homilia

Przyjąć Słowo

90wyświetleń

Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało. W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła. Pojawił się człowiek posłany przez Boga – Jan mu było na imię. Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego. Nie był on światłością, lecz /posłanym/, aby zaświadczyć o światłości. Była światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi. Na świecie było /Słowo/, a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego – którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili. A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. I oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy. Jan daje o Nim świadectwo i głośno woła w słowach: Ten był, o którym powiedziałem: Ten, który po mnie idzie, przewyższył mnie godnością, gdyż był wcześniej ode mnie. Z Jego pełności wszyscyśmy otrzymali – łaskę po łasce. Podczas gdy Prawo zostało nadane przez Mojżesza, łaska i prawda przyszły przez Jezusa Chrystusa. Boga nikt nigdy nie widział, Ten Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, /o Nim/ pouczył. (J 1,1-18)

Prolog Ewangelii wg św. Jana splata ze sobą dwa wątki. Pierwszy dotyczy samego przedwiecznego Słowa, które przychodzi na świat. Drugi dotyczy Jana Chrzciciela, który jest świadkiem – widzi i ogłasza moment, w którym dokonuje się wcielenie Słowa. Cały prolog skupiony jest wokół bardzo delikatnego i trudnego momentu, w którym Słowo staje się obecne pośród ludzi. Z jednej strony Bóg wyraził w ten sposób swoją miłość z drugiej decyzja o przyjęciu tej miłości lub jej odrzuceniu należy do człowieka. Decyzja należy do mnie. 

Czasownik paralambano – „przyjąć” w starożytności był używany na przez filozofów na opisanie relacji mistrz – uczeń. Mistrz ofiarował uczniowi swoją mądrość a uczeń mógł ją „przyjąć” lub odrzucić. Mądrość miała znaczenie nie tylko wiedzy, ale przede wszystkim praktycznej umiejętności szczęśliwego życia. O jej przyjęciu lub odrzuceniu uczeń decydował obserwując swojego mistrza. Przyjęcie nauczania oznaczało więc przyjęcie stylu życia nauczyciela. 

Stajemy dzisiaj wobec nowonarodzonego Jezusa – Słowa Boga, które ma moc przemienić nasze życie. Ma moc uczynić nas dziećmi Bożymi. Przyjąć Jezusa jako słowo oznacza zmienić perspektywę życia. We współczesnym świecie ilość docierających do nas głosów i autorytetów jest tak ogromna, że powodują one dezorientację. Medialni guru, autorytety, naukowcy, eksperci, celebryci próbują nas przekonać o słuszności swojego światopoglądu. Przeważnie przyjmujemy w końcu czyjąś perspektywę i powtarzamy uznaną przez nas za słuszną argumentację. Niestety bardzo rzadko przyjmujemy za swoją mądrość Boga. Coraz rzadziej też uznajemy za wartościową obiecaną nam moc stania się dziećmi Bożymi. Ta przemiana budzi obawę, że stracimy własną tożsamość i siłę, stając się jak pokorne owce prowadzone na rzeź. Taka perspektywa budzi obawy. 
Jak trudna może być decyzja przyjęcia słowa Bożego pokazuje historia św. Józefa. Gdy odkrył, że jego niedawno poślubiona żona jest brzemienna zdecydował się ją oddalić. Wówczas we śnie objawił mu się anioł zachęcając, by nie bał się „wziąć” (paralambano) do siebie Maryi (Mt 1,23). Przyjęcie słowa Bożego oznaczało dla Józefa porzucenie bezpiecznego życia i wyruszenie w nieznane. Przyjęcie Słowa Bożego, przyjęcie Jezusa za Mistrza to decyzja zmieniająca w życiu wszystko. Oznacza utratę poczucia kontroli rzeczywistości i związanego z tym poczucia bezpieczeństwa i tak jak Jezus poddanie się woli Ojca. Wiara podpowiada nam, że Bóg nas kocha i nie chce nas skrzywdzić. Lęk podsuwa nam wizje cierpień, które spadną na nas gdy wybierzemy drogę wiary. Decyzja czy poddamy się lękowi, czy odważymy się zaufać Bogu i przyjąć Jego Słowo należy do nas.