Moc różańca

Moc różańca

Pamiętam od dziecka codzienną modlitwę na różańcu. Choć mieliśmy 14 ha ziemi, a kiedyś na gospodarstwie robiło się rękami, o 9 wieczorem był rodzinny różaniec. Gdy wyszłam za mąż też różaniec był moją siłą. W 1978 roku urodziłam siódme z kolei dziecko. Kilka miesięcy potem przeszłam operację na rozlany wyrostek. Miałam zapalenie otrzewnej. Wszystkie porody nie były tak bolesne, jak to zapalenie jelit. Lekarz zrobił już krzyżyk nade mną, a ja, trzęsąc się od gorączki, wołałam: Jezu, ratuj mnie! W 1980 miałam amputację piersi. Po miesiącu przyszły najgorsze wyniki. Lekarz oznajmił mi, że mam 3 miesiące życia. I znów wołałam do Boga: Jezu, Ty wszystko możesz. Wszechmocny Panie, próbujesz mnie jak Abrahama, bądź uwielbiony! W 1992 r. miałam zator w nodze, a rok później - kolejną operację z powodu kamienia w woreczku żółciowym. Nie miałam odporności i często chorowałam na zapalenie oskrzeli i płuc. W 1997 r. czułam się krytycznie. Lekarz po prześwietleniu stwierdził, że całe płuca są zajęte przez raka. Od lekarza poszłam do kościoła i tam modląc się, kłóciłam się z Panem Bogiem i Matką Boską: Panie Jezu, jakżeś śmierdzącego Łazarza z grobu wyciągnął, tak i mnie, jeśli chcesz, możesz uzdrowić, bo dla Ciebie nie ma nic niemożliwego. Z sąsiedniej parafii jechała pielgrzymka do Medugorje i ja też z nimi pojechałam. Chodząc na kolanach zdartych do krwi wokół figury Matki Bożej na placu, błagałam o cud. Po powrocie, jak poszłam do lekarza, to mnie zapytał, co ja robiłam, że płuca są całkiem zdrowe. Wtedy wyjęłam różaniec z kieszeni i powiedziałam, że modliłam się i ufałam Bogu i Maryi Niepokalanej, bo co u ludzi i u lekarzy niemożliwe, to u Boga jest możliwe. Od tego czasu staram się codziennie uczestniczyć we Mszy świętej, a jako wotum dziękczynne za ocalone życie i zdrowie ofiarowałam 2 kielichy, patenę i pieniądze na ornat dla parafii w Kazachstanie, bo ksiądz stamtąd był u nas i prosił o wsparcie. W lutym 2003 roku miałam wstawiany sztuczny staw biodrowy. Bałam się tej operacji, ale modliłam się na różańcu, ufając Bogu i Niepokalanej. Po Wielkanocy, już wyszłam do ogródka o kuli, a teraz - pół roku po operacji, jeżdżę rowerem do kościoła. Każda choroba przybliża do Boga. W cierpieniu nie trzeba się buntować, bo Bóg nigdy nie opuści człowieka, chyba, że my zamkniemy swe serce i nie pozwolimy Mu działać.
Niegodna Aniela K. Z Lublińca