Saletyńskie budowanie w Wielkopolsce

Saletyńskie budowanie w Wielkopolsce

W Poznaniu Matka Boża Płacząca ma wielu swoich czcicieli. Kilkadziesiąt domów regularnie nawiedza „Posłaniec”; są członkowie Apostolstwa Rodziny Saletyńskiej. Spotykają się na środowej Nowennie w kaplicy Misjonarzy Św. Rodziny w dzielnicy Junikowo. Łagodnym, pełnym miłości wejrzeniem spogląda Piękna Pani z La Salette z drewnianej figury na swoje dzieci. Przed sześciu laty została tam utworzona samodzielna parafia pod wezwaniem Matki Bożej Saletyńskiej obsługiwana przez Misjonarzy Świętej Rodziny. Jakby ktoś nie wiedział, to są „kuzyni” Misjonarzy Saletynów, bo ich założyciel, sługa Boży – ks. Jan Berthier był saletynem i pozostał nim do końca, chociaż założył nową kongregację zakonną, której patronuje Święta Rodzina. Mała, przytulna kaplica zakonna przy ulicy Małoszyńskiej stała się nagle siedzibą bądź co bądź miejskiej parafii. Budowa świątyni jawiła się jako oczywista konieczność. Nie było łatwo. Starsi parafianie dobrze pamiętają długie lata budowy kościoła św. Andrzeja Boboli. Potem po sąsiedzku wznoszono dom Boży na Os. Plewiska. Ale kościół potrzebny. Wystartowali parę lat temu. Najpierw plac, potem fundamenty, mury, wreszcie dach. Pasterkę i doroczny wrześniowy odpust ku czci Patronki parafii urządzają w nowym „kościele”, pod gwiazdami. Ciekawe doświadczone. Postanowiłam je przeżyć w minionym roku Pańskim. Po wieczorze wigilijnym u przyjaciół, których dzieci przed laty uczyłam tam religii, zaczęliśmy sposobić się do Mszy św. pasterskiej. Z całego osiedla szli i jechali wierni. Niektórzy nieśli zapalone lampiony, o co prosił ks. proboszcz Bogusław Kudla. Podobnie jak pasterze sprzed dwóch tysięcy lat. Też szli ochoczo, z pochodniami w dłoni, szukając Mesjasza na sianie. Betlejem spało, podobnie jak teraz Junikowo. Przed wieloma posesjami migały kolorowe światełka pięknych dekoracji. W wielu oknach świeciły się światła, wszak ta cicha i święta noc to czas czuwania. Kilkaset osób udeptało piach na placu budowy. Przez puste otwory przewidziane na drzwi i okna zaglądały gwiazdy. Przed ołtarzem płonęło wielkie ognisko. Wiatr sypał iskrami. Piękne to było, bo takie przybliżające realizm świętej i jedynej Nocy Narodzenia Pana. Przecież w tamtej betlejemskiej grocie też wiało ze wszystkich kątów, a przez otwory sączyła się poświata gwiazd. Potem zabrzmiała muzyka anielska... To w Betlejem, a w Poznaniu? Mocny, ostry dźwięk saksofonu oznajmił rozpoczęcie świętej liturgii. „Wśród nocnej ciszy...” – buchnęło z ust i serc wiernych. Przy ołtarzu stanęła delegacja z pięknym sztandarem z wizerunkiem Matki Bożej z La Salette, Maryi Płaczącej. O tak, nie było Jej do śmiechu w górach saletyńskich w 1846 roku i wiele wieków wcześniej, gdy Syna Bożego musiała położyć w bydlęcym żłobie. Ona będzie Panią i Królową w tej świątyni, na razie żywej, z ludzkich serc zbudowanych, bo grosza nie stało, żeby szybko dokończyć rozpoczętą w mozolnym trudzie budowę. Ks. wikariusz Grzegorz Kamiński mówił w kazaniu, że jednak dobrze się stało, że jeszcze brak w tym kościele drzwi i okien, bo jest tak podobnie do ubóstwa betlejemskiej groty...

18 kilometrów za Poznaniem – w Mosinie – też trwa saletyńskie budowanie, ale w innym wymiarze, budowanie duchowe, tworzenie wspólnoty. Pani Bożena Michalak od sześciu lat prowadzi Podwórkowe Koło Różańcowe. Bezintersownie, z potrzeby serca zajęła się dziećmi, żeby nie przeżywały jałowej nudy w osiedlu oddalonym o parę kilometrów do centrum miasteczka. Każdego miesiąca przygotowuje bogaty program spotkania z materiałami formacyjnymi dla każdego dziecka, a ma ich sporo bo aż 47. Najmłodszym uczestnikom osobiście zapisuje do zeszytów, co nowego było na spotkaniu i co zapamiętać. Dwa razy w roku przygotowuje z dziećmi przedstawienia, grane w plenerze, przy krzyżu ustawionym na skraju lasu. Ma już ambitne plany, że w tym roku w maju będą inscenizować objawienie Matki Bożej w La Salette. Pani Bożena należąca wraz z mężem Ireneuszem do Apostolstwa Rodziny Saletyńskiej, pragnie szerzyć kult Matki Bożej Płaczącej. Chce wykorzystać w tym celu wszystkie swoje umiejętności literackie, organizacyjne, plastyczne, a co najważniejsze, robi to ze szczerego serca i z wielkiej miłości do Płaczącej Matki. Zaprosiła mnie na spotkanie opłatkowe w gronie swoich „Paciorków Różańca”. Prosiła, by im opowiadać o łzach Maryi, żeby wszyscy jak najlepiej przygotowali się do planowanego przedstawienia. Przybył zaprzyjaźniony kapłan, pani burmistrz i jej zastępca, kilkoro rodziców i wszystkie dzieci, mające brać udział w inscenizacji. I choć trwał uroczysty dzień św. Szczepana, to popołudnie w Mosinie należało do Pięknej Pani z La Salette.
 
Iwona Józefiak