Posłaniec MBS

Radosnego dawcę miłuje Bóg

Złożyć czas w ofierze

W Starym Testamencie istniała instytucja składania Bogu ofiar. Wyrażały one poczucie zależności ludu wybranego od Boga, były także sposobem okazywania dziękczynienia, uwielbienia czy przebłagania za grzechy. Był ustalony rytm: ofiara poranna, wieczorna, ofiary składane z okazji różnych świąt. Była także nieustanna ofiara całopalna – ogień stale płonął i nie wolno go było wygaszać, a kapłani mieli doglądać ołtarza (por. Kpł 6,1-6). Niegasnący płomień był symbolem modlitw Izraelitów wznoszących się do Boga. W ofierze można było złożyć zwierzęta (przepisy stanowiły, że muszą być zdrowe, bez jakiejkolwiek skazy) albo rośliny (pośród nich była ofiara z pierwocin – pierwszych płodów ziemi). Taka ofiara była odpowiedzią na Bożą hojność. Żydzi uznawali, że wszystko, co mają, otrzymali od Boga i dlatego oddawali Mu w podzięce to, co pierwsze, najlepsze.

Kult starotestamentowy przeminął, kiedy dokonała się najdoskonalsza ofiara, którą Pan Jezus złożył z siebie na krzyżu. Chrystus jest najwyższym kapłanem, który ofiarował się za zbawienie całego świata. On też włączył nas w swoje kapłaństwo i powołał do tego, abyśmy składali duchowe ofiary, przyjemne Bogu (por. 1 P 2,5).

Myślę, że nie będzie nieprawdą stwierdzenie, że jedną z najcenniejszych rzeczy, którymi dysponuje współczesny człowiek, jest jego czas. Nieraz płacimy niemałe pieniądze, żeby kupić lub zaoszczędzić trochę czasu, na przykład wybierając szybsze połączenie czy ominięcie kolejki. Każdego dnia stoimy przed wyborem: ile czasu przeznaczyć na pracę, dla bliskich, dla siebie, wreszcie – dla Boga. Kiedy liczy się każda godzina i każda minuta, czas spędzony na modlitwie staje się prawdziwą ofiarą, którą możemy złożyć naszemu Stwórcy. Warto w tym kontekście zastanowić się, czy jest to ofiara „przyjemna Bogu” Tradycja żydowska pięknie inspiruje nas do tego, żeby oddawać Mu to, co pierwsze, najlepsze, bez skazy. Czy możemy to powiedzieć o czasie, który składamy w ofierze?

Zbyt zajęci, by się nie modlić

Gdy byłem w liceum, wpadła mi w ręce książka o intrygującym tytule Zbyt zajęci, by się nie modlić. Jako nastolatek nie mogłem go zrozumieć. Przecież jeśli mamy więcej zajęć, to siłą rzeczy czasu na modlitwę powinno być mniej! I dziś nie tak łatwo to sobie poukładać. Herezja aktywizmu ma się w naszych czasach bardzo dobrze. Tyle jest pilnych rzeczy do zrobienia, tyle rozmów, ważnych spraw, a na koniec dnia… nierzadko rzucamy Panu Bogu ochłapy – kalekie zwierzątko czy zwiędłe kwiaty w ofierze dziękczynnej. Jeśli jednak nasze sprawy nie będą karmione modlitwą, wnet staną się wydmuszkami, próżnymi działaniami pozbawionymi głębi. Jeżeli chcemy wnieść jakość do tego, co robimy, nie szczędźmy czasu dla Pana. Jezus powiedział swoim uczniom: „Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić” (J 15,5).

Duchowy rytm

Co możemy zrobić, żeby natłok zajęć nie wypłukał naszego wnętrza? Kluczową sprawą jest wypracowanie własnego rytmu modlitewnego, dostosowanego do stylu życia i powołania. Doświadczenie pokazuje, że spontaniczne zrywy nie są najlepszą strategią. Nauczyciele życia duchowego przekonują, że niezbędne jest zarezerwowanie na modlitwę dłuższej chwili w ciągu dnia (przy czym 15 minut to już dłuższa chwila!), jednego dnia w miesiącu i kilku dni pod rząd w ciągu roku.

Podobnie ważne jest wpisanie w swój rytm właściwego, stałego miejsca. Izraelici wędrujący przez pustynię rozbijali Namiot Spotkania poza obozem. Idąc na rozmowę z Panem, symbolicznie zostawiali za sobą swoje codzienne sprawy. Są osoby, które mają taki kącik u siebie w domu i dobrze jest im tam się modlić. Inni wiedzą, że w domu nie znajdą nawet chwili dla siebie i dla Boga, dlatego udają się „poza obóz” i wybierają na przykład kościół po drodze do pracy, zaglądając tam na 15 minut.

Uświęcenie czasu

W duchowy rytm dnia bardzo dobrze wpisuje się Liturgia Godzin, modlitwa znana już od czasów pierwotnego Kościoła. Warto przypomnieć, że nie jest ona dedykowana wyłącznie dla księży i osób zakonnych, ale stanowi „wspólną modlitwę Ludu Bożego”. Bardzo cieszy fakt, że w ostatnich latach odkrywa ją coraz więcej osób świeckich. Istotę tej modlitwy wyraża jedna z jej nazw: Modlitwa uświęcenia czasu. Dzięki niej możemy w postawie uwielbienia, odmawiając psalmy, każdą porę dnia zawierzyć Temu, od którego ona pochodzi. Inną praktyką są tzw. oddechy modlitewne czy oddechy kontemplacji. Chodzi o to, by w ciągu dnia nie przechodzić automatycznie od jednej czynności do drugiej, ale zrobić pomiędzy nimi króciutką pauzę, w której złączymy nasze serce z sercem Pana Jezusa i oddamy Mu to, czym za chwilę będziemy się zajmować. Ktoś nawet specjalnie kupił zegarek, który pika co godzinę, tak by nieustannie przypominać sobie o oddawaniu kolejnych chwil Panu Bogu. Dzięki uświęceniu czasu wszystko to, co robimy, staje się całopalną ofiarą, niegasnącym płomieniem, który wznosi się do nieba.

Ofiara kosztuje

Wypracowanie i wdrożenie swojego rytmu nie przychodzi bez wysiłku. W ofiarę jest wpisane umieranie, oddawanie życia. Równocześnie Pan Bóg na te ofiary odpowiada życiem, które On daje. O swoich zmaganiach opowiadał kiedyś dk. Marcin Gajda, rekolekcjonista i terapeuta. Chcąc zadbać o poranną modlitwę, postanowił, że będzie wstawał wcześniej, przed wszystkimi zajęciami. Po jakimś czasie w liście do pustelnicy s. Miriam, swojej towarzyszki duchowej, napisał mniej więcej takie słowa: „Kiedy słyszę rano dźwięk budzika, który wzywa mnie na modlitwę, czuję, jakbym za chwilę miał umrzeć”. „No to umrzyj!”,  odpowiedziała krótko siostra, wskazując na to, że modlitwa jest taką wartością, dla której warto poświęcić wiele. I podjął ten trud, a Pan Bóg pobłogosławił jego ofiarę. Dziś jest autorem czterostopniowych rekolekcji, na których wprowadza ludzi w modlitwę kontemplacyjną.

To dla mnie proste!

Z czasem duchowy rytm staje się częścią życia. Planowanie chwil na modlitwę będzie przychodziło coraz bardziej naturalnie. Niezwykle mnie ujęło, kiedy podczas rozmowy o temacie tego numeru koleżanka z naszej redakcji wyznała: „Czas dla Boga? Dla mnie to proste! Zaczynam dzień od tego, że planuję, gdzie pójdę na Eucharystię”. To doświadczenie wielu osób – rozpoczynają od fundamentów i wiedzą, że dzięki temu wszystko pozostałe będzie się solidnie trzymać.

Ofiarowanie Jezusowi czasu na modlitwę jest inwestycją, która zwraca się w codzienności – jeśli się na nią zdecydujemy, wówczas odkryjemy, że mamy w sobie więcej miłości, spokoju, prostoty, a sprawy, którymi się zajmujemy, zostaną obdarzone nową jakością.

Na koniec nie mogę nie przytoczyć słów, które Pan Jezus skierował do jednego z mistyków:

Więcej dobra uczynisz przez jedną godzinę adoracji niż przez sto dni bezustannego głoszenia kazań i prac apostolskich, bo kiedy jesteś ze Mną, Ja pracuję dla ciebie. Czas spędzony w mojej obecności nie jest czasem straconym. Adoracja jest pomnożeniem twojego czasu i twoich ograniczonych sił Moją mocą; to dzięki niej uczynię poprzez ciebie wielkie rzeczy.

(słowa Jezusa do kapłana, zapisane w dzienniku duchowym In sinu Iesu).

Jakkolwiek rytm dnia księży i osób konsekrowanych różni się od rytmu wiernych świeckich i nie każdy jest w stanie znaleźć w ciągu dnia całą godzinę, niech słowa te wyznaczają kierunek nam wszystkim. Kiedy jesteśmy z Nim, On pracuje dla nas. Niech ofiara z naszego czasu będzie hojna! „Tak bowiem jest: kto skąpo sieje, ten skąpo i zbiera, kto zaś hojnie sieje, ten hojnie też zbierać będzie. Każdy niech przeto postąpi tak, jak mu nakazuje jego własne serce, nie żałując i nie czując się przymuszonym, albowiem radosnego dawcę miłuje Bóg” (2 Kor 9,7).

ks. Marek Koziełło MS
redaktor naczelny „La Salette. Posłańca Matki Bożej Saletyńskiej”


Tekst ukazał się w dwumiesięczniku „La Salette. Posłaniec Matki Bożej Saletyńskiej” – Czas to miłość (nr 6/2021)

Zapraszamy na stronę internetową: https://poslaniec.saletyni.pl/produkt/czas-to-milosc-poslaniec-nr-6-2021/