homilia

Tajemnica, która pociąga

318wyświetleń

Jezus powiedział do Nikodema: „Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego”. (J 3, 16-18)

Tajemnica wewnętrznego życia Boga kojarzy się najczęściej z próbami zrozumienia jak jest możliwe, by trzy Osoby stanowiły Jedność. Jak chłopiec ze snu św. Augustyna próbujemy przelać wodę z morza rzeczywistości Boga do kałuży ludzkiego umysłu. Ten frustrujący wysiłek kończy się zawsze stwierdzeniem, że to tajemnica, wobec której musimy skapitulować. Nic w tym dziwnego. To On jest Bogiem, a my jedynie stworzeniami, choć często o tym zapominamy.

Bardzo podobną frustrację przeżywa Nikodem, rozmówca Jezusa z dzisiejszej Ewangelii, który usiłuje zrozumieć co to znaczy ponownie się narodzić. Przyszedł do Jezusa przynaglony wewnętrznym niepokojem. Musiał wiele słyszeć o Nauczycielu z Nazaretu. Być może spotkał Go gdzieś lub był świadkiem cudów, które czynił. W głowie nie mogło mu się pomieścić jak to możliwe, że tych znaków dokonuje Syn cieśli. Wierząc w siłę swojego rozumu zaczyna rozmowę, ale szybko musi się poddać. Już pierwsze wypowiedziane przez Jezusa słowa wprawiają go w osłupienie: „… jeśli się ktoś nie narodzi powtórnie, nie może ujrzeć królestwa Bożego”. Nikodem właśnie próbował „ujrzeć” niebo, zrozumieć jak działa Bóg. Jezus zaś chce mu pokazać, że jego problem wcale nie jest intelektualny ale życiowy. Nie powinien próbować zamknąć Boga w swojej głowie, ale Mu się dać poprowadzić. Dlaczego? Bo Bóg tak bardzo kocha, że nie zawahał się wydać swojego Syna, by ocalić człowieka. 

W tym momencie naszego rozważania można łatwo zbłądzić. Ktoś może powiedzieć: „Aha! Już teraz rozumiem!” i ponownie ulega pokusie intelektualizacji. Również nasze próby zajrzenia do nieba spełzną na niczym jeśli użyjemy do tego jedynie swojego umysłu. Jezus chce nas przekonać o swojej miłości lecz samo zrozumienie tego faktu nas nie przemienia. Dopiero wiara, która pozwala nam przyjąć tę miłość wówczas, gdy doświadczamy lęku, gniewu lub rozpaczy zmienia wszystko. Wiara domaga się postawienie na szali swojego życia, ryzyka zmiany utartych dróg na te, którymi chodzi Jezus. Domaga się trwania przy Nim wówczas, gdy wszystko wokół mówi, że na tym można jedynie stracić. 

Piękną ilustrację tego, co rodzi się z pokornej wiary jest pierwsze dzisiejsze czytanie. Spotykamy w nim Mojżesza, który wchodzi na Synaj, by spotkać się z Bogiem. To już drugie takie spotkanie. Pierwsze skończyło się porażką, gdy zgromadzony u stóp góry lud ulepił sobie cielca, by oddawać mu pokłon. Rozgniewany patriarcha zniszczył wówczas tablice przykazań i starł cielca na proch, który następnie kazał pić zgromadzonym. Stając ponownie przed Bogiem mógł liczyć na reprymendę. Stwórca miał jednak inne plany – „Pan przeszedł przed jego oczyma”! Mojżesz zobaczył Boga. Zobaczył Go w Jego miłosierdziu dla grzesznego człowieka. Tekst hebrajski w tym momencie jest bardzo niejasny. Nie wiadomo czy to Bóg sam mówi o swoim miłosierdziu, przebaczeniu i cierpliwości dla grzesznika, czy czyni to Mojżesz. Być może nie ma to żadnego znaczenia. Mojżesz po prostu jest w Bogu, a Bóg jest w nim. Miłość go ogarnia i pozwala mu widzieć. Cały wcześniejszy bałwochwalczy bunt i cierpienie Mojżesza okazały się drogą do tego mistycznego momentu. Jedyne co przychodzi mu do głowy to zatrzymać tę obecność na zawsze: „Jeśli darzysz mnie życzliwością, Panie, to proszę, niech pójdzie Pan pośród nas. Jest to wprawdzie lud o twardym karku, ale przebaczysz nasze winy i nasze grzechy, a uczynisz nas swoim dziedzictwem”

Tajemnica Trójcy Przenajświętszej jest dla nas zaproszeniem. Możemy wobec niego przyjąć postawę uczonego, który nie zrobi kroku za drzwi dopóki nie przestudiuje i nie zrozumie całej mapy, albo po prostu zaryzykować życie ufając Przewodnikowi. W pierwszym przypadku zostajemy bezpieczni, ale nie wiemy nic o spotkaniu z Bogiem. W drugim ryzykujemy życie, ale tylko tak możemy odkryć najcenniejszy skarb. Jezus chce nas wprowadzić w serce Boga.