homilia

Konsekwentny w miłości

237wyświetleń

Wieczorem w dniu zmartwychwstania, tam gdzie przebywali uczniowie, choć drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami, przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł do nich: „Pokój wam!” A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie, ujrzawszy Pana. A Jezus znowu rzekł do nich: „Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam». Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: „Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane”. Ale Tomasz, jeden z Dwunastu, zwany Didymos, nie był razem z nimi, kiedy przyszedł Jezus. Inni więc uczniowie mówili do niego: „Widzieliśmy Pana!” Ale on rzekł do nich: „Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i ręki mojej nie włożę w bok Jego, nie uwierzę”. A po ośmiu dniach, kiedy uczniowie Jego byli znowu wewnątrz domu i Tomasz z nimi, Jezus przyszedł, choć drzwi były zamknięte, stanął pośrodku i rzekł: „Pokój wam!” Następnie rzekł do Tomasza: „Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż w mój bok, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym”. Tomasz w odpowiedzi rzekł do Niego: „Pan mój i Bóg mój!” Powiedział mu Jezus: „Uwierzyłeś dlatego, że Mnie ujrzałeś? Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli”. I wiele innych znaków, których nie zapisano w tej księdze, uczynił Jezus wobec uczniów. Te zaś zapisano, abyście wierzyli, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Bożym, i abyście wierząc, mieli życie w imię Jego. (J 20,19-31)

W Święto Bożego Miłosierdzia czytamy Ewangelię, w której Jezus zmartwychwstały przychodzi zwycięski do swoich zalęknionych uczniów. Co prawda ukazuje im swoje rany, ale nie po to, by ich oskarżać czy wyrzucać im ich słabość. Jego rany są niejako potwierdzeniem Jego tożsamości, a jednocześnie źródłem pokoju, którego udziela, a którego próżno szukać w tym świecie. Jednak jeden z Jego apostołów nie uczestniczy w tym spotkaniu…

Tomasz zwany Didymos jest powszechnie uznawany za „niewiernego” z racji swojego wyznania: „Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i ręki mojej nie włożę w bok Jego, nie uwierzę”. Ocena wydaje się oczywista – przecież nie uwierzył… Postawmy się jednak w jego sytuacji. Rozminął się ze Zmartwychwstałym, przez tydzień widywał swoich współbraci pełnych pokoju i udzielonego im przez Chrystusa Ducha Świętego, mówiących zapewne nieustannie o swojej radości po wielkanocnym spotkaniu i namawiających do wiary słowami: „widzieliśmy Pana!”. To doświadczenie radosne czy trudne? Czy „uwierzyć” w tej sytuacji to naprawdę takie proste?

Kiedy tydzień później Jezus znowu odwiedza apostołów zwraca się do Tomasza słowami: „Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż w mój bok, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym.” Czy to skarcenie, czy troska? Upokorzenie czy miłość, która wychodzi naprzeciw osamotnionemu w kryzysowej sytuacji człowiekowi, nawet kosztem dotykania ran – swoistego naruszenia własnej intymności?

Jezus, jak czytamy w Ewangeliach, niemal notorycznie przebywał wśród celników i grzeszników, powołując chociażby Mateusza do grona apostolskiego. Nie potępił jawnogrzesznicy, w Ogrodzie Oliwnym Judasza nazwał przyjacielem, współskazanemu skruszonemu łotrowi obiecał przebywanie w raju, a za tych, którzy Go ukrzyżowali, modlił się słowami: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią.” Czy wobec Tomasza w tej sytuacji będzie inny?…

Jezus jest konsekwentny w miłości, wierny w okazywaniu miłosierdzia. To raczej my zniechęcamy się własnymi słabościami nie wierząc, że On nie jest małostkowy, że może być aż tak dobry. To prawda, że trudno liczyć na taką postawę wśród zranionych grzechem ludzi i to właśnie nieraz decyduje o naszej nieufności wobec Boga. Jednak dla Niego rzeczą niemożliwą jest zniechęcenie się do nas, za których umarł i dla których zmartwychwstał. On jest godzien słów, o które nas prosi: „Jezu ufam Tobie!”