Trud i łaska współpracy z Bogiem

Trud i łaska współpracy z Bogiem

W życiu codziennym nie miałam wiele powodów do radości. W międzyczasie nauczyłam się żyć ze świadomością, że nie ma na ziemi „łatwego szczęścia". Modliłam się z przekonaniem, że taka jest Boża Wola i godziłam się na moją bezradność, przekonana, że nic już ode mnie nie zależy.

I wtedy usłyszałam kolejny raz fragment Ewangelii o cudzie w Kanie Galilejskiej i komentarz kapłana: „Pan Bóg wszystkich kocha i już tu na ziemi pragnie dla nas radosnego życia. Nie ma dla Niego rzeczy niemożliwych, ale my musimy z Nim współpracować! Nie toleruje lenistwa! Spogląda na nasze wysiłki i błogosławi je proporcjonalnie do naszego zaangażowania. Wszystko ma sens w oczach Boga. Przecież mógł pobłogosławić puste stągwie a te zapełniłyby się winem po brzegi. Uczynił jednak inaczej: polecił sługom napełnijcie stągwie wodą i wówczas wodę przemienił w wino. Gdyby słudzy poszli na skróty i napełnili stągwie wodą do połowy - otrzymaliby połowę wina." Ta katecheza uświadomiła mi, że tu i teraz muszę wykorzystać każdą chwilę na działanie, choć po ludzku nie ma ono sensu. Nie robię wielkich rzeczy ani też nie doświadczam ogromnych cudów, ale niemalże każdego dnia Pan Bóg obdarowuje mnie tym co najpotrzebniejsze. Nie daje w nadmiarze, nie daje z wyprzedzeniem, ale nie zostawia bez pomocy. Nie wyszłam jeszcze ze wszystkich moich życiowych zakrętów. Moją życiową łódź, co rusz targa wicher, ale wiem, że Jezus jest w łodzi i nie prześpi najtrudniejszej dla mnie chwili.

Chwała Panu! Wdzięczna Teresa Jeziorowska, Otmice