homilia

Zadziwienie

208wyświetleń

Następnie odszedł stamtąd i udał się do swojego rodzinnego miasta, a Jego uczniowie szli za Nim. W szabat zaczął nauczać w synagodze. Wielu słuchających Go dziwiło się i mówiło: „Skądże to ma? Co to za mądrość została Mu dana? I takich nadzwyczajnych cudów dokonuje! Czyż nie jest On cieślą, synem Maryi, a bratem Jakuba, Jozesa, Judy i Szymona? A Jego siostry, czy nie mieszkają tutaj wśród nas?” I powątpiewali w Niego. A Jezus powiedział do nich: „Tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i we własnej rodzinie prorok może być tak lekceważony.” I nie mógł dokonać tam żadnego cudu, tylko kilku chorych uzdrowił, kładąc na nich ręce. Dziwił się też ich niedowiarstwu. Potem obchodził okoliczne wsie i nauczał. (Mk 6, 1-6)

Wydawać by się mogło, że nie można zadziwić wszechwiedzącego Boga. A jednak… Ewangelista Marek zanotował, że Jezus zadziwił się. Jednak możemy przypuszczać, że to zadziwienie nie wynikało z nieświadomości Jezusa. Nie było skutkiem braku wiedzy, z kim przyszło Mu się spotykać. Skoro jego krajanie znali jego ludzkie powiązania, to i zapewne Jezus wiedział, w jakie przekonania i sposób myślenia są uwikłani jego sąsiedzi, dalsi krewni, znajomi. Jezusowe spojrzenie na ludzi jest spojrzeniem synowskim, dziecięcym. Nie naiwnym, ale czystym; nie oceniającym, lecz odkrywającym naturę rzeczy; nie odrzucającym, lecz obejmującym wszystko. Jezus zadziwił się, jak zadziwia się światem dziecko – po prostu patrzy i jest wobec odkrywanej rzeczywistości. Jezus też pozostał przy tych, których widział. Przyjął ich kondycję i ich nie odrzucił mimo niezgody i lekceważenia, jakie Mu okazali. Jego zadziwienie pozwala ludziom być takimi, jakimi w danym momencie są. I choć prowokuje ich, zaprasza do zmiany przez słowa i uzdrowienia, to nie przymusza, nie łamie wolności świadków swojej wielkości.

Różni się w tym od swoich pobratymców. Oni też się dziwią, lecz ich zdziwienie wynika z nieprzystawalności ich obrazu Jezusa do tego, jaki On w rzeczywistości jest. Zadziwieni tym rozziewem, skłaniają się do lekceważenia i zamknięcia się na nowe, na leczącą zmianę. Bardziej przyglądają się swoim wyobrażeniom, swoim schematom niż faktom, przez które Bóg do nich mówi. I to zanieczyszczone spojrzenie przeszkadza im zbliżyć się do Jezusa, być przy Nim. „Skąd On to ma?” –  pytanie o pochodzenie zauważanego dobra w ustach pobratymców Jezusa jest wyrazem nieufności. 

Prośmy Jezusa o zdolność dziecięcego zadziwienia się Nim. Do takiego patrzenia na Niego, które poprowadzi nas do otwartości na dary, które chce nam dać. Prośmy o Jego błogosławieństwo, które leczy z iluzji. Niech ono wyzwala nas spod panowania „złotych myśli” o Bogu i lęku przed bliskością z Nim.