homilia

Nie bój się krzyku

192wyświetleń

Gdy Jezus wraz z uczniami i sporym tłumem wychodził z Jerycha, niewidomy żebrak, Bartymeusz, syn Tymeusza, siedział przy drodze. A słysząc, że to jest Jezus z Nazaretu, zaczął wołać: «Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!» Wielu nastawało na niego, żeby umilkł. Lecz on jeszcze głośniej wołał: «Synu Dawida, ulituj się nade mną!»

Jezus przystanął i rzekł: «Zawołajcie go». I przywołali niewidomego, mówiąc mu: «Bądź dobrej myśli, wstań, woła cię». On zrzucił z siebie płaszcz, zerwał się na nogi i przyszedł do Jezusa.

A Jezus przemówił do niego: «Co chcesz, abym ci uczynił?»

Powiedział Mu niewidomy: «Rabbuni, żebym przejrzał».

Jezus mu rzekł: «Idź, twoja wiara cię uzdrowiła». Natychmiast przejrzał i szedł za Nim drogą.
(Mk 10,46b-52)

Zostawmy dzisiaj na boku znaczenie alegoryczne tego krótkiego tekstu i spróbujmy odczytać go w bardziej zwykły i prosty sposób.

Bartymeusz zaczął wołać. My nie lubimy krzyku. Krzyczący wybija nas z naszego rytmu, destabilizuje nasze pewniki, zmienia nasze plany. Krzyk wszystko poddaje krytyce. Na krzyk nie ma szybkiej, jednoznacznej odpowiedzi.  Jak ja reaguję na krzyk drugiego człowieka? „Wielu nastawało na niego, żeby umilkł”. Czy moja reakcja jest podobna? A jeśli ktoś nie zamierza się uciszyć? Co czynimy wówczas? Sami zaczynamy krzyczeć. Ratujemy się ucieczką. Próbujemy wykluczyć krzykacza z naszego grona.

Można w tym momencie wykorzystać to, co na temat krzyku mówi psychologia. Ale my szanując psychologię i inne nauki chcemy postąpić jak uczeń Jesusa. A ten będzie naśladował swego Mistrza. Jezus usłyszał głośne wołanie. Musiał też zwrócić uwagę na jego treść. Nie chciał rozmawiać stojąc daleko od wołającego. Kazał go przywołać. Po zbliżeniu wszedł z nim relację. Rozpoczął dialog przez zadanie pytania. Zapytał o pragnienia. Na końcu okazał ślepcowi miłość miłosierną.

Reakcja Bartymeusza była natychmiastowa. Przestał krzyczeć i „szedł za Nim drogą”. Można w tym miejscu przywołać słowa Jezusa: „Idź i ty czyń podobnie”. Kiedy słyszysz krzyk bliźniego, czyń to, co uczynił Chrystus:

– mimo rodzących się emocji chciej usłyszeć słowa i przekaz zawarty w krzyku,

– staraj się zrozumieć sens wykrzykiwanych słów,

– zaproś krzyczącego do podejścia lub ty sam zbliż się do niego,

– nie ulegnij strachowi ani prowokacji,

– nie atakuj, ale spróbuj zbudować relację,

– zapytaj o prawdziwe pragnienie,

– pozwól mu się do końca wypowiedzieć (krzyk może być skutkiem braku wysłuchania),

– jednocześnie odkryj przed drugim prawdziwe motywy jego zachowania, krzyk może być sposobem manipulowania Tobą,

– bądź autentyczny, w słowach i gestach okazuj miłosierdzie,

– jeżeli jest taka potrzeba i masz takie możliwości, okaż miłosierdzie czynem,

– wzbudź w krzyczącym dobre myśli i wiarę,

– skieruj krzyczącego do Jezusa, nie ty jesteś jego Zbawicielem.

Nasz krzyczący Bartymeusz nazwał Chrystusa „Rabbuni”. W taki sposób zwróciła się do Niego jedynie Maria Magdalena. Słowa te nie oznaczają zwykłego nauczyciela. W słowach tych zawarta jest pełnia uczuć do Kogoś, kogo uznajemy za naszego Mistrza. Do Ciebie nie zawsze będzie krzyczał ktoś, dla którego Jezus jest umiłowanym Mistrzem, ale ważniejszym w spotkaniu z krzyczącym z powodu zranień i problemów jest to, żeby Jezus Chrystus był Twoim Rabbuni. Wtedy w tym spotkaniu, zawiązaniu więzi, w próbie dialogu, w chęci zrozumienia i okazania dobroci, nie będziesz sam, będzie z tobą Chrystus.