homilia

Oto was posyłam…

315odsłony

Jezus wyznaczył jeszcze innych siedemdziesięciu dwóch uczniów i wysłał ich po dwóch przed sobą do każdego miasta i miejscowości, dokąd sam przyjść zamierzał. Powiedział też do nich: ”Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało; proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo. Idźcie, oto was posyłam jak owce między wilki. Nie noście z sobą trzosa ani torby, ani sandałów; i nikogo w drodze nie pozdrawiajcie. Gdy do jakiego domu wejdziecie, najpierw mówcie: „Pokój temu domowi”. Jeśli tam mieszka człowiek godny pokoju, wasz pokój spocznie na nim; jeśli nie, powróci do was. W tym samym domu zostańcie, jedząc i pijąc, co mają; bo zasługuje robotnik na swą zapłatę. Nie przechodźcie z domu do domu. Jeśli do jakiego miasta wejdziecie i przyjmą was, jedzcie, co Wam podadzą; uzdrawiajcie chorych, którzy tam są, i mówcie im: „Przybliżyło się do was królestwo Boże”. Lecz jeśli do jakiego miasta wejdziecie, a nie przyjmą was, wyjdźcie na jego ulice i powiedzcie: „Nawet proch, który z waszego miasta przylgnął nam do nóg, strząsamy wam. Wszakże to wiedzcie, że bliskie jest królestwo Boże”. Powiadam wam: Sodomie lżej będzie w ów dzień niż temu miastu”. Wróciło siedemdziesięciu dwóch z radością mówiąc: ”Panie, przez wzgląd na Twoje imię nawet złe duchy nam się poddają”. Wtedy rzekł do nich: ”Widziałem szatana spadającego z nieba jak błyskawica. Oto dałem wam władzę stąpania po wężach i skorpionach, i po całej potędze przeciwnika, a nic wam nie zaszkodzi. Jednak nie z tego się cieszcie, że duchy się wam poddają, lecz cieszcie się, że wasze imiona zapisane są w niebie” (Łk 10,1-12.17-20) 


Misja?

Jezus jest w drodze do Jerozolimy. Chociaż wie co Go tam czeka jest jednoznaczny w swoim wyborze. Nie myśli jednak o cierpieniu, które na Niego tam czeka. Myśli o tych, których spotka. Wokół siebie ma uczniów, których wysyła przed sobą. Mówi przy tym o czekającym żniwie i braku robotników.

Jakoś tak się stało, że misje są dziś tematem odległym. Poszukując spełnienia w dobrobycie tracimy z pola widzenia drugiego człowieka, nie mówiąc już o Bogu i jakiejś misji, którą mógłby nam powierzyć. Decydujemy się żyć dla siebie, a mówienie komukolwiek o Bogu i o zbawieniu staje się krępującym doświadczeniem.

Po dwóch

Także obecność towarzysza misji stanowi wyzwanie. Łatwiej przecież samemu, wyposażonemu w nowoczesne środki przekazu. Drugi jest trudem. Trzeba się jakoś dogadać, uwzględnić w swoich projektach jego oczekiwania. Jeśli nie, skazani będziemy na nieustanne udowadnianie, że moje potrzeby i moje spojrzenie na świat jest lepsze.

Trudno jest porzucić własną perspektywę. Trudno jest uznać, że nie chodzi ani o mój interes, ani o moje racje, ani o moje dobre samopoczucie, ale o Jezusa. Pan wybrał nas obu. Obaj mamy wpatrywać się w Niego. Obecność drugiego jest pomocą, żebym nie zamknął się w swoim ciasnym spojrzeniu, żebym wyszedł poza swój własny punkt widzenia, żebym w ogóle wyruszył w drogę. Bóg dał mi braci, żeby mnie uratować przed moim własnym egoizmem.

Owce pośród wilków

Jezus posyła uczniów w misję bez torby, trzosa i sandałów. Ich własne potrzeby nie będą zabezpieczone – przynajmniej nie przeze nich samych. Znowu trudność, by zdać się na Niego. Zaufać, że przewidzi to, co potrzebne. I znowu pokusa, żeby zrobić to w bardziej cywilizowany sposób. Najpierw zatroszczyć się o siebie, a potem o drugiego i jeszcze trochę miejsca zostanie dla Boga. Ale Jezus jest jednoznaczny. Wbrew moim lękom posyła mnie tam, gdzie mogę spotkać wrogość i odrzucenie. Jak owcę pomiędzy wilki. Z poczuciem, że mogę zostać rozszarpany w jakimś niezrozumieniu.

Niełatwo o gotowość do wyruszenia w taką misję. Nawet jeśli ktoś się zdecyduje to doświadczywszy odrzucenia przez niezainteresowanych, którzy nie życzą sobie nachodzenia i nękania, bardzo szybko traci ducha. Już więcej nie chce próbować. Jeśli nie widzę sukcesów to po co. Znowu trzeba sobie przypomnieć, że to Jego misja, że przede wszystkim On jest „jak owca prowadzona na rzeź”. Po prostu mam stać się do Niego podobny w bezinteresownej miłości. Tylko kochając Boga mogę się zdobyć na takie szaleństwo. Bez tej miłości stchórzę przy pierwszej okazji.

Pokój temu domowi

Jakby tego wszystkiego było mało trzeba jeszcze pamiętać, że misja nie jest po to, by zdobywać sobie ludzi. Nie chodzi o to, by kogoś do siebie i swoich racji przekonać, ale by zanieść drugiemu pokój. Jezus posyła swoich uczniów z darem. Chce rozdawać siebie. Mimo całego dramatu swojej sytuacji, mimo że właśnie zmierza do Jerozolimy chce dzielić się pokojem, który mieszka w Jego sercu. To głęboki pokój dziecka, które czuje się kochane przez Ojca. To właśnie ten pokój wydaje się kluczem do całej misji. Zanieść pokój tym, którzy z bólem opłakują porażki swojego życia. Tym, którzy z niepokojem przeliczają swoje pieniądze. Tym, którzy płaczą bojąc się utracić swoich bliskich. Także tym, którzy tak się śpieszą i są tak bardzo zajęci tylko dlatego, żeby nie dopuścić do świadomości myśli, że nie wiedzą po co żyją. A On chce dawać pokój dziecka, które nawet wobec perspektywy swojej śmierci jest szczęśliwe, bo kochane. Pokój kogoś, kto cieszy się z każdego spotkanego człowieka i śpieszy się jedynie do spotkania z kochającym Ojcem.