Bądźmy gotowi!

Bądźmy gotowi!

Skończył się listopad. Już coraz rzadziej widać światełka na mogiłach, a śnieg miłosiernie przykrył uwiędnięte kwiaty. Wielu odetchnęło z ulgą, że mają już za sobą trudne wizyty na cmentarzu i spokój na długo, aż do następnego dnia Wszystkich Świętych, kiedy to „wypada” pokazać się na cmentarzu. Bo w ciągu roku jakże to myśleć o śmierci, kiedy człowiek młody, zdrowie służy, interesy świetnie idą... Pan Jezus jednak nie przestaje nawoływać i zachęcać, byśmy o rzeczach ostatecznych codziennie pamiętali i dobrze się przygotowali na spotkanie z Bogiem. Wszystkie adwentowe teksty mówią nam o czuwaniu, o gotowości i o tym, że przyjście Pana jest bliskie. Nikt nie będzie mógł się kiedyś tłumaczyć, że o tym nie wiedział i nie słyszał.

Kilka tygodni temu zadałam mojej serdecznej przyjaciółce pytanie: Marysiu, czy jesteś już gotowa, by stanąć przed Bogiem twarzą w Twarz? Nadeszła szczera oraz przemyślana odpowiedź: „Od śmierci Mamy często myślałam o tym, że już też bym z chęcią przeszła na drugi brzeg. Chciałabym stanąć przed Panem oczyszczona. Właściwie nie wiąże mnie z ziemią nic – ani ludzie, ani sprawy. Tutaj nie mam nikogo tak bliskiego. Żyję tylko dlatego, że Pan mi każe. Na nic nie czekam, nie planuję ani nie tęsknię...” Napisała te słowa nauczycielka, bardzo oddana dzieciom, szkole i parafii. Udało jej się jednak zachować właściwy dystans wobec rzeczywistości, która tak nas często wciąga, angażuje, że najważniejsze sprawy jakoś uciekają i przysłowiowo „przelatują przez palce”.

23 lipca odbył się w Dębowcu pogrzeb kapłana – misjonarza saletyna. Śp. ksiądz Krzysztof przeżył zaledwie 37 lat. Chciał żyć i pracować. Miał nadzieję, że wróci do swojej parafii w Łapszach Wyżnych, do katechezy, do ludzi, którzy go potrzebowali i do których tęsknił. Po czterech miesiącach ciężkiej choroby, było już wiadomo, że to koniec, choć tyle osób szczerze prosiło Pana Boga i Matkę Najświętszą o cudowne uzdrowienie, jeżeli taka jest wola Boża. Ta wola była inna i ksiądz Krzysztof oraz jego bliscy przyjęli ją. Ten kapłan był gotowy na spotkanie z Jezusem. Ostatnie, najtrudniejsze miesiące jego życia stały się czasem najszybszego duchowego wzrostu i dojrzewania. Mówił o tym podczas liturgii pogrzebowej przełożony Misjonarzy Saletynów.

Uczestnicząc w pogrzebie, zawsze zadaję sobie pytanie: Czy jestem już gotowa na spotkanie z Panem? Jeżeli dzisiaj Pan Jezus by mnie zawołał, czy mogłabym iść z radością na spotkanie z Nim i patrzeć prosto w Jego miłosierne oczy?.. Chcę na koniec opowiedzieć o jeszcze jednym doświadczeniu śmierci, trudnym dla wszystkich i dla mnie – jako katechetki także. Kiedy 10-letni Arek poszedł po południu w upalny dzień z kolegami nad pobliską rzekę, nikt się nie spodziewał, że nie wróci już do domu, że ... przywiozą go w białej trumience. Prowadziłam modlitwę różańcową przy tej trumnie, którą otoczyła, rodzina, sąsiedzi i szkolni koledzy. Jego klasa – III klasa szkoły podstawowej w Dębowcu. Rodzice trzymali za ręce swego synka. Co im powiedzieć w takiej chwili, jak ich pocieszyć? Że Pan Bóg jest wszechmocny, jest Panem życia i śmierci, zabiera kogo chce i kiedy chce. I nie musi nas pytać o zgodę. Przecież był wtedy nad rzeką i widział, jak koledzy pobiegli po najbliższego sąsiada, jak szybko przyjechała karetka reanimacyjna... Bóg jest naszym Ojcem, On nas kocha, przede wszystkim kocha... Rodzice Arka nie znali odpowiedzi na pytanie: dlaczego tak się stało? Jednak w całej ich postawie nie było nawet cienia buntu czy żalu do kogokolwiek. Włożyli mu do trumny słowa psalmu, który miał śpiewać za dwa dni podczas Mszy świętej dla dzieci. „Bóg wie, co robi – mówił tato chłopca przez łzy. – Może Arka spotkałoby jakieś większe, gorsze nieszczęście i Pan Bóg go przed większym złem ochronił?.. Przekonaliśmy prokuratora, że nie chcemy żadnej sprawy w sądzie. Chcemy zabrać nasze dziecko do domu i spokojnie synka pochować. Uszanował naszą decyzję... Jak Pan Bóg zsyła krzyż, to robi to w najbardziej odpowiedniej chwili. Przez cały rok chodziliśmy na katechezy dla dorosłych. Nasza wiara była umocniona, ugruntowana. Duchowo byliśmy najbardziej przygotowani na taką tragedię. Gdyby to się stało wcześniej, nie wiadomo, jakbyśmy sobie z tym poradzili...” Oto świadectwo ojca, którzy mówił te słowa, stojąc obok zbolałej matki, całującej 10-letniego syna, leżącego w trumnie, w białej tunice od I Komunii św. Podczas odmawiania różańca, rodzice trzymali jego zimne, sztywne ręce...

Pan Jezus przychodzi do nas. Przychodzi codziennie, przychodzi w adwentowej liturgii, przychodzi, by być z nami na stałe i dzielić wszystkie wydarzenia naszej codzienności. Kiedy Maksymin i Melania zobaczyli w La Salette Matkę Najświętszą, zachwycili się Jej pięknością. A gdy odeszła do nieba, zaczęli tęsknić i byli gotowi od razu pójść za Nią w wieczność, by Ją znowu ujrzeć. Kochajmy Maryję i bądźmy blisko Niej. Niepokalana Matka Pana Jezusa pomoże nam przezwyciężyć lęk przed śmiercią i jak najlepiej przygotować się na ten najważniejszy dzień, na Święto Spotkania z Bogiem.
Iwona Józefiak