ArtykułUkraina

Kanapka i świnka-skarbonka

737wyświetleń

Mogę powiedzieć bez wahania: w Krzywym Rogu dzieje się wiele dobrego. Ale rzeczywistą skalę miłosierdzia można zobaczyć dopiero wtedy, kiedy spojrzy się poza ekran komputera i zamiast tabelek sumujących wpłaty na konto zobaczy się przynajmniej jednego z dobrodziejów, dzięki którym to dobro może się dokonywać.

Przeżywaliśmy niedawno III Światowy Dzień Ubogich. W mediach mogliśmy zobaczyć wiele pięknych obrazów: papież Franciszek jedzący lazanie i udka z kurczaka wraz z półtora tysiącem biednych w Auli Pawła VI w Watykanie, tłumy potrzebujących odwiedzające Namiot Spotkania na krakowskim Małym Rynku i wiele innych wzruszających inicjatyw obrazujących zaangażowanie Kościoła oraz innych instytucji na całym świecie.

Papież Franciszek zauważa jednak, że „zaangażowanie chrześcijan, z okazji Dnia Ubogich (…), nie polega tylko na inicjatywach towarzyszących, które, jakkolwiek godne pochwały i konieczne, powinny pobudzić w każdym z nas uwagę poświęcaną tym, którzy znajdują się w trudnościach”. Myślę, że na kanwie słów ojca świętego warto zobaczyć ogrom dobra, które dokonuje się na co dzień w miejscach, gdzie nie ma ani kamer, ani fleszy reporterów. 

Z pewnością jednym z takich miejsc jest Krzywy Róg na Ukrainie. To wielkie miasto, które lata swojej przemysłowej świetności ma już dawno za sobą. Na początku wojny w Donbasie schronienie znalazło tu wielu uchodźców wewnętrznych. Dla nas, posługujących na Ukrainie saletynów, jest to nie tylko jedna z naszych placówek, lecz także miejsce, w którym od zawsze gromadzi się wielu osób proszących o kawałek chleba. Pamiętam dobrze pierwsze próby wyjścia naprzeciw potrzebom tych ludzi… Wolontariusze godzinami robili kanapki z margaryną i trzema plasterkami czegoś przypominającego kiełbasę. Po jakimś czasie posługujące tu siostry zakonne czy bardziej doświadczone wolontariuszki gotowały w naszej zakonnej kuchni duże garnki gorącej zupy.

Ktoś mógłby powiedzieć, że skala tej pomocy nie jest zbyt wielka. Ale mając na uwadze fakt, że parafia katolicka w Krzywym Rogu liczy około 150 osób, to zebranie potrzebnych funduszy, zakup produktów i przygotowanie posiłków dla nawet niewielkiej na początku grupy podopiecznych było wielkim wysiłkiem. Dodatkowym zmartwieniem był brak odpowiedniego miejsca do wydawania posiłków. Starsze osoby wylewały otrzymaną herbatę czy zupę, próbując zjeść na stojąco, parząc się przy tym niejednokrotnie. Niektórzy siadali na zamarzniętych schodach albo na murku przy kościelnym płocie…

W tym czasie dzięki naszym przyjaciołom z Polski powstała akcja „Kanapka za Złotówkę”. To był bardzo prosty projekt: ulotki z informacjami i numerem konta, posty w mediach społecznościowych, niewielkie artykuły w gazetach czy program w radiu. Bardzo pomogły wtedy także redakcje dużych portali katolickich, opowiadając o naszej działalności. I tak, kropla po kropli, zaczęły spływać na konto mniejsze i większe ofiary. W pierwszym roku akcji wystarczyło na pokrycie połowy kosztów żywności. W drugim roku, mając już gwarantowane wsparcie w zakupie żywności, zdecydowaliśmy się na budowę Domu Miłosierdzia. 

Słysząc nazwę „Dom Miłosierdzia”, można by wyobrazić sobie okazały ośrodek z wszelkimi udogodnieniami, ale na razie to jest budynek na miarę naszych możliwości. Zadaszenie o powierzchni 110 m², zabudowane z trzech stron, z niewielkim pomieszczeniem do wydawania posiłków, poza tym kilka stołów, przy których nasi podopieczni mogą zjeść i kilka ławek, na których mogą usiąść, żeby zaczekać na swoją kolej – to wszystko. W budowie pomógł Caritas Polska, resztę udało się spłacić w kolejnym roku ze środków, które wpłynęły na konto „Kanapki za Złotówkę”. Cały czas mamy nadzieję, że w niedalekiej przyszłości powstaną tu łazienki, z których będą mogli skorzystać bezdomni. Dziś cieszymy się, że mamy miejsce, w którym ubodzy mogą spokojnie usiąść i osłonięci od wiatru, deszczu i śniegu zjeść zupę lub kanapki.

Posiłki wydajemy trzy razy w tygodniu, za każdym razem około setki. Pół godziny przed rozpoczęciem wydawania jedzenia wszyscy chętni mogą uczestniczyć w katechezie przygotowanej przez siostry franciszkanki misjonarki Maryi, które na zmianę z wolontariuszami także wydają posiłki. Patrząc na to wszystko, mogę powiedzieć bez wahania: w Krzywym Rogu dzieje się wiele dobrego…

Jednak rzeczywistą skalę miłosierdzia można zobaczyć dopiero wtedy, kiedy spojrzy się poza ekran komputera i zamiast tabelek sumujących wpłaty na konto zobaczy się przynajmniej jednego z dobrodziejów, dzięki którym to dobro może się dokonywać. Jednym z nich jest krakowski zespół rockowy „Daj Spokój”, który cały dochód z wielkopostnej trasy koncertowej przeznacza na dożywianie naszych podopiecznych. Do grona dobrodziejów należą uczniowie szkół podstawowych i średnich, którzy organizują zbiórki pieniędzy, fundując posiłki naszym bezdomnym. Tak samo całe parafie, w których w ciągu ostatnich trzech lat funkcjonowania „Kanapki za Złotówkę” głosiliśmy rekolekcje czy kazania okolicznościowe . Nasi darczyńcy to również firmy, które w różnoraki sposób zechciały nas wspomóc. Jest też około tysiąc zwykłych osób, które nie zważając na swoje potrzeby, podzieliły się przysłowiowym wdowim groszem z bezdomnymi w Krzywym Rogu, mimo że ich nie znają i zapewne nigdy nie spotkają. Wśród dobrodziejów jest też kilku dziennikarzy i grafików, którzy bezinteresownie poświęcili mnóstwo czasu, aby zainteresować innych potrzebami bezdomnych z Krzywego Rogu.

Nie potrafię opowiedzieć historii wszystkich tych ludzi, zresztą większości z nich nie znam. Przeżyłem jednak wiele wzruszających momentów w czasie ostatnich trzech lat, będąc koordynatorem akcji „Kanapka za Złotówkę”. Pamiętam przejmujące rozmowy z osobami, których dziadkowie, rodzice albo oni sami zostali przesiedleni, ale noszą w sobie sentyment do ojczystej ziemi, która dziś znajduje się za wschodnią granicą. Pamiętam pewną małą dziewczynkę, która przyszła na Mszę Świętą ze swoją ulubioną lalką. Mówiłem wtedy o naszej pracy i pokazywałem zdjęcia z wydawania posiłków, z których korzysta też sporo dzieci. Dziewczynka ta przyszła później do zakrystii, prosząc, abym dał jej lalkę któremuś z bezdomnych maluchów z naszej parafii. 

Najbardziej utkwił mi jednak w pamięci chłopczyk, który przybiegł do zakrystii, ciągnąc za rękę swojego tatę. W ręku miał woreczek z pieniędzmi, które przyniósł na kanapki dla dzieci. Maluch wręczył dumnie woreczek, a tato opowiedział o śwince-skarbonce, do której chłopiec wrzucał monety na jakąś wymarzoną zabawkę. Byli na wcześniejszej Mszy Świętej i przyszli specjalnie drugi raz, żeby przynieść pieniądze. Tato dumny, z drżącym głosem opowiadał, ile trudu maluch włożył w to, żeby delikatnie rozbić świnkę i jak sam nie miał na tyle siły, żeby mu w tym pomóc. Zażartował jedynie, że mama i tak będzie musiała poodkurzać dywan w pokoju chłopca. Nie znam tego pana, ale był on tak dumny ze swojego syna, że wierze, iż mały dostał tę zabawkę już na drugi dzień. Przyznam, że mnie samemu zakręciła się łza w oku, kiedy po posegregowaniu i przeliczeniu pieniędzy zebranych w tamtą niedzielę został na stole kawałek czerwonej ceramiki, z której zrobiona była świnka…

Chyba to właśnie dzięki takim doświadczeniom papież Franciszek często mówi, że pomagając innym, sami stajemy się lepsi…

* * *

Szczegółowe informacje dotyczące akcji „Kanapka za Złotówkę” można odnaleźć na stronie: www.pomoc.saletyni.org oraz na Facebooku.