homilia

Nadchodzi noc

884wyświetleń

Jezus, przechodząc, ujrzał pewnego człowieka, niewidomego od urodzenia. Uczniowie Jego zadali Mu pytanie: „Rabbi, kto zgrzeszył, że się urodził niewidomy – on czy jego rodzice?” Jezus odpowiedział: „Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale stało się tak, aby się na nim objawiły sprawy Boże. Trzeba nam pełnić dzieła Tego, który Mnie posłał, dopóki jest dzień. Nadchodzi noc, kiedy nikt nie będzie mógł działać. Jak długo jestem na świecie, jestem światłością świata”. To powiedziawszy, splunął na ziemię, uczynił błoto ze śliny i nałożył je na oczy niewidomego, i rzekł do niego: „Idź, obmyj się w sadzawce Siloam” – co się tłumaczy: Posłany. On więc odszedł, obmył się i wrócił, widząc. A sąsiedzi i ci, którzy przedtem widywali go jako żebraka, mówili: „Czyż to nie jest ten, który siedzi i żebrze?” Jedni twierdzili: „Tak, to jest ten”, a inni przeczyli: „Nie, jest tylko do tamtego podobny”. On zaś mówił: „To ja jestem”. Mówili więc do niego: „Jakżeż oczy ci się otworzyły?” On odpowiedział: „Człowiek, zwany Jezusem, uczynił błoto, pomazał moje oczy i rzekł do mnie: „Idź do sadzawki Siloam i obmyj się”. Poszedłem więc, obmyłem się i przejrzałem”. Rzekli do niego: „Gdzież On jest?” Odrzekł: „Nie wiem”. Zaprowadzili więc tego człowieka, niedawno jeszcze niewidomego, do faryzeuszów. A tego dnia, w którym Jezus uczynił błoto i otworzył mu oczy, był szabat. I znów faryzeusze pytali go o to, w jaki sposób przejrzał. Powiedział do nich: „Położył mi błoto na oczy, obmyłem się i widzę”. Niektórzy więc spośród faryzeuszów rzekli: „Człowiek ten nie jest od Boga, bo nie zachowuje szabatu”. Inni powiedzieli: „Ale w jaki sposób człowiek grzeszny może czynić takie znaki?” I powstał wśród nich rozłam. Ponownie więc zwrócili się do niewidomego: „A ty, co o Nim mówisz, jako że ci otworzył oczy?” Odpowiedział: „To prorok”. Żydzi jednak nie uwierzyli, że był niewidomy i że przejrzał, aż przywołali rodziców tego, który przejrzał; i wypytywali ich, mówiąc: „Czy waszym synem jest ten, o którym twierdzicie, że się niewidomy urodził? W jaki to sposób teraz widzi?” Rodzice zaś jego tak odpowiedzieli: „Wiemy, że to jest nasz syn i że się urodził niewidomy. Nie wiemy, jak się to stało, że teraz widzi; nie wiemy także, kto mu otworzył oczy. Zapytajcie jego samego, ma swoje lata, będzie mówił sam za siebie”. Tak powiedzieli jego rodzice, gdyż bali się Żydów. Żydzi bowiem już postanowili, że gdy ktoś uzna Jezusa za Mesjasza, zostanie wyłączony z synagogi. Oto dlaczego powiedzieli jego rodzice: „Ma swoje lata, jego samego zapytajcie”. Znowu więc przywołali tego człowieka, który był niewidomy, i rzekli do niego: „Oddaj chwałę Bogu. My wiemy, że człowiek ten jest grzesznikiem”. Na to odpowiedział: „Czy On jest grzesznikiem, tego nie wiem. Jedno wiem: byłem niewidomy, a teraz widzę”. Rzekli więc do niego: „Cóż ci uczynił? W jaki sposób otworzył ci oczy?” Odpowiedział im: „Już wam powiedziałem, a wy nie słuchaliście. Po co znowu chcecie słuchać? Czy i wy chcecie zostać Jego uczniami?” Wówczas go obrzucili obelgami i rzekli: „To ty jesteś Jego uczniem, a my jesteśmy uczniami Mojżesza. My wiemy, że Bóg przemówił do Mojżesza. Co do Niego zaś, to nie wiemy, skąd pochodzi”. Na to odpowiedział im ów człowiek: „W tym wszystkim dziwne jest to, że wy nie wiecie, skąd pochodzi, a mnie oczy otworzył. Wiemy, że Bóg nie wysłuchuje grzeszników, ale wysłuchuje każdego, kto jest czcicielem Boga i pełni Jego wolę. Od wieków nie słyszano, aby ktoś otworzył oczy niewidomemu od urodzenia. Gdyby ten człowiek nie był od Boga, nie mógłby nic uczynić”. Rzekli mu w odpowiedzi: „Cały urodziłeś się w grzechach, a nas pouczasz?” I wyrzucili go precz. Jezus usłyszał, że wyrzucili go precz, i spotkawszy go, rzekł do niego: „Czy ty wierzysz w Syna Człowieczego?” On odpowiedział: „A któż to jest, Panie, abym w Niego uwierzył?” Rzekł do niego Jezus: „Jest nim Ten, którego widzisz i który mówi do ciebie”. On zaś odpowiedział: „Wierzę, Panie!” i oddał Mu pokłon. A Jezus rzekł: „Przyszedłem na ten świat, aby przeprowadzić sąd, żeby ci, którzy nie widzą, przejrzeli, a ci, którzy widzą, stali się niewidomymi”. Usłyszeli to niektórzy faryzeusze, którzy z Nim byli, i rzekli do Niego: „Czyż i my jesteśmy niewidomi?” Jezus powiedział do nich: „Gdybyście byli niewidomi, nie mielibyście grzechu, ale ponieważ mówicie: „Widzimy”, grzech wasz trwa nadal”. (J 9, 1-41)

„Nadchodzi noc, kiedy nikt nie będzie mógł działać” (J 9, 4). Niepewność, dezorganizacja społeczna, lęk, tysiące myśli w głowie. Zupełnie nowa rzeczywistość, której jeszcze nie przeżywał świat. Czyż to nie jest noc, w której ciężko jest działać? Co przyniesie jutro? Jak będzie za miesiąc, za pół roku? Jak długo to wszystko jeszcze potrwa? Niewiadoma, która jest w nas z powodu pandemii ogranicza nasze pole widzenia? Jesteśmy jako ludzkość pośrodku nocy na nieznanej drodze. Może są wśród nas tacy, którzy lubią przygody w nieznane, ale z pewnością wielu, jeśli nie większość, szuka jakiegoś oparcia. No bo na czym się oprzeć, jeśli intelekt zawodzi? Gdzie szukać antidotum? Komu zaufać? Za czyim słowem pójść? A jaką postawę oferuje ludzkości chrześcijanin? 

Jezus na podobieństwo rajskiego aktu stworzenia z prochu ziemi lepi ślepemu nowe oczy. Może i my potrzebujemy dzisiaj nowości spojrzenia na otaczającą nas rzeczywistość. Spojrzenia, w którym dotychczasowe schematy nie do końca się sprawdzają. Jak Kartezjusz, który zawiesił wszystko, aby dać sobie szanse na nowe spojrzenie. Wydaje się, że to, co nie pozwalało faryzeuszom odkryć Jezusa jako Mesjasza było właśnie pozostawanie w schematach myślowych. Skupili się wokół „grzechu”, „szabatu”, „pochodzenia”, a przeoczyli ludzkie doświadczenie: „W tym wszystkim dziwne jest to, że wy nie wiecie, skąd pochodzi, a mnie oczy otworzył” (J 9,30). Te zasadzki intelektu, które nieraz budują mur nie do przejścia. Intelekt przecież ma pomóc wierze, a jednak czasem czyni wiarę swoim zakładnikiem. Gdzie jest ten złoty środek w relacji wiary i rozumu? 

Wiem, zbyt dużo pytajników, ale czasem może lepiej pozostać bez odpowiedzi. To bardzo uczy pokory. Wyrabia w człowieku otwartość na pouczenie. Biedni faryzeusze nie mieli w sobie tej postawy: „cały urodziłeś się w grzechach, a nas pouczasz?” (J 9, 34). Kiedy masz monopol na interpretowanie rzeczywistości wpadasz w pychę i gardzisz doświadczeniem prostych ludzi. Pozostańmy więc w tej nocy. Niech ona uczy nas pokory, w której w końcu, może w trochę irracjonalny sposób, damy poprowadzić się Jezusowi. 

Boże, ulep mi nowe oczy, aby mógł widzieć Ciebie pośrodku tej nocy. Wzbudź we mnie odwagę i prostotę ślepego od urodzenia, abym wyznał razem z nim: „Wierzę Panie”.