Piękne jest życie, choć to droga z wybojami…

Mam na imię Lucyna, od wielu lat mieszkam z mężem na osiedlu w Mrągowie. Nasz ślub był w Wielkanoc 1980 r. Mamy dwóch wspaniałych synów, dobre synowe i na razie dwoje kochanych wnucząt. Od dnia chrztu Bóg jest obecny w moim życiu, a Maryja opiekuje się mną przez te wszystkie lata i zawsze prowadzi do Syna. Od lipca 2004 r. należę do Apostolstwa Rodziny Saletyńskiej. Duch Święty daje mi siłę, by podzielić się świadectwem swej wiary, choć  jestem  słaba, grzeszna i nieraz upadam na drodze do Domu Ojca.

Dobrze pamiętam szary poranek 22 grudnia 2008 r. Rano wracałam szczęśliwa z kościoła, niosąc w sercu radość zjednoczenia z Bogiem. Byłam już blisko domu, przechodziłam przez przejście dla pieszych i zabrakło mi dosłownie dwóch kroków, gdy uderzył we mnie samochód. Miałam uraz nogi i głowy. Siła potrącenia odrzuciła mnie około 8 metrów od miejsca wypadku. Zobaczyłam nade mną jakichś ludzi z telefonami w ręku. Był wśród nich sąsiad – sprawca wypadku. Przeprosił i tylko na tyle było go stać… Prosiłam, by dostarczono mi do szpitala saletyński modlitewnik, który dostałam wstępując do ARS-u. Siostrzenica zamówiła w mojej intencji Mszę św., która została odprawiona nazajutrz rano w naszym kościele Matki Bożej Saletyńskiej w Mrągowie. Przed południem odwiedził mnie nasz ówczesny proboszcz – ks. dr Józef Kopciński MS, wraz z dyrektorem Szkoły Nowej Ewangelizacji – ks. Jackiem Ocieczkiem MS. To było miłe zaskoczenie, bo przecież ks. proboszcz niedawno przybył do parafii. Poczułam się jak dziecko obdarowane czekoladą. Poprosiłam o sakrament pokuty i błagałam Boga, żebym umiała przebaczyć sprawcy wypadku. Nie czułam się winna, szłam prawidłowo, po pasach; kierowca nie zwolnił, nie poczekał, aż z nich zejdę. Spowiednik potwierdził to, co mi podpowiadał Duch Święty, żeby przebaczyć i żyć po chrześcijańsku, jak do tej pory. Mam nosić w sercu Pana Jezusa i wielbić Go – Dawcę życia wiecznego! Tego dnia po południu wykonano poważną operację mojej nogi. Kość podudzia była potrzaskana na drobne kawałki; założono mi 13 śrub. Przy domownikach nie uroniłam żadnej łzy, ale w sercu nosiłam wielki ból i smutek, choć jednocześnie radość, że Bóg i Mateńka Saletyńska podarowali mi drugie życie. Ten dar życia był w tamtej chwili najważniejszy. Powtarzałam wszystkim: „Życie jest piękne”… Brak mi było, jak już nie codziennej, to przynajmniej częstej Komunii św., więc zaczęłam praktykować Komunię św. duchową. Z sekretariatu Apostolstwa Rodziny Saletyńskiej w Dębowcu otrzymujemy różne materiały formacyjne; kiedyś siostra Iwonka przysłała rozważanie na temat Mszy św. i było tam też wyjaśnienie, na czym polega Komunia duchowa.

Po świętach założono mi gips i uczono chodzić przy balkoniku. Przyszedł czas wypisu do domu, ale żadnego transportu ze szpitala nie było. Starszy syn przyjechał dużym samochodem i jakoś się do niego wgramoliłam.  Nasze mieszkanie jest na pierwszym piętrze. Natrudziłam się tak samo, jak przy wejściu na górę Śnieżkę, na której kiedyś byłam. Syn musiał iść do pracy, a ja usiadłam przy ołtarzyku, przy mojej Matce Niepokalanej. Spojrzałam na obraz Matki Częstochowskiej. Wzięłam do ręki różaniec. Ze łzami w oczach modliłam się za rodzinę, za kapłanów saletynów i za br. Eugeniusza Kusiaka z naszej parafii, za duchowe siostry z ARS-u, z Róży Różańcowej, za lekarzy i wszystkich, którzy mnie odwiedzali w szpitalu. Za sprawcę wypadku też się modliłam. Sąsiad, który mnie potrącił, mieszka z żoną obok mojego bloku. Nigdy nie pojawił się ani w szpitalu, ani w domu. Nie chodziło mi o jakieś wielkie przeprosimy, ale żeby tak zwyczajnie, po ludzku zapytał: „Jak się pani czuje?” Jestem twarda, ale cierpienie nauczyło mnie pokory i cierpliwości. 

Nurtowała mnie jedna myśl: przed wypadkiem, prosiłam w kościele mojego Pana za wstawiennictwem Matki Saletyńskiej, abym umiała rozpoznać znaki, dane mi od Nich. Czyżby ten krzyż, to cierpienie, było znakiem? Uczyniłam to, co mi doradził kierownik duchowy: podziękowałam Bogu za krzyż i za darowane życie. Od tamtego czasu o nic nie proszę, tylko za wszystko dziękuję. Biorę, co Bóg mi daje, co przynosi codzienność, dodając tylko: Panie, jeśli to jest zgodne z Twoją wolą! Często nie jest to ani proste, ani łatwe, ale pomocą są sakramenty święte i duchowe kierownictwo. Duch Święty podpowiada słowa modlitwy, a serce Maryi daje większą siłę do pokonywania życiowych trudności… Długo ciągnęły się sprawy sądowe związane z wypadkiem. Byłam zszokowana zeznaniami sprawcy i jego żony, a także świadków, jak ludzie potrafią kłamać i fałszywie zeznawać. Na  rozprawy wydałam wszystkie oszczędności. Przegrałam. Najbardziej bolały słowa pani sędziny, że to ja jestem winna, bo nie zdążyłam zejść z pasów, ale nie zostanę ukarana, bo już tak dużo przeszłam. Ze ściśniętym gardłem i poczuciem krzywdy wróciłam do domu. Kiedyś, już w Domu Ojca się okaże, kto zawinił.

W lutym 2014 r. uczestniczyłam w Kursie Filipa, prowadzonym przez obecnego dyrektora Szkoły Nowej Ewangelizacji ks. Jacka Gorzelanego MS. Wtedy bardziej zrozumiałam swoje życie, wiarę i na czym polega wybaczenie. Na koniec dałam świadectwo, że teraz jestem gotowa z podniesioną głową mijać na drodze sprawcę mojego wypadku i pierwsza mu powiedzieć: „Dzień dobry!”.

Oby nikomu z nas nie zabrakło świadomości, że w czasie trudnej próby życiowej jest przy nas Jezus Chrystus! Bóg Ojciec nie przestaje nam przypominać, jak  Piotrowi, Jakubowi i Janowi na Taborze: „To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie!” (Łk 9,28). Naszym zadaniem jest słuchać i wierzyć pomimo swojej słabości i grzeszności. Gdy postawisz Boga na pierwszym miejscu swojego życia, sam się przekonasz, jak piękny jest świat, jak piękne jest życie, choć to „droga z wybojami”.

Lucyna z Mrągowa

PS. Autorka świadectwa w podziękowaniu za uratowane życie i za przynależność do Apostolstwa Rodziny Saletyńskiej,  własnoręcznie wyhaftowała obraz Matki Bożej Płaczącej, który jest noszony przez delegatki ARS-u w procesjach i służy podczas spotkań formacyjnych wspólnoty ARS-u pod przewodnictwem obecnego ks. proboszcza Jana Kijka MS.