homilia

Święty smutek

308wyświetleń

Gdy Jezus wybierał się w drogę, przybiegł pewien człowiek i upadłszy przed Nim na kolana, zaczął Go pytać: «Nauczycielu dobry, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?»

Jezus mu rzekł: «Czemu nazywasz Mnie dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg. Znasz przykazania: Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, nie oszukuj, czcij swego ojca i matkę».

On Mu odpowiedział: «Nauczycielu, wszystkiego tego przestrzegałem od mojej młodości».

Wtedy Jezus spojrzał na niego z miłością i rzekł mu: «Jednego ci brakuje. Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną». Lecz on spochmurniał na te słowa i odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości.

Wówczas Jezus spojrzał dookoła i rzekł do swoich uczniów: «Jak trudno tym, którzy mają dostatki, wejść do królestwa Bożego». Uczniowie przerazili się Jego słowami, lecz Jezus powtórnie im rzekł: «Dzieci, jakże trudno wejść do królestwa Bożego tym, którzy w dostatkach pokładają ufność. Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa Bożego».

A oni tym bardziej się dziwili i mówili między sobą: «Któż więc może być zbawiony?»

Jezus popatrzył na nich i rzekł: «U ludzi to niemożliwe, ale nie u Boga; bo u Boga wszystko jest możliwe».

Wtedy Piotr zaczął mówić do Niego: «Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą».

Jezus odpowiedział: «Zaprawdę, powiadam wam: Nikt nie opuszcza domu, braci, sióstr, matki, ojca, dzieci lub pól z powodu Mnie i z powodu Ewangelii, żeby nie otrzymał stokroć więcej teraz, w tym czasie, domów, braci, sióstr, matek, dzieci i pól, wśród prześladowań, a życia wiecznego w czasie przyszłym». (Mk 10, 17-30)

Bohater naszego spotkania z Jezusem jest człowiekiem sprawiedliwym. Nie mamy przynajmniej podstaw, żeby tę jego sprawiedliwość kwestionować. Jezus z resztą też jej nie kwestionuje. A jednak okazuje się, że i on poszukuje Jezusa. Przestrzega prawa od młodości, ale czuje dobrze, że to mu nie wystarcza i czegoś mu jeszcze brakuje. A czy my, w naszym własnym życiu, nie miewamy podobnych doświadczeń? Możemy przestrzegać wszystkich zasad, ale ten fakt nie daje nam jeszcze pełni życia.

Ewangeliczny nieznajomy, który poszukiwał Jezusa, wykonał już pierwszy krok na drodze do pełni życia. Otrzymał szansę by zrozumieć, że w centrum głębokich pragnień człowieka znajduje się relacja, która nadaje sens życiu. Miłość do Boga, do bliźniego, do siebie samego wypełnia życie, a ponadto może także nadać sens przestrzeganiu przykazań. Z drugiej strony, jeśli brakuje tego rdzenia, brakuje miłości, to nawet wypełnianie przykazań staje się grą pozorów. Mogę je wykonać i na koniec pogratulować sobie, że zrobiłem to dobrze, wpaść w pychę i zamknąć się w samotności, która mnie nie zadowala, nie wypełnia.

Dzięki temu pytaniu ten młody człowiek, któremu pozornie niczego nie brakuje, rozumie, że brakuje mu jednej podstawowej rzeczy: miłości, relacji.

Ta świadomość rodzi w tym człowieku smutek. Smutek tego młodego człowieka sugeruje, że zrozumiał on, o co toczy się gra. Jest to smutek kogoś, kto nie czuje się jeszcze zdolny do czynienia dobra, kogoś, kto czuje się jeszcze związany ze złem. Jest to owocny smutek, bo podpowiada mu, że nie można tak żyć. To jest smutek, który od początku motywował wszystkie jego poszukiwania Jezusa. Jakby przeczuwał radość, której nie jest jeszcze w stanie uczynić własną. 

Jezus, patrząc w głąb jego serca, kochał go. Ta miłość jest trwała, ponieważ nie jest uwarunkowana rodzajem odpowiedzi tego młodego człowieka. Jest to miłość, która została dana od samego początku, bezwarunkowo, bez oczekiwania na jego odpowiedź, i właśnie dlatego nasz młodzieniec będzie mógł odejść w towarzystwie tej miłości. Ta miłość zawsze towarzyszy także nam wszystkim.