją, już po paru dniach, w sanatorium.

Popołudniowe spotkania w kaplicy były także okazją do katechezy. Wspólnie rozważaliśmy, czy w Wielkim Poście godzi się kuracjuszowi-katolikowi brać udział w dyskotekach? Nie godzi się, bo kościelne przykazanie mówi wyraźnie, że w okresach pokuty należy „powstrzymać się od udziału w zabawach”. Szkoda, że organizatorzy imprez o tym nie pamiętali. Dla chętnych, którzy pragnęli wziąć udział w całodniowej, niedzielnej wycieczce na Węgry, znalazło się rozwiązanie: udział we Mszy św. w sobotę wieczorem w kościele parafialnym. Eucharystia była wtedy z formularza niedzielnego.

Pobyt w sanatorium dawał okazję do praktykowania uczynków pokutnych, do których należą post, modlitwa i jałmużna. Post należy rozumieć szerzej – nie tylko w znaczeniu nie spożywania potraw mięsnych w określone dni, ale rezygnowania z czegoś, co jest dozwolone, jednak można bez tej przyjemności żyć, można jej sobie odmówić w imię większego dobra i to nie tylko w piątek.

Kuracjuszki z pokoju 126 zrezygnowały z telewizji. Mieszkała tam pielęgniarka Maria ze Stalowej Woli wraz z wdową z Rymanowa – też Marią. Obydwie panie stwierdziły, że w Wielkim Poście należy więcej czasu poświęcić na modlitwę, na kontakty z bliźnimi. Spacer codzienny też nie zaszkodzi i bez telewizora po prostu można żyć. Oddały go na recepcję.

Podobnie postąpiły mieszkanki pokoju 109. Przydzielono razem trzy panie, które przedtem w ogóle się nie znały. Jedna z nich, pakując torbę do sanatorium, zabrała mały odbiornik, by słuchać ulubionej rozgłośni. Mąż – realista, próbował ostudzić jej nadzieję: „Kobieto, gdzie ty znajdziesz w sanatorium koleżanki, które będą chciały słuchać z tobą Radia Maryja?!” Okazało się, że wszystkie mieszkanki wspomnianego pokoju słuchały tylko tego radia. Telewizor oddały na recepcję; nie miały potrzeby korzystania z niego.

Bogumiła przyjechała z Lublina. Do sanatoryjnej kaplicy przychodziła codziennie. Choć musiała korzystać z pomocy kuli, modliła się przede wszystkim o zdrowie i sprawność syna po ciężkim wypadku. Pragnęła jechać do sanatorium do Horyńca i skierowanie do Iwonicza przyjęła z niezadowoleniem, którego wcale nie ukrywała. Po kilku dniach pobytu zadzwoniła do męża: „Bardzo się cieszę, że dostałam przydział do „Excelsioru”. Wiesz, my tu mamy kaplicę. Codziennie się modlimy i słuchamy nauk. Wieczorem każdego dnia jest Msza święta. To są prawdziwe rekolekcje!” Postanowiła, że po powrocie do domu, pokaże księdzu w swojej parafii tekst Orędzia z La Salette i folderek o Dębowcu. Może zorganizują parafialną pielgrzymkę.

Wyjechałam z Iwonicza Zdroju po dwóch tygodniach. Większość kuracjuszy została jeszcze na kilka dni; inni dopiero rozpoczynali pobyt w uzdrowisku. Nadal spotykali się na modlitwie w kaplicy. Wielu prosiło o wizerunek Matki Bożej Saletyńskiej, bo już byli Jej czcicielami. Nauczycielka Marysia wraz z mężem nawiedziła Sanktuarium w Dębowcu. Zabrali koleżankę Krystynę, która mieszka daleko, aż w okolicach Hrebennego. Przeżyli radość spotkania z Matką. Spotkania pierwszego, ale z pewnością nie ostatniego!

Warto inwestować we własny, duchowy rozwój, warto korzystać z każdej formy pogłębienia życia duchowego, nawet, gdy dokonuje się to podczas pobytu w szpitalu, w sanatorium. Życie ciągle nas zaskakuje i często pisze tragiczny scenariusz, jakże odmienny od tego, którego pragniemy, którego życzymy sobie i naszym bliskim. Wielkim realizmem tchną słowa pieśni, śpiewanej przez czcicieli Matki Bożej Płaczącej:
„Nie zamykajcie serc, zbawienia nadszedł czas,
Bo Jezus woła nas, może ostatni raz.
Maryjo, Matko ma, płacząca w La Salette,
Za nami Syna proś, by nam przebaczył grzech”.

Iwona Józefiak