homilia

Otwórz się

169wyświetleń

Znowu opuścił okolice Tyru i przemierzał ziemie Dekapolu. Przez Sydon szedł w kierunku Jeziora Galilejskiego. Wtedy przyprowadzili do Niego głuchoniemego i prosili, Go aby położył na niego rękę. Odprowadził go na bok, z dala od tłumu, włożył palce w jego uszy i śliną dotkną jego języka; spojrzał w niebo, westchnął i rzekł do niego „Effatha”, to znaczy: Otwórz się! Natychmiast otworzyły się jego uszy i zostały rozwiązane więzy jego języka, tak że mógł poprawnie mówić. I przykazał im, aby nic nikomu nie mówili ale im bardziej zakazywał, tym więcej oni rozpowiadali. Pełni podziwu mówili: „Wszystko dobrze uczynił. Sprawił, że głusi słyszą, a niemi mówią”. (Mk 7, 31-37)

Anonimowy głuchoniemy może być symbolem naszego stanu ducha, zanim doświadczymy działania Jezusa w nas. Gdy jesteśmy pozbawieni Bożego życia, jakoś funkcjonujemy, ale jesteśmy niesamodzielni, wymagamy nieustannego prowadzenia. Głuchoniemy nie odczytuje wysyłanych do niego dźwięków i sam nie wyraża mową swoich myśli – jego duchowy świat jest niedostępny. Nie odkrywa innych ludzi i sam nie daje się poznać – mimo że może tego bardzo pragnąć. Podobnie my sami z siebie, choć bardzo pragniemy odkrycia siebie przed innymi i poznania otaczających nas osób, pozostajemy w naszej izolacji. Niepewni co spotkamy, czasem wolimy pozostać głusi na to, co inni mają nam do powiedzenia. Jednocześnie nie otrzymujemy słów, które pomogłyby nazwać nam świat a on staje się w naszym odczuciu coraz bardziej wrogi. 

Przezwyciężenie tego stanu przyszło wraz z Jezusem. On szuka zamkniętego w swoim świecie człowieka – więc także mnie i ciebie. Staje przy nim jak przy grobie swojego przyjaciela Łazarza i przywraca mu życie. Dotyka tę zamkniętą ziemię, która dotąd przypominała grób i czyni z niej ziemię spotkania. Swoją bliskością i dotykiem rozwiązał opaski braku mowy i pozwolił swobodnie i poprawnie wyrazić siebie przed światem. Można więc powiedzieć, że otwartość człowieka rodzi się z bliskości z Jezusem. Podobnie jak w historii Łazarza, Jezus sam jest blisko dotkniętego śmiercią stworzenia i niejako w jego imieniu wzdycha, woła w stronę Ojca. Prosi o nowe życie, o które człowiek sam zawołać nie jest w stanie. Otwiera najpierw jego uszy, by zamknięty dotąd człowiek mógł w pierwszej kolejności przyjąć dźwięki, słowo, zrozumienie, sens. Dzięki temu będzie mógł wyjść poza siebie – obdarować sobą, dobrymi słowami, otwartością, którą został dotknięty i przemieniony.