Rekolekcje o spowiedzi: 9–12.05.2013 r.

 „Spowiedź sakramentem wewnętrznego uzdrowienia” – to temat przewodni nauk podczas tegorocznych rekolekcji dla Apostolstwa Rodziny Saletyńskiej, które głosił ks. Zbigniew Pałys MS. W wielkim skrócie przedstawiam kwestie, które były najbardziej poruszające i pobudzające do refleksji nad naszym życiem oraz nad podejściem do spowiedzi.

Chyba wszystkich słuchaczy zaskoczyło pierwsze założenie rekolekcjonisty, że wielu ludzi jest religijnych, a mało wierzących, że jest różnica między religijnością a wiarą. Widać ją również w podejściu do spowiedzi.

Religia wiąże człowieka z Bogiem (w wierzeniach pogańskich z bóstwem), a wiara służy doskonaleniu. Człowiek jest z natury religijny, dlatego w różnych religiach znajdujemy wspólny trzon – szukanie sensu życia, rozróżnienie pomiędzy dobrem, a złem, pytanie o sens cierpienia, skąd przyszliśmy i dokąd zmierzamy.

Każdy chrześcijanin musi sobie odpowiedzieć na pytanie: w jakiego Boga wierzy. Mojżesz, Budda, Mahomet zajmują zupełnie inne miejsce w swoich religiach niż Chrystus w chrześcijaństwie. Oni nigdy nie twierdzili, że są kimś więcej niż ludźmi; postrzegali siebie jako posłańców Boga. Chrystus koncentruje religię na swojej Osobie. Bóg wcielony wyszedł do człowieka, objawił się, czyli sam pokazał, jaki jest. Czynił to stopniowo. Objawił się w dziele stworzenia jako Wszechmocny i w dziele zbawienia jako Miłosierny.

Aby wierzyć w Boga, trzeba Go najpierw poznać, słuchać tego, co objawia słowem i czynami. Człowiek wierzący przyjmuje słowo Boże. Bóg mówi: Nie zabijaj! Życie jest święte! Bóg stworzył człowieka mężczyzną i kobieta. I nie ma dyskusji. Człowiek religijny znajdzie wytłumaczenie dla aborcji, dla procedury in vitro, eutanazji, czy związków partnerskich. Człowiek religijny często się dziwi, że tylu złych ludzi żyje w dobrobycie, dopisuje im zdrowie i powodzenie. Człowiek wierzący się nie dziwi, bo pamięta słowa Pana Jezusa: „Słońce świeci nad złymi i dobrymi; deszcz pada na sprawiedliwych i niesprawiedliwych”. Człowiek wierzący wie, że źli zawsze mogą się nawrócić i Bóg wyjdzie im naprzeciw, przyjmie ich z miłością i przytuli, jak miłosierny ojciec postąpił wobec marnotrawnego syna.

Pierwszym darem, jakim Bóg obdarzył Kościół, to dar odpuszczania grzechów: „Weźmijcie Ducha Świętego. Którym grzechy odpuścicie, są im odpuszczone…” Dlatego najważniejszą misją Kościoła jest wzywanie ludzi do nawrócenia: „Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię”.

Prehistorię sakramentu pojednania znajdujemy w Starym Testamencie – w Księdza Kapłańskiej. Jej najstarsza część kładzie mocny nacisk na czystość rytualną i moralną, zgodnie z poleceniem samego Boga: „Świętymi bądźcie, bo Ja jestem święty”. Podczas Święta Przebłagania – Jom Kippur, należącego do najważniejszych dni w kalendarzu liturgicznym Izraela, arcykapłan symbolicznie obarczał kozła wszystkimi grzechami narodu wybranego i wypędzał go poza miasto, na pustynię, gdzie jak wierzono – przebywał zły duch Azazel. Jezus obarczony naszymi grzechami także umarł na krzyżu poza murami miasta. W konfesjonale ksiądz bierze nasze grzechy i przedstawia je Bogu symbolicznym gestem wyciągniętej nad głową penitenta ręki.

W ciągu wieków zmieniała się forma, w jakiej Kościół sprawował posługę odpuszczania grzechów. Do IV w. można było tylko raz czynić pokutę i otrzymać rozgrzeszenie. Wtedy ludzie często odkładali spowiedź na koniec życia. Pojednanie było związane z surową, publiczną i trwającą nieraz bardzo długo pokutą. Dotyczyło to szczególnie ciężkich grzechów: cudzołóstwa, bałwochwalstwa, zabójstwa. Dopuszczający się takich występków, zapisywali się do tak zwanego stanu pokutników. Pokuta była publiczna, ale wyznanie grzechów tajne. Rodzaje pokut i czas ich trwania były różne np.: zakaz pełnienia pewnych służb, noszenie włosiennicy. W Wielki Czwartek otrzymywali rozgrzeszenie ci, którym kończył się czas pokuty.

W VII w. mnisi celtyccy wprowadzili w Europie praktykę spowiedzi prywatnej, która nie wymagała publicznego i długotrwałego pełnienia dzieł pokutnych przed uzyskaniem rozgrzeszenia. Sakrament mógł być powtarzany, przez co wytwarzał się zwyczaj regularnej spowiedzi. W tej samej celebracji penitent otrzymywał przebaczenie grzechów ciężkich i powszednich. Tę formę Kościół praktykuje do dzisiaj.

Historia naszego życia  jest historią zbawienia, zawierającą radości i smutki, czyny dobre i złe. Jest krzyż Wielkiego Piątku i radość pustego grobu. Smutek nie może być naszym nieszczęściem, ale jest następstwem grzechu. W smutku najłatwiej widać pychę, czy zazdrość. Smucimy się, że nie mamy talentów, urody, zdrowia, którymi cieszą się inni. Trzeba szukać źródeł każdego grzechu również w smutku.

Inicjatywa powrotu zawsze pochodzi od Boga. Bóg daje odpuszczenie tym, którzy chcą do Niego wrócić. Tak było podczas spotkania z Samarytanką przy studni w mieście Sychar. Kobieta przyszła po wodę w upalne południe, bo nie chciała spotkać innych kobiet, które zwykle przychodziły czerpać wodę o świcie. Samarytanka żyła w grzechu, który zawsze zawstydza. Bała się ludzkich spojrzeń i języków. Jezus powiedział do niej: „Daj Mi pić”. Pragnienie wody wyraża pragnienie serca. Jezus ją zaprasza, by Mu oddała całe swoje życie. To wezwanie kieruje do każdego z nas. W więzi z Jezusem nie chodzi o naszą bezgrzeszność, ale o miłość i zawierzenie.

Zanim przystąpimy do spotkania z miłosiernym Bogiem, który czeka na nas ze swoim przebaczeniem, musimy poznać swoje grzechy, czyli zrobić rachunek sumienia. Ważne jest poznanie przyczyn, a nie tylko objawów – podobnie jak przy chorobach ciała. Nawrócenie wymaga nazwania grzechów po imieniu. Dziś obserwujemy zanik poczucia grzechu, co jest wynikiem zaniku wiary. Media wprowadzają wiele zamętu, ukazując często zło jako dobro i wmawiając ludziom, że im się to, czy tamto należy: Masz prawo do szczęścia, do ułożenia sobie życia.

Życie w prawdzie ułatwia wieczorny rachunek sumienia, który można nazwać ekologią ducha – segregowaniem duchowych śmieci. Sieć naszego serca zbiera przez cały dzień różne ryby – dobre i złe, zepsute. Trzeba je przeglądnąć i oddzielić. Podziękować za dobro i przeprosić za zło wyrządzone w ciągu dnia. Rachunek sumienia można robić przez analizę Dekalogu, stacji drogi krzyżowej, a  także Kazania na górze, które wygłosił Pan Jezus.

Nawrócenie rodzi się z wiary. Syn marnotrawny zastanowił się i postanowił: Zabiorę się i pójdę do mojego ojca. Mamy tu widoczną wiarę w przyjęcie i darowanie win. Człowiek wierzący żałuje za grzechy, bo one odwracają nasze serce od Boga. Tracimy wielkie wartości, tracimy przyjaźń z Bogiem dla czegoś znacznie mniejszego – żeby inni dali nam wreszcie święty spokój. Tak postąpił Piotr, zapierajmy się trzykrotnie swego Mistrza. Gorzko zapłakał na dziedzińcu arcykapłana, kiedy w spojrzeniu Jezusa zobaczył zdradzonego Przyjaciela, który mu ufał i wywyższył Piotra spośród innych apostołów. Im mniejsza jest wiara, tym mniejszy będzie żal za grzechy i trudno wtedy o postanowienie poprawy. A poprawić się – to znaczy zamykać drogi prowadzące do grzechu.

Gdy się oskarżam przy spowiedzi, to sąd zostawiam Panu Bogu, a ja wyznaję zło wyrządzone sobie i bliźnim. Szkody wyrządzone bliźniemu należy naprawić; wymaga tego zwyczajna sprawiedliwość. Grzech rani ci osłabia samego grzesznika. Rozgrzeszenia usuwa grzechy, ale nie usuwa nieporządku, jaki one wprowadziły. Trzeba więc zadośćuczynić i pokutować za swoje grzechy. Zadośćuczynienie powinno być uciążliwe. To, co zadaje kapłan do wykonania lub odmówienia, to tylko znak. Dzisiaj przy spowiedzi akcent pada na wyznanie grzechów, a nie na pokutę, jak to było w pierwszy wiekach chrześcijaństwa. Warto dodatkowo podejmować dzieła miłosierdzia, służbę bliźniemu, jałmużnę, wyrzeczenia, ofiarowanie cierpienia w czyjejś intencji, a zwłaszcza akceptację krzyża, który dźwigamy. Tego rodzaju dobrowolne pokuty pomagają nam upodobnić się do Chrystusa, który nas kocha, ale nie kocha naszych grzechów.

Każdy chrześcijanin ma siebie doskonalić w wierze i miłości. Pomaga w tym dobre życie i dobra modlitwa. Dobra modlitwa to taka, która jest wytrwała, ufna i poddana woli Bożej. „Proście, a będzie wam dane” – uczył Chrystus. „Nie otrzymujecie, bo się źle modlicie” – przestrzega List św. Jakuba Apostoła. Może być wiele przyczyn nie wysłuchanych modlitw: jesteśmy źli, prosimy o złe rzeczy, prosimy w sposób niewłaściwy. Św. Augustyn  zwraca uwagę, że „Kto nie jest w stanie łaski uświęcającej może się modlić tylko o jedną rzecz – o nawrócenie”. Często prosząc Boga o coś, nie zdajemy sobie sprawy, że to jest przeciwne Jego woli, nie prowadzi nas do celu i oczywiście nie otrzymamy tego. Jeżeli nasza prośba nie wypływa z wiary i nie jest wytrwała, też może pozostań bezowocna. Najlepiej prosić Boga w imię Jezusa. Sam Chrystus zachęca do takiej formy. Jeżeli prosimy w imię Jezusa, to musimy mieć Jego charakter, bo w Biblii imię oznacza charakter i posłannictwo danej osoby. Mieć charakter Jezusa, oznacza być bardzo blisko Niego, przyjmować Komunię świętą i słuchać słowa Bożego. Amen.

Maria z Leszna, uczestniczka rekolekcji