Świadectwo Teresy

Świadectwo Teresy

Ufam, że w życiu chrześcijanina nie ma miejsca na przypadki a każde zdarzenie jest częścią Bożego planu. Na imię mam Teresa a moim orędownikiem w trudnych sytuacjach zawsze był i jest Ojciec Pio. Zaniedbywałam więc moją patronkę imienniczkę Św. Teresę od Dzieciątka Jezus (dobrze, że Święci się nie obrażają). Latem 2007roku przyjaciółka zachęciła mnie do pielgrzymki „Śladami św. Teresy z Lisieux". Skorzystałam z propozycji a jednocześnie zastanawiałam się jaką rolę w moim życiu odegra ta podróż?. W czasie pielgrzymki poznałam szczegółowy życiorys Świętej, odwiedziłam miejsca związane z Jej życiem, poznałam wielu uczestników , którzy dzielili się wzruszającymi świadectwami. W czasie tej pielgrzymki odkryłam jak mocno św. Teresa działa w życiu Urszuli, Iwony, Doroty.... i zastanawiałam się jak to możliwe, że ja prawie pół wieku nawet się nie zainteresowałam swoją patronką?

Pomodliłam się gorąco o wstawiennictwo w moich intencjach i (mając na uwadze moje dotychczasowe zaniedbania) wyraziłam swoją gotowość zadośćuczynienia, chociaż nie miałam pomysłu, w jakiej formie miałoby ono nastąpić. Miejsca noclegowe dzieliłam z Urszulą (która zaproponowała mi pielgrzymkę) i z siostrą Iwoną z Dębowieckiego Sanktuarium M.B z La Salette. W wolnych chwilach rozmawiałyśmy... głównie o doświadczeniu Bożej Miłości w naszym życiu. 18.08.2007 pielgrzymka dobiegła końca i wtedy siostra Iwona wspomniała, że pod koniec października przyjedzie do Strzelec Opolskich z katechezą do Zakładów Karnych(są dwa) i wtedy jak wygospodaruję wolny czas to możemy się spotkać. Uciszyłam się i przystałam na propozycję.
W rozmowie telefonicznej poprzedzającej przyjazd, Iwona stwierdziła ,że trochę pozmieniały się plany i możemy się spotkać, ale ze względu na ograniczony czas mam poprosić Urszulę należy do Bractwa Więziennego) aby załatwiła z Kapelanem przepustkę dla mnie na nabożeństwo w Zakładzie Karnym NR 2. Nie byłam zachwycona tym pomysłem ale uznałam, że zależy mi na spotkaniu i wytrzymam nawet jeśli to spotkanie ma nastąpić za kratami.

To nabożeństwo a następnie spotkanie przy herbatce dostarczyło mi wiele wzruszeń. Podziwiałam Ks. Józefa i całą kilkuosobową "Ekipę" wolontariuszy, którzy dobrowolnie idą za kraty z DOBRĄ NOWINĄ. Na zakończenie Ksiądz zaproponował „jeśli pani zechce kiedyś wziąć udział w spotkaniu modlitewnym to proszę zadzwonić z tygodniowym wyprzedzeniem". To zaproszenie nie dało mi spokoju. Dwa tygodnie biłam się z własnymi myślami. Nie wiedziałam jaką rolę mam odegrać w tej Wspólnocie ale "coś" mnie pchało za kraty. Nie wytrzymałam i po dwóch tygodniach poprosiłam o kolejną przepustkę. Minęło właśnie 17 miesięcy i kilkadziesiąt spotkań, które ubogaciły moje życie duchowe. Odczuwam, że to właśnie moja patronka obdarzyła mnie tą ogromną łaską i wsadziła za kraty ..... oto fragment z Jej biografii :

Św.Teresa miała 14 lat, gdy postanowiła pozyskać dla nieba pewnego skazanego na śmierć bandytę o nazwisku Pranzini. Zaczęła się modlić o jego nawrócenie, ponadto w tej intencji ofiarowała uczynki pokutne i umartwienia. Gdy nadszedł dzień egzekucji, bandyta nawet nie chciał słyszeć o pojednaniu z Bogiem. Jednak, gdy już miał położyć głowę pod gilotynę, nagle poprosił kapłana o krzyż i zaczął go całować. Na wiadomość o tym uradowana Teresa zawołała:
- To mój pierwszy syn!

Dzisiaj tak jak Ona mam ogromne pragnienie aby znalazł się „choć jeden syn", który doświadczy nawrócenia i wytrwa przy Chrystusie do końca swoich dni.

Zawsze myślałam, że w więzieniu jest się na własne życzenie. Teraz kiedy poznałam częściowo losy poszczególnych osadzonych zrozumiałam, że właściwie to nikt nie urodził się przestępcą i zamiast obwiniać to powinnam dziękować Panu Bogu i Aniołowi Stróżowi za to, że ustrzegł mnie i moich najbliższych przed tak trudnym doświadczeniem. Cieszy mnie fakt, że ok. 10% skazanych bierze udział w co tygodniowej Eucharystii i ufam ,że zdecydowana większość robi to z potrzeby serca. Jesteśmy ograniczeni czasem bo miejsce jest specyficzne więc jeśli pozostanie jakiś problem nie rozstrzygnięty wówczas uciekam się do korespondencji. Otrzymuję wiele wzruszających listów, które motywują mnie do modlitwy i wyrzeczeń w poszczególnych intencjach. Poznałam rówieśnika mojej córki, którego działanie spowodowało, że zatelefonowałam do jego matki. Nie wiedziałam jak zacząć rozmowę i co powiedzieć kobiecie, która ma syna w więzieniu..... niesamowite doświadczenie. Po kilkunastu minutach rozmowy usłyszałam, że to nie jedyny syn, który został osadzony. W różnych więzieniach odsiadują wyroki mąż i trzech synów a ja pracuję jako pielęgniarka, dodatkowo sprzątam szpitalną Kaplicę a po pracy sprzątam mieszkania zamożnych. Modlę się aby utrzymać dach nad głową by móc przyjąć powracających synów. To jest bezinteresowna miłość matki która kocha „ mimo wszystko" . Znam szczegóły. Wiem, że nie miała wpływu na zaistniałą sytuację. Ze względów finansowych nie może nawet wykorzystać wszystkich należnych widzeń. Do tej pory uważałam, że miałam trudne życie ale dopiero kiedy usłyszałam historię tej MATKI zrozumiałam, że moje życie to sielanka... To kolejny powód aby podziękować Panu Bogu za rodzinę, którą mnie obdarzył.

Usłyszałam też zdanie więźnia: "Dopiero za kratami poczułem się wolny bo byłem tak uwikłany, że miałem marne widoki na zmianę dotychczasowego życia". Jestem też pełna uznania dla Kapelana Ks. Józefa który od kilkunastu lat niestrudzenie wyciąga te zabłąkane owieczki próbuje je dołączyć do stada DZIECI BOŻYCH . Oto cytat z listu, który otrzymałam od takiej właśnie "owieczki": Miałem zaszczyt poznania Księdza, który z tak wielką wytrwałością dąży do tego aby obudzić nasze serca. Zachęca abyśmy na życie nie patrzyli przez pryzmat pieniędzy, abyśmy miłowali innych tak jak siebie samych. Zapewnia, że do szczęścia nie potrzeba wielkiej sumy pieniędzy, że życie na wolności choć skromne może być piękne...

Mogę też zaświadczyć, że nie tylko tak mówi, ale też sam tak żyje. Po swojej służbie w Zakładzie Karnym 1 i 2 nie wraca na plebanię lecz do Barki gdzie wraz z bezdomnymi, chorymi, samotnymi i byłymi więźniami dzieli ich codzienność. Z rumowisk starych opuszczonych zabudowań byłych folwarków stworzył przy współudziale ludzi dobrej woli (zawsze podkreśla, że to praca zespołowa) godne warunki dla tych , którzy nie mają własnego dachu nad głową. Pozwala im uwierzyć w siebie ratując od rozpaczy i rezygnacji.W tym roku został laureatem nagrody "Żar Serca" bo jego serce rzeczywiście jest pełne żaru bezinteresownej miłości. Nie wiem jak to robi, że dla każdego znajduje czas i służy bezinteresowną pomocą. Podczas pielgrzymki Bractwa Więziennego na Jasna Górę w okresie Wielkiego Postu usłyszałam słowa, które mnie przekonały, że te dobrowolne wędrówki za kraty mają sens. Słowa te zabrzmiały następująco: Dziękuję Wam, że pochylacie się nad człowiekiem, który często przypominana samego Chrystusa - wzgardzonego, samotnego, opuszczonego przez najbliższych, czasem niesłusznie skazanego, cierpiącego.

Użyłam tego cytatu jako argumentu dla najbliższej rodziny, której trudno było zaakceptować mój nowy pomysł na spędzanie wolnego czasu. W Kaplicy wśród skazanych czuję się jak w rodzinie. Staram się nie oceniać, nie osądzać to zadnie dla Pana Boga a chcę być Jego świadkiem. A to moja ulubiona modlitwa:

- Na obraz siebie stworzyłeś mnie Panie, lecz kto mnie widzi, dziwi się bez końca, żem tak nie podobna do PIERWOWZORU jak niepodobne błoto do słońca... więc z lękiem myślę na cóż Ci się przydam?! I do czego moja słabość Ci posłuży?!...
- Nie lękaj się ! Pragnę odbijać się w tobie jak niebo odbija się w kałuży

Różnimy się tylko tym, że skazani starają się tak zachowywać by znaleźć się jak najszybciej na wolności a ja staram się postępować tak aby nie stracić zaufania a tym samym przepustki, która pozwala mi znaleźć się tam, gdzie Oni nie chcą przebywać.
Dziękuję Panu Bogu za kolejne doświadczenie Jego Miłości w moim życiu za wszystkich ludzi których postawił na drodze mojego doczesnego pielgrzymowania.
Szczęść Boże
Teresa