homilia

Zacheusz

276odsłony

Jezus wszedł do Jerycha i przechodził przez miasto. A był tam pewien człowiek, imieniem Zacheusz, zwierzchnik celników i bardzo bogaty. Chciał on koniecznie zobaczyć Jezusa, kto to jest, ale nie mógł z powodu tłumu, gdyż był niskiego wzrostu. Pobiegł więc naprzód i wspiął się na sykomorę, aby móc Go ujrzeć, tamtędy bowiem miał przechodzić. Gdy Jezus przyszedł na to miejsce, spojrzał w górę i rzekł do niego: „Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu”. Zeszedł więc z pośpiechem i przyjął Go rozradowany. A wszyscy widząc to szemrali: „Do grzesznika poszedł w gościnę”. Lecz Zacheusz stanął i rzekł do Pana: „Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie”. Na to Jezus rzekł do niego: „Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu, gdyż i on jest synem Abrahama. Albowiem Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło”. (Łk 19, 1-10)

Świat zza pleców

Położone w głębokiej depresji Jerycho funkcjonuje w Nowym Testamencie jako przeciwieństwo świętego miasta Jeruzalem. Jezus idzie do niego, ale nie zatrzymuje się. Nie interesuje go ogół lecz bardzo ważny dla niego zagubiony grzeszny człowiek – Zacheusz. Sytuacja tego bogatego zwierzchnika celników jest niejednoznaczna. Z jednej strony ma władzę i pieniądze, których inni mu zazdroszczą. Z drugiej jest pogardzany, jako zdrajca i kolaborant. Kiedy zapragnął widzieć Jezusa jako jedyną przeszkodę w tym zamierzeniu św. Łukasz wymienia tłum. Zacheusz jest niski (dosł. małego wzrostu lub małej dojrzałości). Ten szczegół pozwala nam trochę lepiej zrozumieć sytuację. Niski wzrost jest symbolem jego niedojrzałości, która powodowała, że w swoim życiu widział jedynie ludzi. Zyskiwał swoją wartość odbierając ją innym. Taka sytuacja powodowała jednak, że ciągle czuł się niewolnikiem tych innych. Ciągle też widział jedynie ich plecy, które zasłaniały mu widok. To był cały jego świat. Nie widział nic innego. W końcu zapragnął zobaczyć Jezusa.

Kryzys

Opowiadanie o Zacheuszu jest piękną instrukcją przeżywania kryzysu. Trudności życiowe prowadzą nas często do zderzenia z własną niedojrzałością, niedoskonałością. Pierwszym krokiem, by odkryć nową perspektywę życia jest uznanie swojej niedojrzałości, małości. Próba zbudowania swojej wartości w oparciu o to, co możemy wydrzeć innym prowadzi jedynie do coraz większej frustracji. Niby zdobywamy upragnioną przez wszystkich władzę i pieniądze. Być może inni zazdroszczą nam pozycji, ale to ani na krok nie zbliża nas do odkrycia sensu życia. Porzucenie tych pseudowartości pozwala na wyjście z tłumu i spotkanie Jezusa.

W górę i w dół

Żeby zobaczyć Jezusa Zacheusz wspina się na sykomorę. Jej rozłożyste konary stanowiły świetny punkt obserwacyjny. Nowa perspektywa pozwala mu widzieć lepiej i wtedy przekonuje się, że sam został dostrzeżony. Widzi i jest widziany. Spojrzenie Jezusa jest przenikliwe. Swoim wzrokiem mistrz z Nazaretu ogarnia całe jego życie. Jednocześnie przynagla go, by opuścił drzewo i wrócił do swego domu, gdyż właśnie tam podąża Jezus. Zacheusz wdrapał się ponad tłum, by zobaczyć Jezusa. By Go spotkać musi jednak powrócić na ziemię i do swojego domu, do swojej dopiero co porzuconej perspektywy. Tam dokona się najpiękniejszy akt dzisiejszego spotkania.

Uczta

Uczta jest obrazem nieba. Jezus zasiada do niej z grzesznikami. Faryzeusze nią gardzą, a grzesznicy się radują. Dopiero w trakcie tego uroczystego posiłku Zacheusz ostatecznie porzuca swoje dotychczasowe życie. Odrzuca władzę i pieniądze rozradowany spotkaniem z Kimś, kto nie tylko się nim nie brzydził, ale zasiadł z nim do stołu. Miłość, której doświadcza pozwala mu rozdać nieuczciwie zarobione pieniądze. Nie potrzebuje już innych, by czuć się wartościowy. Nie potrzebuje władzy i bogatych szat. Dostrzega wręcz, że to właśnie one przysłaniały mu prawdziwą wartość. Doświadczywszy zbawienia może odpocząć w obecności Jezusa.