homilia

Dzielność morska

419wyświetleń

Gdy tłum został nasycony, zaraz Jezus przynaglił uczniów, żeby wsiedli do łodzi i wyprzedzili Go na drugi brzeg, zanim odprawi tłumy. Gdy to uczynił, wyszedł sam jeden na górę, aby się modlić. Wieczór zapadł, a On sam tam przebywał. Łódź zaś była już sporo stadiów oddalona od brzegu, miotana falami, bo wiatr był przeciwny. Lecz o czwartej straży nocnej przyszedł do nich, krocząc po jeziorze. Uczniowie, zobaczywszy Go kroczącego po jeziorze, zlękli się myśląc, że to zjawa, i ze strachu krzyknęli. Jezus zaraz przemówił do nich: Odwagi! Ja jestem, nie bójcie się! Na to odezwał się Piotr: Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie! A On rzekł: Przyjdź! Piotr wyszedł z łodzi, i krocząc po wodzie, przyszedł do Jezusa. Lecz na widok silnego wiatru uląkł się i gdy zaczął tonąć, krzyknął: Panie, ratuj mnie! Jezus natychmiast wyciągnął rękę i chwycił go, mówiąc: Czemu zwątpiłeś, małej wiary? Gdy wsiedli do łodzi, wiatr się uciszył. Ci zaś, którzy byli w łodzi, upadli przed Nim, mówiąc: Prawdziwie jesteś Synem Bożym. (Mt 14,22-33)

Czy znacie żeglarski termin „dzielność morska”? Tak opisuje go słownik PWN: to zespół cech charakteryzujących zachowanie się statku podczas pływania na morzu, zwłaszcza w trudnych warunkach pogodowych; dobrą dz.m., tzn. właściwą stateczność, zwrotność, szybkość, sterowność, osiąga się dzięki odpowiedniej konstrukcji statku; właściwe zachowanie się statku o dobrej dz.m. to: 1) nienabieranie fal i bryzgów na pokład; 2) niewyskakiwanie z fali; 3) łagodne kołysanie się (wzdłużne i poprzeczne) na fali; 4) niewielka strata szybkości w czasie złej pogody; 5) możność utrzymania kursu w każdych warunkach atmosferycznych za pomocą niewielkich wychyleń steru.

Ciekawe, że do stworzenia tego terminu, charakteryzującego właściwości rzeczy, martwego przedmiotu, jakim jest łódź, jacht, okręt, użyto słowa „dzielność”, a to cecha typowo ludzka! Sam statek nie jest przecież dzielny. Taki może być kapitan, albo jego załoga. Jeszcze bardziej wyrazisty jest termin angielski – to od wieków język żeglarzy – „prowess” oznacza wręcz waleczność, męstwo. W Ewangelii czytamy dziś o Piotrze kroczącym po falach w stronę Jezusa. To bardzo odważny czyn, wręcz ryzykowny. Ale w pewnym momencie, w obliczu złych warunków na morzu, Piotr traci dzielność i zaczyna tonąć… Co sprawia, że chodzenie po wodzie jest możliwe?

W całej tej spektakularnej ewangelicznej scenie nie chodzi oczywiście o podróżowanie, czy o nowe rozwiązania w transporcie morskim. Chodzenie po wodzie jest możliwe, ale nie jest czymś naturalnym i należy do doświadczeń nadprzyrodzonych. Jezus decyduje się jeszcze i na ten gest tuż po uzdrowieniu wielu chorych i rozmnożeniu chleba dla kilkunastu, nawet kilkudziesięciu tysięcy ludzi. Komunikując się z przerażonymi uczniami używa charakterystycznego sformułowania „Ja jestem”, podkreślającego Jego boską naturę. Jak inaczej człowiek może przekonać się o boskim wymiarze zdarzeń, jak nie przez doświadczenie okoliczności przekraczających naturalny porządek? Piotr chodzi po wzburzonych falach, ponieważ Jezus jest Bogiem i mu na to pozwolił, sprawił to. Piotr zaczyna tonąć, gdy pod wpływem lęku zaczyna bardziej polegać na swoim ludzkim, rybackim doświadczeniu, niż na zaufaniu słowu Jezusa. Oto klucz do zrozumienia ewangelicznej dzielności morskiej. Jezus, przez to wydarzenie na pełnym morzu, po raz kolejny objawia swoje bóstwo. Chce wzbudzić i ugruntować wiarę swoich uczniów, która ma przekraczać to co doczesne, ma być większa niż lęk. Załoga łodzi w efekcie oddaje Mu pokłon – cześć składana Bogu, uwielbienie, to też oczywisty skutek przeżyć z nadzwyczajnego rejsu.

Chrześcijanie rzadko wzorem Jezusa chodzą po wodzie – raczej starają się pływać. Zresztą i Jemu nie zdarzało się to na co dzień. Ale często opisując w świadectwach Boże interwencje w codziennym życiu, opowiadając o posłuszeństwie Jego słowu nieraz wbrew ludzkim kalkulacjom, światowym trendom czy wszechobecnej poprawności, używają tego porównania, które znalazło też swoje miejsce w jednym ze znanych religijnych utworów muzycznych: „wierzyć to znaczy chodzić po wodzie”. Trzeba odwagi i zaufania Bogu, żeby stosować w życiu inną, ewangeliczną logikę przy podejmowaniu decyzji. Nieraz wiąże się to ze stratą, porażką w ludzkim rozumieniu. Ale też Bóg niejednokrotnie odpowiada na tę ufność swoim błogosławieństwem tak obfitym i wyraźnym, że wręcz nie sposób zaprzeczyć Jego działaniu. Tę moc można odnaleźć w niezwykłych zbiegach okoliczności, nadzwyczajnym splocie wydarzeń, które nie wyglądają już tylko na przypadek, ale na starannie wyreżyserowany boski scenariusz. Odwagi! Pan jest z nami już teraz, nie dopiero w wieczności!