homilia

Żyć by umierać, czy umierać by żyć?

210wyświetleń

Wśród tych, którzy przybyli, aby oddać pokłon Bogu w czasie święta, byli też niektórzy Grecy. Oni więc przystąpili do Filipa, pochodzącego z Betsaidy Galilejskiej, i prosili go, mówiąc: „Panie, chcemy ujrzeć Jezusa”. Filip poszedł i powiedział Andrzejowi. Z kolei Andrzej i Filip poszli i powiedzieli Jezusowi. A Jezus dał im taką odpowiedź: „Nadeszła godzina, aby został uwielbiony Syn Człowieczy. Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity. Ten, kto miłuje swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne. A kto by chciał Mi służyć, niech idzie za Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa. A jeśli ktoś Mi służy, uczci go mój Ojciec. Teraz dusza moja doznała lęku i cóż mam powiedzieć? Ojcze, wybaw Mnie od tej godziny. Nie, właśnie dlatego przyszedłem na tę godzinę. Ojcze, uwielbij imię Twoje”. Wtem rozległ się głos z nieba: „I uwielbiłem, i znowu uwielbię”. Tłum stojący usłyszał to i mówił: „Zagrzmiało!” Inni mówili: „Anioł przemówił do Niego”. Na to rzekł Jezus: „Głos ten rozległ się nie ze względu na Mnie, ale ze względu na was. Teraz odbywa się sąd nad tym światem. Teraz władca tego świata zostanie precz wyrzucony. A Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie”. To powiedział zaznaczając, jaką śmiercią miał umrzeć. (J 12,20-33)

Jesteśmy na progu Wielkiego Tygodnia. Jezus jest już świadomy tego, że czas Jego głoszenia się kończy. Skupia się więc na tym, co najważniejsze. 

Ewangelia rozpoczyna się od dosyć intrygującego spotkania. Pojawiają się bowiem Grecy, którzy szukają Jezusa i mówią do Jego uczniów: „Chcemy zobaczyć Jezusa”. Na pierwszy rzut oka prośba Greków jest słuszna i dobra.  Reakcja Jezusa jest jednak nieco zaskakująca.  Nie pokazuje się im, nie spotyka się z nimi. Dlaczego?  Bo nie chce redukować siebie samego do „czegoś”, co można zobaczyć lub poznać tylko intelektualnie. Daje im natomiast coś o wiele cenniejszego: zachętę, aby szli za Nim i nie tylko Go zobaczyli, ale by doświadczyli głębokiego spotkania z Nim.

Porównuje siebie do ziarna pszenicy: „jeśli ziarno pszenicy nie obumrze, pozostaje samo, jeśli zaś obumrze, przynosi owoc obfity”. Jezus nie skupia się na umieraniu, ale na przynoszeniu owoców. Umieranie jest przejściem, abyśmy mogli wydać więcej owoców. Ziarno pszenicy, by wytworzyć nowy kłos i ziarno, musi wpaść w ziemię i zgnić. Gdyby było przechowywane w spiżarni, nie przyniosłoby zbyt wielu owoców. Pozostałoby samo. 

Jezus mówi więc o tym, że „dawanie siebie” (czasu, sił, talentów) naprawdę ma sens a myślenie o wzroście i szczęściu tych, którzy są wokół nas, nie jest śmiercią, ale życiem!

Warto też zauważyć, że w tym kontekście Jezus mówi o „chwale”. Może się to wydawać nieco dziwne, że chwała Boga nie objawia się w Jego wszechmocy czy potędze, ale właśnie w tym, że daje życie za innych. Pamiętamy jednak, że Bóg jest miłością, całkowitym darem z siebie. W Jezusie ta tożsamość Boga jest bardzo widoczna. Naśladowanie Jezusa to uczenie się czynienia z własnego życia daru miłości. Jeśli zatrzymujemy je tylko dla siebie, gnije, jeśli je dajemy, rozkwita.