Sensacja wiary w Dębowcu!

Sensacja wiary w Dębowcu!

Piątek, 18 dzień września. Cichy, pogodny wieczór; niebo złoci łuna zachodzącego słońca. W świeżo skoszonej trawie rozbrzmiewa muzyka świerszczy. Przy figurze Matki Bożej Płaczącej na kalwarii saletyńskiej w Dębowcu modli się samotny pielgrzym. Przed ołtarzem polowym w równych rzędach ustawiono 303 ławki. Jutro, o tej porze będą pełne ludzi...
Sobota, 19 września – 163. rocznica objawienia Matki Najświętszej w La Salette. Od rana jeszcze nie ma pątniczych tłumów, ale już wkrótce świątynia sanktuaryjna rozbrzmiewa uroczystą liturgią święceń diakonatu. Przed pasterzem tarnowskiej ziemi – J.E. ks. biskupem Wiktorem Skworcem klęczy czterech alumnów. Dwanaście dni wcześniej też klęczeli przed tym samym ołtarzem, składając śluby wieczyste. Ksiądz prowincjał Władysław Pasiut MS nazwał to wydarzenie „sensacją wiary”. Młodzi ludzie zostawili wszystko i poszli za Chrystusem. Powiedzieli głośno, bez żadnego przymusu, że chcą być ubogimi, posłusznymi i czystymi... W odpustowe, sobotnie przedpołudnie ma zatem miejsce dalszy ciąg owej sensacji wiary w Dębowcu.
Jeszcze trwał uroczysty obiad, kiedy zaczęły przybywać pielgrzymki. Pierwszy jak zwykle zjawił się Tarnów – grupa Rycerstwa Niepokalanej – po raz czterdziesty ósmy. Oprócz pątniczych weteranów są i tacy, którzy wybrali się na dębowiecki odpust po raz pierwszy w życiu. Po ciepłym, słonecznym dniu nadszedł chłodny wieczór. Kilkunastoosobowa grupa młodzieży z Kobylanki rozpoczęła inscenizację saletyńskiego zjawienia. Widzowie z najzacniejszym Gościem w pierwszym rzędzie w osobie ks. biskupa Wiktora Skworca przenieśli się do wieśniaczych chat z minionej epoki. Towarzyszyliśmy Maksyminowi oraz Melanii w ich trudnym, pełnym biedy i upokorzeń życiu. Wraz z nimi chłonęliśmy słowa Pięknej Pani z góry La Salette, broniąc prawdy wobec tych, którzy próbowali fakt objawienia ośmieszyć lub uznać za kłamstwo zmyślone przez dzieci. Ta sztuka to też swoista „sensacja wiary”, która po godz. 2000 przybrała formę uroczystej liturgii – Mszy świętej i procesji z lampionami. Pasterz ziemi tarnowskiej, przewodnicząc odpustowej wigilii mówił o służbie życiu poprzez modlitwę, adopcję na odległość, troskę o trzeźwe rodziny, by osuszyć łzy płynące z oczu Bożej Matki i ziemskich matek...
Blask wschodzącego słońca w niedziele 20 września pieścił mokre od rosy liście i trawy, a do kościoła już ciągnęli ludzie na poranną Eucharystię, poprzedzoną tradycyjnie Godzinkami. Potem z godziny na godzinę przybywało wiernych. Piesi pątnicy szli od Niegłowic całą szerokością jezdni. Delegacje parafialne niosły wieńce żniwne, które kapela ludowa z Trzcinicy, poprzedzona szpalerem 23 sztandarów uroczyście, wprowadziła na plac sanktuaryjny. Było tych wieńców 24. Przedstawiciele jednej z jasielskich parafii wkomponowali w zbożową konstrukcję postać św. proboszcza z ARS. Nad głowami pielgrzymów falowała komża naciągnięta na kapłańską sutannę. Inna parafia przywiozła wieniec z miniaturą św. siostry Faustyny, a pielgrzymka z odległej Stopnicy, pod przewodem członkiń Apostolstwa Rodziny Saletyńskiej, pośród kościelnych atrybutów wykonanych z kłosów i ziaren umieściła obraz św. Jana Marii Vienneya. Na sumie powitano 31 zorganizowanych grup pielgrzymkowych. Może dla sceptycznych obserwatorów to tylko folklor, ale zostańmy przy określeniu sensacji wiary. Bo niewierzący, czy obojętny raczej nie zdobyłby się na trud, by iść przez cztery dni piechotą z Rzeszowa do Dębowca, śpiewając pieśni, odmawiając różaniec i słuchając konferencji. Jeśli wybrałby drogę rowerową, to przekonałby się niebawem, że kolarze również się modlili i uczestniczyli po drodze we Mszy św. Wiara inspirowała ludzi do oczekiwania w długiej kolejce po wodę z dębowieckiego źródełka, do złożenia w kościele przy cudownej figurze Bożej Matki ponad 500 kartek z wypisaną prośbą lub podziękowaniem. Trudno ogarnąć fenomen odpustowej spowiedzi bez odniesienia do wiary w moc sakramentów świętych. W 44 konfesjonałach kapłani oczekiwali na tych, którzy z okazji święta Matki Bożej Saletyńskiej pragnęli odnowić swoje przymierze z Bogiem i Kościołem. Przymierze – jak mówił tarnowski ordynariusz – to umowa o życie. Piękna Pani z La Salette troszczy się o życie Boże w każdym z nas. Modlitwą pielęgnuje dar łaski w duszach swoich dzieci, obmywa je matczynymi łzami, umacnia wstawiennictwem u Boskiego Syna... Powołuje i wychowuje nowych misjonarzy, głosicieli Ewangelii Syna i orędzia Zapłakanej Matki. W 1910r. z Jej natchnienia przybyli do Dębowca Misjonarze Saletyni. Tegoroczny odpust to zatem przygotowanie do świętowania jubileuszu stulecia, pierwsze akordy kantaty, która będzie rozbrzmiewać przez rok dźwiękami wdzięczności i miłości.
W niedzielne popołudnie ks. infułat Wiesław Szurek przewodniczył Mszy świętej, podczas której s. Dominika – saletynka – złożyła pierwszą profesję zakonną na ręce przełożonej generalnej Sióstr Matki Bożej z La Salette. Rodzina i przyjaciele wspierali młodą zakonnicę modlitwą, a lud Boży przywitał ją oklaskami, gdy wyszła z zakrystii w stroju zakonnym. Podczas procesji na ofiarowanie, gdy przez profeskę i jej rodziców były niesione do ołtarza chleb, wino, owoce i kwiaty, współsiostry wykonały liturgiczny taniec wraz z pieśnią w języku malgaskim. Trzeba to całe wydarzenie też nazwać sensacją wiary. Szczęście bijące z twarzy siostry Dominiki to wyraźny znak, że warto ofiarować całe życie Panu Bogu, jeśli On obdarzył człowieka takim powołaniem! Proste słowa oddania, zawierzenia i pokornej prośby do Matki Najświętszej objawionej w La Salette, aby nadal, a może odtąd jeszcze bardziej prowadziła, umacniała, wskazywała drogę służby wytyczoną wersami Manificat.
Apel Maryjny wraz z procesją o godzinie 2100 zakończył uroczystości odpustowe. Nazajutrz uprzątnięto cały plac, księża – goście opuścili Dębowiec. Pozostała Matka i wierni, którzy każdego dnia uczestniczą we Mszy świętej rano, albo przed południem, czy wieczorem, przyjdą na wrześniowe, a potem na październikowe i listopadowe nabożeństwo, na środową Nowennę. To też sensacja wiary, by trwać niezmiennie przy Bogu w codziennym, życiu, gdy już nie śpiewają chóry, nie gra orkiestra, nie widać księdza biskupa w orszaku kapłanów, nie idą rzesze pielgrzymów. Trwać i pamiętać, że mamy wziąć Maryję do siebie, nie tylko podczas wielkich uroczystości, ale w najzwyklejszy, szary dzień, by Jej drogę do Boga uczynić swoją własną.
Iwona Józefiak