Byłem na Beatyfikacji Ojca świętego

Byłem na Beatyfikacji Ojca świętego

Chcę podzielić się wrażeniami z pielgrzymki do Rzymu na Mszę św. beatyfikacyjną Jana Pawła II. W tych uroczystościach uczestniczyłem wraz z moją córką Karoliną. Najmłodszy pielgrzym w naszym autokarze – ku mojemu zaskoczeniu – to pięciomiesięczny Antoś jadący wraz z mamą i tatą. W swoim nosidełku zajmował dwa honorowe miejsca. W czasie podróży nie było żadnych problemów, wszyscy czuli się dobrze. Była wspólna modlitwa, śpiewy i czas dla chętnych, aby się przedstawić. Opowiadając o sobie, wspomniałem o Matce Bożej Saletyńskiej i o polskim La Salette w Dębowcu.

Parking dla autokarów był w Rzymie w okolicy Stadionu Olimpijskiego. W pewnym momencie nasi kierowca stracili orientację i nie wiedzieli, jak dalej jechać. Zatrzymali się, a ja powiedziałem: Ojcze święty, Janie Pawle II! Przyjechaliśmy z daleka do Ciebie, prowadź nas, kieruj nami, żebyśmy dobrze jechali do Ciebie. W tym czasie córka głośno zawołała: „Jedźmy za tym autokarem, który nas wymijał; był z Polski!”. I tak, jadąc za nimi, po kilkunastu kilometrach dotarliśmy do parkingu. Stamtąd włoskim autokarem przyjechaliśmy do Bazyliki św. Andrzeja. Była sobota, około 20.30. Za pół godziny rozpoczynało się czuwanie wraz ze Mszą świętą, które trwało do 2.00 w nocy. Były grupy z wielu krajów, każda miała swojego tłumacza. Na początku wniesiono bardzo duży krzyż misyjny, do którego podchodziliśmy, by go ucałować. Dawano świadectwa przeplatane śpiewem, odmawiano różaniec, była możliwość spowiedzi. Po Mszy świętej trwaliśmy jeszcze na adoracji, w czasie której odmówiono litanię do Jana Pawła II.

Kolejnym etapem było nocne wyjście z Bazyliki św. Andrzeja i droga krętymi, wąskimi uliczkami w kierunku Placu św. Piotra. Gdy dotarliśmy do wylotu głównej ulicy tam prowadzącej, zatrzymała nas barykada. Nasza grupa się rozdzieliła. Kto miał śpiwór, poszedł spać na pobliski stragan. Kilka osób zaczęło bocznymi uliczkami iść do przodu. Byłem w tej grupie i ja wraz z córką oraz rodzice z malutkim Antosiem. Wdarliśmy się w tłum wypełniający główną ulicę i pobocza. Rozłożyliśmy krzesełka i włączyliśmy się w śpiew polskich pieśni. O godz. 500 uruchomiono pierwszą kontrolną bramkę. Był coraz większy tłok, potęgowany przez piski i krzyki. Około 800 udało nam się przejść tę kontrolę; byliśmy na Placu Św. Piotra. Wszędzie były ustawione bramki i pilnujące porządku służby. Każdy dostał piękny obrazek i skierowano nas do kolejnej bramki. Potem była jeszcze trzecia i czwarta kontrola. O godz. 9.30 rozłożyliśmy krzesełka, by uczestniczyć we Mszy św. beatyfikacyjnej. Jeszcze chwila odpoczynku i łyk wody dla ugaszenia pragnienia. Zapominamy o zmęczeniu i przepychance w tłoku. Na Placu św. Piotra jest tak odświętnie, cudownie. Świeci słońce i wszędzie widać biało-czerwone flagi i mnóstwo transparentów. Jan Paweł II widzi je z nieba i bardzo się cieszy. Watykan tego dnia jest opanowany przez Polaków. Gdy Benedykt XVI wygłaszał formułę beatyfikacji, na fasadzie Bazyliki św. Piotra zostaje odsłonięty wizerunek błogosławionego Jana Pawła II. Wszyscy powitaliśmy ten upragniony moment gromkimi brawami. Na placu zrobiło się biało-czerwono. Potem siostra Tobiana Sobótka, która do końca pracowała w papieskim apartamencie i siostra Maria Simon – Pierre, uzdrowiona przez Jana Pawła II, wniosły relikwiarz z ampułką krwi nowego błogosławionego. Gdy Benedykt XVI ucałował tę relikwię swego Poprzednika, udzieliło nam się wielkie wzruszenie, uniesienie. Łzy cisnęły się do oczu i te nasze polskie brawa trwały dość długo. Wszyscy byliśmy bardzo szczęśliwi i poruszeni. Tego przeżycia, tego odczucia, nie da się opisać!

Ostatni etap – to powrót do kraju. Cały czas towarzyszyła nam wielka radość z udziału w beatyfikacji. Była modlitwa, śpiewy, ja prowadziłem Koronkę do Bożego Miłosierdzia. Jeszcze kilka zdań o naszym Antosiu. Gdy Benedykt XVI błogosławił dzieci, to on został wybrany przez papieską służbę i skierowany do Ojca świętego, który ujął go w swoje dłonie i przytulił. Utrwalił ten moment jego tata, a szczęśliwa mama pokazywała później te zdjęcia wszystkim w autokarze i opowiadała, jaka była ich droga do spotkania z papieżem. Myślę, że ten mały bohater miał jakby nad sobą i nad nami parasol opieki błogosławionego Jana Pawła II. Jak padał deszcz, byliśmy albo w kościele albo w autokarze. Jak szliśmy ulicą albo przyszło nam trwać godzinami pod gołym niebem, to świeciło słońce. Antosia prawie jakby nie było wśród nas; on stał się naszym Aniołem Stróżem. 

Jan Wawer z Puław