homilia

Droga przemiany

216wyświetleń

Jezus przywołał do siebie Dwunastu i zaczął rozsyłać ich po dwóch. Dał im też władzę nad duchami nieczystymi i przykazał im, żeby nic z sobą nie brali na drogę prócz laski: ani chleba, ani torby, ani pieniędzy w trzosie. «Ale idźcie obuci w sandały i nie wdziewajcie dwóch sukien».
I mówił do nich: «Gdy do jakiegoś domu wejdziecie, zostańcie tam, aż stamtąd wyjdziecie. Jeśli w jakimś miejscu was nie przyjmą i nie będą was słuchać, wychodząc stamtąd, strząśnijcie proch z nóg waszych na świadectwo dla nich».
Oni więc wyszli i wzywali do nawracania się. Wyrzucali też wiele złych duchów, a wielu chorych namaszczali olejem i uzdrawiali. (Mk 6, 7-13)

Jestem miłośnikiem amerykańskiego kina drogi. To ten rodzaj filmów, w którym główny bohater wyrusza w podróż i wskutek tego, co go spotyka na drodze, dokonuje się w nim jakaś ważna przemiana. Na przykład w filmie Prosta historiaschorowany staruszek udaje się w długą trasę na traktorku do koszenia trawy, by pojednać się ze swoim ciężko chorym bratem, z którym zerwał kontakt 10 lat wcześniej. W filmie Wszystko za życie chłopak z bogatego domu, chcąc wyrwać się ze świata, w którym rządzi pieniądz i dobre wykształcenie, ucieka na dziką Alaskę, odkrywając podczas podróży, kim jest i czym jest dla niego prawdziwe szczęście.

Oczywiście tego motywu nie wymyślili amerykańscy filmowcy. Już starożytni opisywali życie jako wielką podróż, która ma w nas coś zmienić. Wątek ten bardzo mocno zakorzeniony jest także w tradycji biblijnej. Abraham, na polecenie Boga, opuszcza swojego ojca i rodzinną ziemię, i wyrusza w nieznane – dopiero na nowej ziemi zaczyna się jego właściwe życie. Naród wybrany wędruje przez 40 lat przez pustynię, a podczas drogi Bóg objawia mu swoje Prawo, oczyszcza go, nawiązuje z nim zażyłą więź.

Dziś w Ewangelii również słyszymy o drodze, w którą Pan Jezus wysyła swoich uczniów. To droga misyjna, podczas której mają wzywać do nawrócenia, wyrzucać złe duchy i uzdrawiać chorych. Tekst św. Marka mówi, że Jezus „zaczął ich rozsyłać” – co sugeruje, że akcja „rozsyłania” uczniów rozpoczęła się, ale się nie zakończyła. Dlatego każdy uczeń Jezusa może się odnaleźć w tym słowie.

Zastanówmy się, jakiej przemiany pragnie dla nas Pan Jezus, posyłając nas w drogę. Co może się dokonać, gdy podejmiemy wezwanie misyjne?

Niesamowity jest fakt, że w ogóle jesteśmy wysłani. Św. Tomasz z Akwinu pisze, że zaproszenie kogoś do współdziałania może być oznaką słabości albo wielkości. Słabości jest wtedy, gdy ktoś nie może sam poradzić sobie z jakimś zadaniem – potrzebuje współpracowników. Natomiast oznaką wielkości jest, gdy ktoś może poradzić sobie sam, ale pragnie współdziałać z tymi, których kocha. To trochę tak jak z rodzicami, którzy wiele rzeczy mogliby zrobić sami, ale proszą o pomoc swoje dzieci – by się czegoś nauczyły, by była okazja do tego, żeby je pochwalić, czy czasami po prostu po to, by pobyć razem z nimi. Jezus zaprasza nas do współpracy w dziele misyjnym. Mógłby dokonać go sam, a jednak chce, żebyśmy się w nie włączyli. Tym samym pokazuje nam, jak bardzo jesteśmy dla Niego ważni. Misja to droga przemiany dla tych, którzy nie cenią swojej wartości. Może przemiana, która ma się w nas dokonać podczas drogi, jest taka, byśmy uwierzyli w to, że jesteśmy dla Boga ważni?

Jezus wysyła po dwóch uczniów. To wyzwanie! Wielu z nas lubi decydować samemu, samemu odnosić sukcesy, samemu wszystko planować. A droga z towarzyszem podróży jest wymagająca! Niekiedy trzeba pójść na kompromis, znosić słabości drugiej osoby, dzielić się sukcesami. Kiedy św. Bazyli myślał nad tym, jak zorganizować życie mnisze, podróżował i przyglądał się najbardziej renomowanym mnichom, ale doszedł do przekonania, że nie może żyć tak jak oni – w odosobnieniu od innych. Powód był prosty: Jezus powiedział swoim uczniom, że mają sobie nawzajem „umywać nogi”. Jak mógłby być posłuszny temu przykazaniu, żyjąc sam? I zorganizował życie mnisze, ale inaczej. Termin monachos (mnich) zastąpił terminem adelfos (brat). W centrum wszystkiego postawił miłość braterską.

Starsze osoby czasem mówią, że nie mają grzechów, bo żyją samotnie – nie ma z kim się pokłócić, nie ma na kogo się zdenerwować. Być może bez drugiego człowieka obok siebie byłoby niekiedy łatwiej, ale możliwe, że to właśnie jest ta przemiana, która ma się dokonać na naszej drodze – byśmy zobaczyli w drugim skarb, który dał nam Pan Jezus.

Wysyłając uczniów w drogę, Jezus polecił im, żeby niczego ze sobą nie brali. Dlaczego idą z pustymi rękami? Misja, którą Jezus im powierza, jest ponad ich siły. Czy potrafią sami z siebie uzdrawiać albo wyrzucać złe duchy? Idą z gołymi rękami, by jasne było, że to Jezus czyni cuda, nie oni. Św. Paweł pisze do Koryntian: „Przechowujemy zaś ten skarb w naczyniach glinianych, aby z Boga była owa przeogromna moc, a nie z nas” (2 Kor 4,7). Im słabsze narzędzie, tym większa chwała Boża. Im mniej będą zasłaniać się ludzkimi środkami, tym bardziej widoczne będzie Boże działanie.

To przykazanie ma też inny aspekt: chodzi o to, by uczniowie nie szukali dla siebie innych punktów oparcia niż moc, która płynie z Bożej obecności. Jezus mówi w innym miejscu: „Gdzie dwóch albo trzech gromadzi się w Moje imię, tam jestem pośród nich” (Mt 18,20). Apostołowie idą na misję z ukrytym pośród nich Jezusem, który pragnie im pokazać, że Jego obecność zabezpieczy wszystko, czego potrzebują w drodze. To prawdziwa ścieżka zaufania! Misja to droga przemiany także dla lękliwych, nieufnych, zatroskanych o wszystko.

Jezus „zaczął ich wysyłać”… A dziś to posłanie dociera także do nas. To szansa nie tylko na to, by głosić Ewangelię, ale także na to, by pozwolić się przemienić Drodze, którą jest Jezus Chrystus.Czy jesteśmy gotowi udać się w taką podróż?