homilia

Żniwo wielkie, co z robotnikami?

679wyświetleń

Jezus, widząc tłumy, litował się nad nimi, bo byli znękani i porzuceni, jak owce niemające pasterza. Wtedy rzekł do swych uczniów: „Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. Proście Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo”. Wtedy przywołał do siebie dwunastu swoich uczniów i udzielił im władzy nad duchami nieczystymi, aby je wypędzali i leczyli wszystkie choroby i wszelkie słabości. A oto imiona dwunastu apostołów: pierwszy – Szymon, zwany Piotrem, i brat jego Andrzej, potem Jakub, syn Zebedeusza, i brat jego Jan, Filip i Bartłomiej, Tomasz i celnik Mateusz, Jakub, syn Alfeusza, i Tadeusz, Szymon Gorliwy i Judasz Iskariota, ten, który Go zdradził. Tych to Dwunastu wysłał Jezus i dał im takie wskazania: «Nie idźcie do pogan i nie wstępujcie do żadnego miasta samarytańskiego. Idźcie raczej do owiec, które poginęły z domu Izraela. Idźcie i głoście: Bliskie już jest królestwo niebieskie. Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy. Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie”. (Mt 9, 36 – 10, 8)

„Kryzys Kościoła, kryzys powołań, świat odrzuca Kościół, współczesny człowiek mówi Bogu nie” – takie opinie słyszymy nieraz tak często, że możemy przestać się nad nimi zastanawiać i przyjąć je za pewnik. Tymczasem sprawa jest bardziej złożona, a powyższe stwierdzenia pozostawione bez refleksji, są uproszczeniami, nieraz bardzo wygodnymi, bo cały problem wydaje się być poza chrześcijanami – w złym świece, w zagubionym człowieku.

Żniwo wielkie

Jeżeli mamy kryzys chrześcijaństwa, czy to oznacza, że Bóg się zmienił, albo sobie mniej radzi w dzisiejszych czasach? Może jest niewystarczająco wszechmocny, kochający, miłosierny, łaskawy? Może dziś daje mniej łask niż wcześniej przez wieki? Albo może Go po prostu nie ma?…

Żniwo to dojrzałe zboże, gotowe do zżęcia. To, co dzieje się w duszach ludzkich, jest głównie dziełem łaski, która nieraz wyraża się w pytaniach o sens życia, poszukiwaniach, pragnieniach. Bywa i tak, że ludzie, pozostając na poziomie prozy życia, niczego więcej nie szukają i nie pragną, ale poprzez trudności, zmagania, czasem nawet tragedie, są przygotowywani do przyjęcia Ewangelii, wręcz jej oczekują, „znękani i porzuceni, jak owce niemające pasterza”. „Wiara nie przychodzi do człowieka jako zewnętrzna i obca mu forma. Ona przychodzi na wewnętrznej fali poszukiwania wolności od zła, które zniewala” – pisał niegdyś ks. prof. Józef Tischner. Bóg sprawia żniwo. Co na to robotnicy?

Robotnicy

W ostatnich latach dziewięciokrotnie uczestniczyłem w inicjatywie ewangelizacyjnej na Przystanku Woodstock, teraz Pol’and’rock Festival, który dawno już przestał być festiwalem subkultur, a jest raczej wielkim biwakiem z muzyką i imprezami towarzyszącymi. Uczestnikami są dziś zazwyczaj przeciętni Polacy, dlatego odnoszę się do niego jako do swego rodzaju probierza współczesnych odniesień do wiary i Kościoła. Większość moich woodstockowych rozmówców nie była ateistami, uważała się za ludzi wierzących w Boga bądź poszukujących, skłonnych do dialogu, czasem zaciekawionych spotkaniem z księdzem czy ewangelizatorami. Większość także wyrażała nieufność czy wręcz niechęć wobec Kościoła instytucjonalnego. Ciekawe, że nawet w ostatnich latach głównym problemem poruszanym przez moich rozmówców wcale nie była pedofilia albo inne tego kalibru niegodziwości popełniane przez duchowieństwo, ale po prostu zwykłe ludzkie nieporozumienia. Zdaję sobie też sprawę z tego, że przedstawiane problemy z Kościołem były nieraz wyolbrzymione, ale z drugiej strony czy jesteśmy posłani tylko do dojrzałych, poukładanych, superobiektywnych? Odnosiłem wrażenie, że jest tak, jak w Ewangelii – żniwo jest ogromne, coś nie tak jest z robotnikami… Że Kościół jest nieczytelny, niestrawny dla przeciętnego człowieka.

Oczywiście można winę zrzucić na księży. Już papież św. Grzegorz Wielki pisał na przełomie VI i VII wieku: „Nie potrafimy mówić bez głębokiego smutku, że chociaż są tacy, którzy słuchaliby słów dobrych, to jednak brak takich, którzy by je głosili. Świat pełen jest kapłanów, ale na żniwie Pana bardzo rzadko widać robotnika. Urząd bowiem kapłański przyjęliśmy, ale zadania, które do niego należy, nie wypełniamy.” Problem więc nie jest nowy, jest właściwie rówieśnikiem Ewangelii. Kościół zmaga się z nim od setek lat. Śledząc dzieje owczarni Pańskiej raczej można dojść do zaskakującego wniosku – bywało gorzej…

Chyba mało kto pomyślałby, że ten nieczytelny, niestrawny dla przeciętnego człowieka Kościół, to także rzesze wiernych manifestujących swoją wiarę podczas nabożeństw i niewidzialnych poza nimi, schowanych, niezdolnych do świadectwa, prowadzących życie duchowe „normalne, bez przesady”. Druga skrajność to mówiący wyłącznie kościelną nowomową fanatyczni przedstawiciele różnego rodzaju środowisk, grup i wspólnot, w których widocznie „coś poszło nie tak…”. Efektem jest niezdolny do dialogu i miłości nieprzyjaciół aktywista, który najchętniej stanąłby za kimś lub za czymś murem, jak by tych murów było do tej pory za mało. Jak wyjść z tego zaklętego kręgu? Może dlatego w Ewangelii padają słowa „proście Pana żniwa”, bo dla człowieka to zbyt wiele…

Proście

Ów „Pan żniwa” nie pozostawia jednak swoich wysłanników bez programu. Jest on właściwie prosty – robić to co Jezus, w imię Jezusa: „Idźcie i głoście: Bliskie już jest królestwo niebieskie. Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy. Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie”. Im bardziej życie Kościoła oddalone jest od tych słów Jezusa, od całej Ewangelii, tym bardziej naraża się na kryzys. A Pan żniwa tak wielkie rzeczy chce dawać za darmo! Zatem proście Pana żniwa, aby dokończył dzieła i posłał robotników na swoje żniwo. Proście o robotników, którzy zajmą się żniwem, a nie tysiącem marginalnych aktywności niewiele wnoszących w dzieło ewangelizacji. Może trzeba też prosić nie tylko o to, żeby Pan posłał kogoś, ale żeby posłał właśnie mnie? Może to ja mam być jedną z odpowiedzi na kryzysy współczesnego Kościoła?