Ofiara Eucharystyczna

Ofiara Eucharystyczna

     Obecne rozważanie dotyczy rozumienia oraz przeżywania Ofiary Mszy świętej. Gdy w czasie rekolekcji organizowanych w Dębowcu, głosimy nieraz na ten temat konferencje, ludzie są  bardzo wdzięczni i mówią, że właśnie takiej nauki im potrzeba. Matka Najświętsza objawiona w La Salette płakała z powodu tych, co nie chodzą na Mszę świętą, ale także przez tych, którzy „idą do kościoła jedynie po to, by sobie drwić z religii”.

    Każda Eucharystia to Najświętsza Ofiara Chrystusa i najważniejsza czynność Kościoła. Na Mszy świętej dzieje się to samo, co w Wieczerniku i na krzyżu – to jest ta sama Ofiara, tylko złożona w sposób bezkrwawy, pod postacią chleba i wina. Msza święta to Ofiara Pana Jezusa i moja, składana Bogu Ojcu w Duchu Świętym. Na Mszy św. działa  cała Trójca Święta i ja mam się z Nią zjednoczyć. Trzeba zająć takie miejsce, aby mieć wzrokowy kontakt z ołtarzem i kapłanem. Przychodzę na spotkanie z moim Bogiem, a zarazem najlepszym Przyjacielem. Gdy idę do ziemskiego przyjaciela, on mnie nie przyjmuje na klatce schodowej, tylko zaprasza do środka i sadza przy  wspólnym stole. Jest wielkim nieporozumieniem, gdy ktoś na Mszy św. stoi pod płotem, pod drzewem, z dala od ołtarza, siedzi w samochodzie. Nie należy się spóźniać. Apostołowie nie spóźnili się na Ostatnią Wieczerzę, Matka Boska nie spóźniła się pod Krzyż. I nie odeszli przed końcem Ofiary. Tylko jeden wyszedł w trakcie Ostatniej Wieczerzy – a był to Judasz. Nie wychodzimy z kościoła przed błogosławieństwem i rozesłaniem!

    Żegnając się wodą święconą, przypominamy sobie chrzest święty. Trzeba dotknąć rzeczywiście palcami wody święconej i zrobić znak krzyża, a nie jakiś dziwny znak – nie wiadomo, czy drapanie się po piersiach, czy odganianie muchy. Mamy świadomość naszych grzechów i zaniedbań dobra, tak wobec Boga, jak i wobec ludzi, dlatego odmawiamy spowiedź powszechną.  Po takiej spowiedzi, jeśli mieliśmy tylko lekkie grzechy, można iść do Komunii św. Jeżeli był grzech śmiertelny, spowiedź powszechna nie  wystarczy i  trzeba  wyspowiadać się  u  kapłana  przy  konfesjonale. 

    W czasie Mszy świętej nigdy nie odmawiamy Różańca czy Litanii do Matki Bożej! Angażujemy się w modlitwę, śpiew i słuchanie Słowa Bożego. Bóg wtedy mówi do mnie! Przed Ewangelią robimy znak krzyża na czole – żeby słowo Boże zapamiętać, na ustach – żeby je głosić i na sercu – żeby je kochać i zachować. W tym miejscu nie żegnamy  się, ale kciukiem prawej ręki robimy te 3 krzyżyki.  Słowo Boże, które słyszę w kościele, to jest to samo słowo, które głosił Pan Jezus i Apostołowie. Ono było wtedy skuteczne, ono uzdrawiało, wypędzało złe duchy, przemieniało serca słuchaczy. Ono i dzisiaj jest skuteczne! Ono nie przestało być ważne i aktualne!  Żeby to słowo mogło działać we mnie,  muszę  je  przyjąć  z  wiarą  i  uwagą!  

    Najważniejsza część Mszy świętej to Liturgia Eucharystyczna. Kapłan śpiewa albo odmawia prefację, która na końcu przechodzi we wspólne uwielbienie Boga: Święty, Święty, Święty Pan, Bóg zastępów....Taki śpiew słyszał prorok Izajasz, gdy miał widzenie świętości Boga. To jest ważna modlitwa. Wielbimy Boga  w imieniu całego stworzenia. Zbliża się Przeistoczenie. Kapłan wyciąga dłonie nad kielichem i hostią, wzywając mocy Ducha Świętego. Dzwonek ministranta przypomina, że trzeba porządnie klęknąć, na dwa kolana. Czas podniesienia powinien być chwilą najbardziej intensywnej i najbardziej miłosnej modlitwy, Mówmy sercem Zbawicielowi, że Go kochamy, wierzymy Mu, oddajemy Mu siebie wraz ze swoimi najbliższymi. Można o coś prosić. Można w myślach odmawiać jakąś modlitwę, albo trwać w ciszy. To są najświętsze  chwile w  kościele! Gdy kapłan  po wypowiedzeniu słów  konsekracji,  ukazuje ludziom Ciało i Krew Pańską, należy patrzeć na  Hostię i kielich. Uczestniczymy w cudzie! Na naszych oczach Pan Jezus przemienia chleb w swoje Ciało i wino w Najświętszą Krew. Tego nie zobaczymy zmysłami, to jest WIELKA TAJEMNICA WIARY! W tym momencie Pan Jezus czyni obecną swoją Mękę i Śmierć, wypowiada jeszcze raz swoje: Tak! Bogu Ojcu, swoją zgodę na cały plan zbawienia. My włączmy się do tej Ofiary i wraz  z  Jezusem ofiarujmy Bogu Ojcu Jego Ciało i Krew i całe swoje życie, ciało i  duszę. 

    W pełni uczestniczę we Mszy św. wtedy, gdy przyjmuję Komunię św. Tego chce sam Zbawiciel. To On powiedział: „Bierzcie i jedzcie, to jest Ciało moje...” Do Komunii św. nie mogę iść wtedy, gdy sumienie mówi mi wyraźnie, że popełniłem grzech śmiertelny. Wtedy trzeba mi najpierw iść do spowiedzi. Jeżeli mam małe grzechy, to żałowałem za nie na początku liturgii i mogę iść spokojnie do Komunii św. Wystarczy spowiedź raz na miesiąc i można nawet codziennie przyjmować Pana Jezusa. Jeżeli ktoś opuścił Mszę św., bo był naprawdę chory, to w następną niedzielę może spokojnie przyjąć Komunię św. – nie ma grzechu! Trzeba zachować godzinę postu eucharystycznego – nic nie jeść i nie pić z wyjątkiem lekarstwa. Chorzy w szpitalu mają tylko kwadrans postu. Trzeba uczyć dzieci, aby w drodze do kościoła na kupowały lodów czy słodyczy. Zanim idziemy do Komunii świętej, przekazujemy sobie znak pokoju – znak przyjaźni, przebaczenia, znak braterstwa obejmujący nie tylko osobę obok mnie, ale każdego bliźniego! 

    Przyjmując Ciało Chrystusa, nie trzeba się upierać przy postawie klęczącej. Dostosowujemy się do warunków i zwyczaju panującego w danym kościele. Nawet gdy kolana nie klęczą, najważniejsze, by dusza klęczała! Postawa duchowa jest ważniejsza od zewnętrznych okoliczności. Gdy wracając od Komunii św., przechodzimy obok Najświętszego Sakramentu, wtedy już nie przyklękamy, bo sami jesteśmy żywym tabernakulum. Przyjęcie Komunii świętej możemy ofiarować za kogoś albo w intencji wynagradzającej. Trzeba się modlić swoimi słowami, jak najlepiej, szczerze, od serca, trwając w dziękczynieniu. Potem można odmówić jakąś modlitwę z książeczki. Jeżeli nie można iść do Komunii św., wtedy należy wzbudzać  duchowe pragnienie zjednoczenia się z Panem Jezusem. Jeżeli jestem rano u Komunii św. a wieczorem ponownie  uczestniczę w całej Mszy świętej,  to  mogę  ponownie iść do Stołu Pańskiego. Na końcu Eucharystii otrzymuję od Pana Boga specjalną pomoc w postaci błogosławieństwa na trud świadczenia o Nim w mojej rodzinie i wszędzie, gdzie będę. Błogosławi nam cała Trójca Przenajświętsza! Gdy wychodzę ze świątyni, mam się czuć radosnym apostołem, szczęśliwym i zjednoczonym z Bogiem, a nie znużonym i niezadowolonym, że było ciasno, długo i nudno. Trzeba nam uczyć się rozumienia i umiłowania Mszy świętej i nie zrażać się niepowodzeniami, czy roztargnieniami. Pan Jezus czeka na naszą obecność i miłość. Ma cudowną moc naprawiania naszych błędów i pomyłek. Dlaczego bardziej ufamy ludziom niż  Bogu, który chce, byśmy byli na wieki szczęśliwi! Pozwólmy  ogarnąć  się  Jego  MIŁOŚCIĄ! 

ks. Franciszek Gutter MS.