Ukraina

Wojna o światłość

554wyświetleń

Kolejny wieczór upływa w ciemnościach, przy latarce lub przy świeczce, na modlitwie w kaplicy albo na rozmowach przez telefon z różnymi ludźmi. W ciemnościach nie dlatego, że nie ma światła (choć takie pytanie usłyszałem, gdy zadzwonił telefon z Polski: Dlaczego siedzicie bez światła? Nie ma u was prądu?), ale dla bezpieczeństwa. Tak władze miasta poleciły mieszkańcom. A ci są posłuszni. Nie chcą przeżywać kolejnych dni pod ostrzałami. Gdy zakończy się wojna, chcą dalej żyć w swoich domach, jak przed wojną. Może tylko z doświadczeniem przeżytych trudnych, niespokojnych dni…

Ukraina cierpi. Cierpią ci, którzy zostali w Mariupolu; cierpią też ci, którzy martwią się o swoich bliskich przebywających w tym oblężonym mieście. Znajomy diakon poprosił, abym sprawował Mszę św. w intencji jego rodziców i brata. Cierpi wielu ludzi, którzy jeszcze pozostali na Ukrainie; na pewno też cierpią ci, którzy musieli wyjechać – w panice, pozostawiając za sobą zburzone domy, zniszczone mieszkania. Łzy, rozpacz, żal…

Minęło już kilkanaście dni od napaści Rosji. Słuchamy wiadomości – dobrze wiemy, że w innych częściach Ukrainy toczą się działania wojenne, które niosą ogromne zniszczenia i śmierć wielu ludzi. Giną żołnierze: w Nikopolu co drugi dzień odbywa się pogrzeb wojskowy. Co prawda w świątyni prawosławnej, bo większość mieszkańców deklaruje przynależność do Cerkwi, chociaż w istocie w Nikopolu mieszka wielu niewierzących. Ale gdy umiera człowiek, a szczególnie żołnierz walczący za ojczyznę, to jego życiowy światopogląd schodzi na dalszy plan. Uczestnicząc w takim pogrzebie, można zobaczyć łzy w oczach wielu ludzi i mężczyzn klękających, gdy niesiona jest trumna z poległym żołnierzem. To był bohater, a do bohaterów trzeba mieć szacunek. On zginął, aby ratować innych przed wrogiem. Rozmawiam z żołnierzem, który zajmuje się transportem poległych do Nikopola. Wiele ciał znajduje się jeszcze na polach walki, na które nie można teraz dotrzeć. – Zakończy się wojna, to będziemy ich szukać – mówi wojskowy.

Nikopol to miasto, gdzie parę dni temu jeszcze nie toczyła się wojna, ale czuć było jej zapach. Zresztą nie ma takiego terenu we wschodniej części Ukrainy, który by nie był zagrożony. Jeszcze parę dni temu słychać było tylko jakieś pojedyncze wybuchy. Trudno powiedzieć, co się działo, a z oficjalnych informacji dowiedzieliśmy się, że nie było powodu do poważnego niepokoju. Jednak miasto żyje świadomością, że wojska rosyjskie są w pobliżu. We wtorek 15 marca w obwodzie dniepropietrowskim przeprowadzono nocne ataki rakietowe. Jeden z pocisków trafił w magazyn paliwa pod Nikopolem. Od czasu, gdy do Energodaru weszły wojska rosyjskie i przejęły kontrolę nad elektrownią atomową, zauważono próby desantu na Nikopol przez Zbiornik Kachowski, właśnie od strony Energodaru. To tylko 8 km.

Od początku wojny znajomi i krewni dzwonią albo piszą, pytając: Co u ciebie? Co u was? Jest względnie spokojnie w porównaniu z innymi częściami Ukrainy, gdzie bombardowani są ludzie, domy, mieszkania, infrastruktura, całe miasta i wioski. Co prawda wojna toczy się w odległości 50 km, a przez zalew – 8 km, ale mamy świadomość, że i w naszym mieście może dojść do walk. Kilka dni temu głośno było o ataku rakietowym na budynki administracji elektrowni atomowej. Wtedy otrzymaliśmy tabletki z jodkiem potasu. Na wszelki wypadek. Z zastrzeżeniem, aby przyjąć je tylko wtedy, gdy będzie realne zagrożenie zdrowia i życia. A przecież ono ciągle jest, bo wojsko, które opanowało elektrownię i wzięło personel jako zakładników raczej nie przyszło z pokojowym nastawieniem… Atak na elektrownię spowodował, że kolejna fala ludzi uciekła z miasta, tym razem w obawie przed promienowaniem. Nie ma się co dziwić, że u wielu ludzi emocje są bardzo napięte. Na twarzach maluje się pozorny spokój, ale wystarczy iskierka w postaci kilku słów, żeby wybuch silnych emocji stał się faktem.

Jak wygląda życie w warunkach wojny? Pierwsze dni były bardzo trudne, ale chyba przyzwyczailiśmy się już do ograniczeń. W mieście została wprowadzona godzina policyjna od 20.00 do 6.00 z zakazem opuszczania domu. Poza tym władze zalecają zaciemnianie okien i niewłączanie światła w pomieszczeniach. Chodzi o to, by nie prowokować ataku i maskować się. To pogłębia wrażenie życia w stanie zagrożenia. Na drogach wyjazdowych z miasta prowadzone są kontrole. Umocnienia świadczą, że miasto jest przygotowane do obrony. Z półek sklepowych szybko znika towar. Większość małych sklepów jest zamknięta z powodu braku nowych dostaw. Często odzywające się syreny informują o zbliżającym się niebezpieczeństwie ataku rakietowego czy lotniczego. Wtedy jak najszybciej trzeba ukryć się w podziemiach, prowizorycznych schronach albo po prostu w piwnicach. Pewnego dnia wycie syreny trwało blisko trzy godziny. Okazało się później, że rakieta została wystrzelona z okolic Charkowa. Trzy godziny oczekiwaliśmy na możliwość opuszczenia schronu, bo nie było wiadomo, które miasto w obwodzie dniepropietrowskim podzieli los innych miejscowości niszczonych przez rosyjski ostrzał.

Na dworcu kolejowym jest mrowie ludzi, a wśród nich są tacy, którzy korzystają z możliwości wyjazdu do „lepszego świata”. Tu także mocno odczuwa się atmosferę paniki. Nie ma się co dziwić: zderzyliśmy się przecież z wielką niewiadomą. Co będzie, kiedy zaczną się bombardowania? Nikt przecież nie chce podrywać się na dźwięk każdej syreny. Nikt nie chce żyć w ciągłym niepokoju.

Na ulicach widać mniej ludzi, mniej także samochodów. Zwłaszcza w godzinie policyjnej Nikopol wygląda jak umarły. Wielu mieszkańców już wyjechało z miasta, przede wszystkim matki z dziećmi i osoby starsze. Duża część z nich jest bezpieczna w Polsce. Od początku wojny pomagaliśmy naszym parafianom w ewakuacji. Ci, którzy zostali, to przede wszystkim starsi. Oni są szczególnie zaniepokojeni. Sami mówią, że nawet w najczarniejszych snach nie mogli sobie wyobrazić, że to wszystko będą przeżywać na Ukrainie. Właśnie oni potrzebują dziś pomocy duchowej i materialnej.

Gdy nachodzi wieczór i się zmierzcha, całe miasto pogrąża się w ciemnościach. Na ulicach nie ma oświetlenia, reklamy sklepów nie błyszczą różnokolorowo. W oknach domów i mieszkań też nie widać światła. Kiedy patrzę na Nikopol z górnego piętra domu zakonnego, w całej okolicy widzę jedynie mrok. Ale z rana zacznie się życie. Rozpocznie się nowy dzień z nadzieją, że miasto nie będzie ostrzeliwane. Moje zdumienie i uśmiech na twarzy wywołali krzątający się niedaleko pracownicy służb miejskich, którzy zamiatali ulicę i zajmowali się wiosenną wycinką drzew. Zupełnie jak dawniej, jakby nie było wojny. Coś pięknego! Teraz taka zwyczajność staje się zupełną niezwyczajnością.

Czekamy z wiarą i modlimy się, ale nie o koniec wojny, tylko o zwycięstwo dobra nad złem. By Ukraina nie tylko obroniła się przed agresją Rosjan, lecz także przed upadkiem moralnym i nienawiścią.