Ocalenie podczas pielgrzymki

Ocalenie podczas pielgrzymki

Saletyńskiej Matuchnie składam gorące podziękowanie za łaskę odbycia pielgrzymki na świętą Górę Saletyńską. W tym roku (2004) byłam tam razem z mężem na kilkudniowych rekolekcjach. Mam jednak do spłacenia wobec Matki Najświętszej dług wdzięczności jeszcze sprzed lat.

W roku 1995 ks. proboszcz Stanisław Michalski MS zorganizował pierwszy wyjazd na La Salette z naszej parafii w podwarszawskich Włochach. W drodze powrotnej. Gdy jechaliśmy przez Czechy, zepsuły się nagle hamulce. Jadąc na przednim siedzeniu, uświadomiłam sobie grozę sytuacji, gdy usłyszałam słowa jednego z kierowców, że trzeba „walnąć w tira” jadącego przed nami, by zatrzymać rozpędzony autobus.

Zobaczyłam, jak ks. Stasiu udziela nam wszystkim rozgrzeszenia. Zamknęłam oczy i wtuliłam się głębiej w siedzenie. Pomyślałam, że już nigdy nie zobaczę moich najbliższych. Mijały sekundy. Drugi, bardziej doświadczony kierowca, prowadziła autobus zygzakiem, po całej szerokości jezdni, mając nadzieję, że sami się zatrzymamy. Opatrzność Boża czuwała nad nami; z naprzeciwka nie jechał w tym czasie żaden pojazd. Gdy w końcu autobus zatrzymał się, kierowca wysiadł pierwszy, by ocenić sytuację.

Pamiętam, jak stał blady, oparty o maskę. Przed nami szosa opadała stromym urwiskiem. Jeszcze kilka metrów i bylibyśmy bez szans... Wszyscy wierzymy, że Matka Najświętsza cudownie nas uratowała. Podczas wypadku pielgrzymi oglądali film o La Salette. Ona czuwała nad nami. Czuję potrzebę serca, by złożyć to dziękczynne świadectwo i w ten sposób dopełnić mojego pielgrzymowania na La Salette.
 
Regina Mazurkiewicz z Warszawy