homilia

Wierząca poganka

456wyświetleń

Jezus podążył w okolice Tyru i Sydonu. A oto kobieta kananejska, wyszedłszy z tamtych stron, wołała: „Ulituj się nade mną, Panie, Synu Dawida! Moja córka jest ciężko nękana przez złego ducha”. Lecz On nie odezwał się do niej ani słowem. Na to podeszli Jego uczniowie i prosili Go: „Odpraw ją, bo krzyczy za nami”. Lecz On odpowiedział: „Jestem posłany tylko do owiec, które poginęły z domu Izraela”. A ona przyszła, padła Mu do nóg i prosiła: „Panie, dopomóż mi”. On jednak odparł: „Niedobrze jest zabierać chleb dzieciom, a rzucać szczeniętom”. A ona odrzekła: „Tak, Panie, lecz i szczenięta jedzą okruchy, które spadają ze stołu ich panów”. Wtedy Jezus jej odpowiedział: „O niewiasto, wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak pragniesz!” Od tej chwili jej córka była zdrowa. (Mt 15, 21-28)

Bardzo często, słuchając tego fragmentu Ewangelii, skupiamy się tylko na jednym zdaniu. Surowa odpowiedź Jezusa być może wielu oburza. Oburzamy się, ponieważ próbujemy oceniać wypowiedź Jezusa w odniesieniu do dziś panujących norm społecznych w naszym kraju, a nie tych, które kierowały życiem społecznym Izraela dwa tysiące lat temu. Jeśli jednak poddamy się pokusie osądzania Jezusa za „niestosowną” odpowiedź, to z pewnością nie uchwycimy naprawdę głębokiego przesłania płynącego z całego fragmentu.

Trzeba pamiętać, że tekst ten był szalenie ważny dla pierwszych wspólnot chrześcijańskich. Odpowiada bowiem na najważniejsze pytanie człowieka wierzącego: w jaki sposób osiąga się zbawienie? Spróbujmy zastanowić się jaką odpowiedź niesie ze sobą ten krótki opis spotkania i rozmowy Jezusa z poganką. Kananejka otrzymała łaskę, o którą prosiła, ponieważ rozpoznała w Jezusie Pana i Zbawiciela. Ewangelista Mateusz, umieszczając w redakcji ewangelicznej tę właśnie scenę, zostawia młodej wspólnocie Kościoła jasną odpowiedź: To rozpoznanie w Jezusie Pana i Zbawiciela możliwe jest na drodze miłości wobec bliźniego. Nie wystarczy należeć do wspólnoty Kościoła. Jest bardzo wielu, którzy są ochrzczeni, ale wcale nie rozpoznają w Jezusie Pana. Sama przynależność do Kościoła nie musi czynić z nas ludzi wierzących. Jeśli nie pragniemy żyć ewangelicznie, jeśli nie szukamy w sobie miłości wobec drugich to, nawet jeśli przynależymy do Kościoła, nasza wiara jest iluzją.

To istotne przesłanie otrzymujemy dzisiaj także my. Bardzo często w naszych rozmowach o Kościele mówimy o licznej rzeszy „wierzących niepraktykujących”. Być może jednak, w kontekście dzisiejszej ewangelii, należy mówić o wielu „praktykujących niewierzących”. Musimy więc wszyscy (ja również) zadać sobie pytanie: Czy to, że jestem dziś w kościele, że uczestniczę we Mszy Świętej, czy to zmienia cokolwiek w moim życiu?

Pozwólmy Bogu kształtować nasze serca. Niech Ciało i Krew Chrystusa uczą nas, co to znaczy kochać. Niech Słowo Boże kształtuje nasz nowy ewangeliczny styl życia. Wówczas rozpoznamy w Jezusie Pana i Zbawiciela tak, jak zrobiła to wierząca poganka, bohaterka dzisiejszej Ewangelii. Wówczas bez wątpienia będziemy mogli mówić o sobie samych, że jesteśmy ludźmi wiary.