Jak powstała szkolna adopcja dzieci malgaskich

Jak powstała szkolna adopcja dzieci malgaskich

Mój brat ks. Marian Sajdak, misjonarz saletyn, otrzymał święcenia kapłańskie w 1968 r. w Krakowie. Po rocznym pobycie w Dębowcu, wraz z bratem zakonnym Alojzym, wyjechał do Włoch a potem do Francji, gdzie w Grenoble studiował język francuski. 25 czerwca 1970 r. przybył na Madagaskar. Swoją posługę duszpasterską rozpoczął w diecezji Morondava, w której pracuje do dzisiaj. Na Madagaskarze spotkał ks. Władysława Czosnka, polskiego saletyna, który pracował na wyspie od 1938 r. Ks. Czosnek w ciągu swojej 35-letniej pracy misyjnej nigdy nie przyjechał na urlop do Polski. Zmarł na Czerwonej Wyspie i został tam pochowany w 1973 r. Brat Alojzy po śmierci ks. Władysława wyjechał ostatecznie do Francji.

Na pierwszy swój urlop do rodzinnego kraju mój brat przyleciał dopiero po pięciu latach. Miał małe problemy z płynnym mówieniem po polsku, ponieważ po śmierci ks. Czosnka był jedynym polskim saletynem w diecezji Morondava i nie miał zupełnie kontaktu z językiem ojczystym. W czasie pięciomiesięcznego urlopu odwiedzało go rodzeństwo z sąsiedniej wioski – dwie siostry i brat. Byliśmy wszyscy tak zafascynowani opowiadaniami o pracy misyjnej, że po ukończeniu szkoły obie moje siostry wstąpiły do zakonów żeńskich: jedna do józefitek, druga do franciszkanek z zamiarem podjęcia pracy misyjnej. Obecnie jedna pracuje w Kongo, druga w Jerozolimie. Natomiast brat został reporterem i w latach 90. był na Madagaskarze, gdzie nakręcił film o pracy ks. Mariana pt.: „Ziemia Obiecana”.

Kolejny urlop ks. Marian otrzymał po pięciu latach w 1980 r., a potem już przybywał co trzy lata. Oprócz odwiedzin znajomych i wizyt u lekarza, spędzał czas na głoszeniu kazań o pracy misyjnej na Czerwonej Wyspie. Przede wszystkich w parafiach, gdzie pracowali jego koledzy z seminarium. Zebrane pieniądze przeznaczał na budowanie kościołów, niesieniu pomocy ubogim i na funkcjonowanie malgaskiej parafii, gdzie aktualnie posługiwał: najpierw w Belo-sur-Tsiribihina (20 lat), a następnie w Miandrivazo (17 lat).

Na początku lat 90., po upadku na Madagaskarze socjalistycznego reżimu prezydenta Ratsiraki i totalnej zapaści szkolnictwa państwowego, Kościół malgaski uznał za swój ewangelizacyjny obowiązek zakładanie szkół. W tym czasie powoli zaczęła kiełkować w głowie ks. Mariana idea niesienia pomocy w nauce dzieciom malgaskim. Pomysł dojrzał po spędzeniu kolejnego urlopu w Polsce. Początkowo hasło pomocy uczniom malgaskim było szerzone wśród rodziny czy najbliższych znajomych. Potrzeby były jednak coraz większe. Malgascy rodzice, widząc jak sprawnie funkcjonują szkoły zakładane przez ks. Mariana, zaczęli coraz częściej prosić o pomoc w opłaceniu czesnego dla swoich dzieci. Zrodził się pomysł kolejnego filmu, który przedstawiłby potrzebę pomocy malgaskim dzieciom w zdobyciu edukacji. Film został zrealizowany w 1996 r. przez pracownika TVP2 i wyemitowany w programie „W okolicy Stwórcy”. Po emisji rozdzwoniły się telefony od zainteresowanych akcją misyjnej adopcji. Niektóre z tych osób do dziś wspierają malgaskie dzieci, które dzięki tej pomocy zdołały ukończyć szkołę i zdać maturę.

Po emisji w 2000 r. w TVP Kraków filmu „Ziemia Obiecana” o pracy ks. Mariana przybyli kolejni sponsorzy. Dzieło pomocy dzieciom malgaskim szybko zaczęło się rozrastać. Ks. Marian nie był już w stanie sam tego prowadzić. Potrzebna była osoba, która zajęłaby się koordynacją dzieła w Polsce. Tak zaczęła się moja pomoc w akcji „adopcji dzieci malgaskich”. Ks. Marian wraz z siostrą dyrektorką szkoły w Miandrivazo prowadził kartotekę sponsorowanych dzieci. Przysyłał do Polski zdjęcia dzieci potrzebujących pomocy oraz ich listy, a także troszczył się, aby dziecko objęte adopcyjną akcją chodziło systematycznie do szkoły, nie było głodne i miało niezbędne przybory szkolne. Natomiast moim zadaniem było prowadzenie polskiej kartoteki darczyńców oraz przypisanych im dzieci, rozsyłanie zdjęć dzieci oraz ich listów, a także dwa razy w roku w okresie świąt Bożego Narodzenia i Wielkanocy rozsyłanie listów od ks. Mariana do wszystkich sponsorów. Sprawdzałam, czy osoby deklarujące pomoc wywiązują się z obowiązku systematycznego wpłacania pieniędzy. Miałam bowiem świadomość, że jeżeli darczyńcy nie będą regularnie wpłacać pieniędzy, to powstałe dzieło szybko upadnie. Ks. Marian musiał bowiem, jak w każdej szkole, co miesiąc opłacać czesne dzieciom, aby było z czego wypłacić pensje nauczycielom, zakupić przybory szkolne czy jedzenie dla uczniów. Niekiedy, jeśli była taka możliwość, kontaktowałam się z niektórymi darczyńcami osobiście, listownie lub telefonicznie. Natomiast podczas urlopów ks. Mariana wspólnie organizowaliśmy spotkania z darczyńcami w różnych miejscach – w Warszawie, w Tokarni, Jeleniej Górze, czy w naszej rodzinnej wiosce Muchówce.

W tym czasie moja córka Kinga postanowiła napisać pracę magisterską o pracy ks. Mariana. Zebrała fundusze na podróż i w 2000 r. wyjechała na trzy miesiące na Madagaskar. W efekcie powstała praca magisterska, a po kolejnym wyjeździe na wyspę w 2003 r. doktorat „Społeczno-religijna rola kapłana misjonarza na Madagaskarze”. Owocem tego wyjazdu był też kolejny, trzeci już film o posłudze ks. Mariana: „Listy z Madagaskaru”, emitowany w TVP2. W 2012 r. została wydana książka pod tym samym tytułem, co praca doktorska Kingi, w której przedstawiona jest posługa duszpasterska ks. Mariana w parafii w Miandrivazo oraz praca na rzecz rozwoju lokalnej społeczności – pomoc więźniom, budowa i prowadzenie szkół, budowa kościołów.

Wspólnota osób wspomagających malgaskie dzieci systematycznie się rozrastała. Dzieło zaczęło się skromnie od kilku osób z najbliższej rodziny czy z grona znajomych ks. Mariana, a dziś liczy ponad 250 osób. Niektórzy uczestniczą w akcji od ponad 15 lat, inni po paru latach wykruszyli się, ale na ich miejsce systematycznie przybywają nowi. Z wieloma osobami nawiązałam bliskie, przyjacielskie kontakty. Nieraz wspieramy się w trudnych sytuacjach życiowych i dzielimy radości dnia codziennego. W akcji uczestniczy także kilka szkół podstawowych. Dzieci z warszawskiego Ursynowa co roku przy wsparciu kadry pedagogicznej organizują festyn, w czasie którego zbierają pieniądze również na rzecz swoich malgaskich rówieśników. Za przykład długiej i owocnej współpracy może posłużyć grupa parafian z Muchówki – z rodzinnej wioski ks. Mariana, którzy od 10 lat systematycznie wspierają jedną ze szkół wybudowanych przez niego. To dzięki ich wsparciu ta szkoła funkcjonuje.

Liczba chrześcijan wielkiej parafii Miandrivazo (oprócz centralnego kościoła było około 35 kościołów dojazdowych) systematycznie wzrastała, aż w końcu doszło do podziału parafii na trzy samodzielne  ośrodki: Miandrivazo, Ambatolahy i Dabolava. Ks. Marian, po prawie dwudziestu latach pracy w Miandrivazo, w 2010 r. został przeniesiony na nowo powstałą parafię w Ambatolahy. W ciągu trzech lat wybudował w tym mieście liceum i otworzył trzy szkoły w brusie. Po kolejnym urlopie w Polsce w 2013 r. został przeniesiony do pracy w parafii w Dabolava, gdzie już od siedmiu lat działała szkoła podstawowa, wybudowana i sponsorowana przez ks. Mariana. Szkoła ta od 2009 r. prowadzona jest przez malgaskie siostry zakonne.

Zmiany parafii znacznie utrudniły prowadzenie adopcji dzieci, szczególnie tych z ostatnich lat pobytu w parafii Ambatolahy. Ks. Marian utracił możliwość stałego kontaktu ze sponsorowanymi dziećmi, gdyż parafia została przejęta przez zgromadzenie montfortanów. Natomiast kontakt ze szkołami z Miandrivazo utrzymuje za pośrednictwem sióstr. W nowej parafii, jak pisze w swych listach, wszystko jest od nowa do zrobienia. Trzeba zorganizować struktury nowej parafii, rozbudowywać szkoły, a jest ich obecnie cztery. W przyszłym roku szkolnym zamierza otworzyć gimnazjum, aby po podstawówce dzieci mogły kontynuować naukę, a w przyszłości też liceum.

Z perspektywy czasu widać, że najlepszą formą pomocy malgaskim uczniom jest sponsorowanie nie tyle konkretnego dziecka, co danej szkoły. Często dzieci opuszczają szkołę z powodu migracji rodziców za pracą, choroby, a nawet śmierci. Niektóre z założonych szkół nie wytrzymały próby czasu. Mieszkańcy zostali zmuszeni przez cyklony czy napady zbrojnych band złodziei bydła do opuszczenia  swoich domów i przeprowadzki w nowe miejsca. Dodatkowo, w ostatnich czterech latach ks. Marian dwukrotnie zmienił parafię, a w każdej są te same potrzeby i dzieci, które czekają na możliwość nauki. Ks. Marian nie potrafi im tego odmówić. Wyszukuje najbiedniejszych, bo wie, że sami nie mają szans na ukończenie szkoły. Nasuwa się oczywiste pytanie: czy opłacanie nauki ma sens, skoro nie ma żadnych gwarancji, że dziecko ukończy szkołę? Dla mnie i dla ks. Mariana ma to sens, zwłaszcza gdy może patrzeć na swoich byłych uczniów pracujących w określonym zawodzie. Jeden z wychowanków jest adwokatem, kilku zostało stolarzami. Dwóch z chłopców jest księżmi, cztery dziewczęta – siostrami zakonnymi, kolejnych sześciu wychowanków ze sponsorowanych szkół chce wstąpić do seminarium. Oczywiście nie wszystkim dzieciom aż tak się udało. Ale ważne jest, że umieją chociaż czytać i pisać. Z perspektywy Madagaskaru i tamtejszych dzieci, każdy rok, miesiąc, a nawet dzień spędzony w szkole ma sens. Otwiera bowiem drzwi do nowego, lepszego jutra. Osoby zainteresowane pomocą malgaskim dzieciom mogą uzyskać informacje pod numerem telefonu +48 665 355 500 lub pod adresem mejlowym bkinga@wp.pl.

Franciszka Bogdańska – członkini ARS-u z Warszawy