homilia

Przywracanie utraconej jedności

390wyświetleń

Wieczorem w dniu zmartwychwstania, tam gdzie przebywali uczniowie, choć drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami, przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł do nich: „Pokój wam!” A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie, ujrzawszy Pana. A Jezus znowu rzekł do nich: „Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam». Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: „Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane”. (J 20, 19-23)

Jednym z głównych tematów liturgii Uroczystości Zesłania Ducha Świętego jest jedność. Dar głoszenia wielkich dzieł Boga przez apostołów w językach całego świata przywołuje wydarzenie z Księgi Rodzaju, gdzie człowiek odrzucił Boga, na rzecz wieży Babel, „czegoś”, wytworu własnych ambicji. Skutkiem był rozłam i rozproszenie ludzkości. Bóg proponuje nową jedność wszystkich narodów – „przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie”, który przez krzyż pojednał świat z Bogiem i ludzi między sobą. Nie stanie się to jednak automatycznie. Sposobem jest głoszenie Ewangelii wszystkim narodom w mocy Ducha Świętego, który sprawia, że Jezus jest z nami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata. Warto zatem spojrzeć na posługę głoszenia słowa Bożego całemu światu jak na przywracanie utraconej jedności z Bogiem.

Takie ujęcie niesie zdrowe spojrzenie na posługę ewangelizacyjną Kościoła. Nie jest on gettem, zamkniętą, broniącą się przed napierającymi wrogami twierdzą. Człowiek obok mnie, nawet ten o agresywnym stosunku, innych poglądach, nie przestaje być moim bratem. Możemy nieraz spotkać się z hasłem ewangelizacyjnym „zdobyć miasto, kraj dla Jezusa”. To niebezpieczne ujęcie. Nikt nie chce być, zdobyty, „zdobyczą”, pokonany, nie jest też przeciwnikiem. Człowiek, któremu głoszę Ewangelię w żaden sposób nie jest ode mnie gorszy, ani lepszy bez względu na to czy jest gejem, komunistą, nazistą, jest za aborcją czy przeciw niej – jest moim bratem. Różnimy się tylko tym, że ja, niezasłużenie, z nieznanych mi przyczyn miałem szczęście spotkać Chrystusa, a mój brat, podobnie jak ja dziecko kochającego Ojca, z podobnych powodów Go jeszcze nie poznał. Ktoś, komu głoszę Ewangelię to potencjalny członek mojej wspólnoty, ktoś z kim być może niedługo będę wzrastał, formował się, dzielił się życiem, wiarą i dyskutował o trudnych sprawach już w zupełnie innym klimacie, z perspektywy łaski Zbawiciela. Ewangelizacja jest w swej istocie przywracaniem utraconej jedności rozproszonych dzieci Bożych.

Istotne jest także to, żeby jako wspólnota Kościoła nie popaść w samozadowolenie, zwłaszcza, gdy mamy szczęście wzrastać w pełnych życia parafiach, wspólnotach. Naturalnym wydaje się dzielenie się dobrem, w którym się uczestniczy, zapraszaniem do wspólnej radości. Nie może być dla chrześcijanina obojętne, że obok ktoś jeszcze nie spotkał Jezusa. Jeśli by tak było, to ma o co prosić Ducha w dniu Pięćdziesiątnicy.