homilia

Skąd znam Jezusa?

489wyświetleń

Jezus powiedział: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto nie wchodzi do owczarni przez bramę, ale wdziera się inną drogą, ten jest złodziejem i rozbójnikiem. Kto jednak wchodzi przez bramę, jest pasterzem owiec. Temu otwiera odźwierny, a owce słuchają jego głosu; woła on swoje owce po imieniu i wyprowadza je. A kiedy wszystkie wyprowadzi, staje na ich czele, owce zaś postępują za nim, ponieważ głos jego znają. Natomiast za obcym nie pójdą, lecz będą uciekać od niego, bo nie znają głosu obcych». 
Tę przypowieść opowiedział im Jezus, lecz oni nie pojęli znaczenia tego, co im mówił. 
Powtórnie więc powiedział do nich Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Ja jestem bramą owiec. Wszyscy, którzy przyszli przede Mną, są złodziejami i rozbójnikami, a nie posłuchały ich owce. Ja jestem bramą. Jeżeli ktoś wejdzie przeze Mnie, będzie zbawiony – wejdzie i wyjdzie, i znajdzie pastwisko. Złodziej przychodzi tylko po to, aby kraść, zabijać i niszczyć. Ja przyszedłem po to, aby owce miały życie, i miały je w obfitości». (J 10, 1-10)

Obraz pasterza i owiec, dobrze znany w czasach Jezusa Jego słuchaczom, także dzisiaj budzi niesłabnące emocje. Jezus nie traktuje tych, do których przyszedł jak bezrozumnego stada. Nie patrzy na nas jak na kopalnię wełny i źródło baraniny. Zna swoje owce po imieniu. Ze zdziwieniem odkrył to Natanael, który usłyszał od Jezusa, o tym, że Ten widział go wcześniej pod drzewem figowym. Również pozostali Apostołowie mieli podobne doświadczenia. Porzucali swoje zajęcia bez namysłu, gdyż coś podpowiadało im, że temu człowiekowi można zaufać. Mimo, iż mamy wrażenie spędzania swojego życia w samotności i anonimowości spotkanie z Jezusem przekonuje nas, że Bóg zna topografię naszego świata wewnętrznego. Bóg nas po imieniu. Wie co czynimy i rozumie dlaczego. Nie przyszedł potępiać ale ratować. Nie szuka własnej korzyści ale naszej. 

O ile taki obraz dobrego pasterza jest dla nas zrozumiały to zawiera on jeszcze jeden szczegół, który zazwyczaj jest pomijany. Otóż również owce znają swojego pasterza i rozpoznają jego głos. Również owce mają jakieś wcześniejsze doświadczenie bycia z pasterzem, które pozwala im później go rozpoznać. Przekładając to na płaszczyznę naszej relacji do Jezusa oznacza to, że zanim podążymy Jego śladami potrzebujemy Go rozpoznać. Możemy to lepiej zrozumieć sięgając do opisanej rozdział wcześniej historii uzdrowionego przez Jezusa ślepca. Śledząc rozmowy uzdrowionego z przesłuchującymi go przywódcami ludu widać jak stopniowo rozpoznaje on coraz głębiej swojego Wybawcę. Najpierw jest On dla niego Człowiekiem, zwanym Jezusem… (J 9, 11), potem prorokiem (9, 17), a jeszcze później człowiekiem od Boga (9, 33). W końcu kiedy zwyzywany i wyrzucony przez przywódców spotyka ponownie swojego Uzdrowiciela przez chwilę nie wie z kim rozmawia. Ostatecznie jednak przekonuje się, że słyszał już wcześniej Jego głos, a teraz może Go zobaczyć. 

Nasze spotkanie z Jezusem ma zawsze swoją wcześniejszą historię. Najczęściej nie dostrzegamy jej sensu zanim On nie zainterweniuje w naszym życiu, ale właśnie ten moment oświecenia uświadamia nam mocno, że Bóg już wcześniej był obecny w naszym życiu. Wcześniej działał i cierpliwie je przemieniał. Był z nami w naszych cierpieniach i wątpliwościach. Słyszał wykrzykiwane do niego oskarżenia i pytania. Uzdrawiał. Dlatego, kiedy w końcu Go dostrzegamy mamy wrażenie, że jest jak dobry przyjaciel, którego znamy od lat. Wie i rozumie wszystko. Jest na każdym zdjęciu. Tyle tylko, że to my zazwyczaj byliśmy tak zajęci sobą, że nie dostrzegaliśmy Jego dyskretnej obecności.