Wielkość „małej” Teresy. Refleksje po pielgrzymce do Lisieux

30 września 1897 r. dopaliło się życie młodziutkiej karmelitanki – Teresy Martin. Kilka dni później odbył się skromny pogrzeb na cmentarnym wzgórzu w Lisieux. W kondukcie szło zaledwie kilka osób. Rodzice Tereski już nie żyli, a siostry i kuzynka były w zakonnej klauzurze. Ale już kilka lat później zerwał się istny „huragan chwały”! Do Karmelu w Lisieux napływały setki listów. Tereskę ogłoszono świętą, patronką misji, a w końcu Doktorem Kościoła. A ona sama o sobie mówiła, że chce pozostać „piłeczką w rękach Dzieciątka Jezus” i dawała Panu zupełną wolność w posługiwaniu się swoją „piłeczką”.

W dniach 4-11 sierpnia 2013 r. ten „huragan chwały” powiał przez nasze serca. Dołączyliśmy do rzeszy pielgrzymów, gotowych całować ślady świętej Tereski. Te ślady napotykaliśmy na całej trasie pielgrzymki z Krakowa, poczynając od Paryża, gdzie była możliwość nawiedzenia kościoła Matki Bożej Zwycięskiej. Teresa modliła się tam osobiście; także jej rodzina znała i ceniła to  miejsce, o którym nasza święta pisze w „Dziejach duszy”, że był to „jedyny zabytek stolicy, który ją zachwycił”… Potem urocze Alencon. Widzimy zachowane meble i schody wewnątrz domu państwa Martin. Do Tereski potem w klasztorze wracało wspomnienie tych schodów i trudów nauki chodzenia po nich, gdy zmęczona niepowodzeniami wspinaczki, wołała mamę, czy tatę i już po chwili silne rodzicielskie ramiona unosiły ją w górę. Doświadczenia wczesnego dzieciństwa posłużą do duchowego odkrycia: Pan Bóg wcale nie potrzebuje naszych osiągnięć  i wielkich czynów. Wystarczy Mu nasz wysiłek miłości. Do Boga trzeba iść z ufnością i miłością małego dziecka. Wystarczy rzucać Jezusowi  wonne płatki naszych małych ofiar, wyrzeczeń, aktów miłości bliźniego. Oto sekret świętości!... Towarzyszy nam spojrzenie mądrych oczu Zelii i dobrej twarzy Ludwika, a nade wszystko otula nasze serca nadprzyrodzona atmosfera, którą oddychała cala rodzina. Po Mszy świętej w kaplicy wewnątrz tego błogosławionego domu, dojechaliśmy do Lisieux. Nazajutrz byliśmy w posesji, gdzie zamieszkał ojciec z córkami, po przedwczesnej śmierci Zelii. Pośród zabawek, figurek i obrazów w pokoju Teresy, widać krzyż, przy którym klęczała całą noc, błagając Boga o nawrócenie zbrodniarza Pranziniego. To był jej pierwszy uratowany grzesznik, pierwszy duchowy syn, a potem były setki, tysiące ocalonych duchowych dzieci… Przed domem figura dostojnego pana Martin, z dorastającą Teresą u boku. Miała wtedy piętnaście lat i zwierzyła się swojemu „królowi” – jak nazywała tatę – że pragnie wstąpić do Karmelu. Czcigodny ojciec wiedział, że nie był to młodzieńczy kaprys jego „królewny”, tęskniącej za dwiema siostrami, które już ofiarowały się Bogu w tym zakonie. I nie zabronił Teresce, a potem napisał: „Pan Bóg musi mnie bardzo kochać, skoro tak prosi mnie o dzieci”.

Podążyliśmy i my do Karmelu. W Lisieux nie sposób się zagubić, ponieważ niebieski pas namalowany na chodniku prowadzi niezawodnie do miejsc związanych z małą, a przecież tak wielką Teresą! Po drodze katedra św. Piotra. To tutaj nasza święta uczestniczyła nie tylko w niedzielnej, lecz także codziennej Eucharystii. I oto już Karmel. Odnowiony, przebudowany, pozbawiony dawnego wyglądu (a szkoda!), a jednak wciąż pełen śladów świętej Teresy. Widać je, wyeksponowane w oszklonych  gablotach, w części udostępnionej pielgrzymom: habit, domowe sprzęty, narzędzia pracy, uszyty strój Joanny dˈArc, w którym wystąpiła podczas zakonnego przedstawienia. Za współczesną klauzurę też można zajrzeć, bo ciągle są tam wyświetlane dwa filmy o św. Teresce oraz o Karmelu. Pielgrzymi zabierają nie tylko zakupione pamiątki, lecz także delikatnie zebrane (nieco ukradkiem) płatki róż, przypominające posłannictwo małej drogi dziecięctwa duchowego. Tam wszystko wydaje się takie proste, a w sercu już rodzi się zapał do praktykowania cnót.     

Twórczyni „małej drogi” doczekała się ogromnej bazyliki, widocznej nieopodal Karmelu. W górnej świątyni, pośród kwiatów i setek palących się lampek – stoi relikwiarz z kością prawego przedramienia, którym pisała, w duchowych ciemnościach, trawiona gorączką i zżerana przez gruźlicę swój niezrównany, mistyczny pamiętnik – „Dzieje duszy”. W dolnej krypcie, przy wejściu, zatrzymuje nas sarkofag błogosławionych rodziców: Ludwika i Zelii Martin. Ściany zdobią mozaiki dotyczące życia Świętej. Bardzo wymowna jest scena po lewej stronie ołtarza: Teresa umiera. Widać Boskiego Orła przybywającego w blasku wiecznego  słońca i ulatującego ku Niemu małego, szarego ptaszka. Ta symbolika pochodzi z 9 rozdziału „Dziejów duszy”.

Trzeba jeszcze wspomnieć o wycieczce do Mont Saint-Michel i do Trouville, bo tam też byliśmy, szukając na plaży, pośród fal i muszli, śladów wypoczywającej tu ongiś Tereski… A na końcu Rouen – miejsce spalenia Joanny d’Arc  (przedtem byliśmy w katedrze koronacyjnej królów Francji w Reims). Joanna to umiłowany wzór i przykład dla naszej Karmelitanki, walczącej z rycerskim zapałem o dusze grzeszników i kapłanów. W licznych kościołach widać figury i obrazy zarówno św. Tereski, jak też Joanny d’Arc. Także w tych najokazalszych – w bazylice Sacre Couer i  katedrze Notre Dame. Tam też widać Francję na kolanach! Podobnie jak przy Rue du Bac – w kaplicy Cudownego Medalika. Trzeba to zobaczyć i przeżyć. Eleganckie sklepy, zabytki, perfumerie, okrzyczana wieża Eiffla, to jeszcze nie cała Francja. Najlepsza jej cząstka modli się na kolanach i pokornie oczekuje w kolejce do spowiedzi świętej. Bóg zdziałał w tym kraju wiele cudów. „Francjo, co zrobiłaś z twoim chrztem?!” – pytał przed laty Jana Paweł II na Polach Elizejskich. Zapytajmy o to samych siebie. A jak chcemy, by odpowiedź nie wywołała w nas rumieńca wstydu, jak chcemy doświadczyć „huraganu chwały”, to już dziś polecam przyszłoroczną pielgrzymkę z Krakowa do Lisiuex. Niezmordowana pani Bożenka, wraz z błogosławieństwem ojców karmelitów przygotuje po raz trzynasty pątniczy szlak. A póki co, weźmy do ręki „Dzieje duszy” i czytajmy. Będzie to z całą pewnością Boża i owocna lektura!  

Iwona Józefiak OCV
pielgrzymująca do świętej Tereski po raz trzeci