homilia

Niebezpieczna pułapka

103wyświetleń

Faryzeusze odeszli i naradzali się, jak by podchwycić Jezusa w mowie. Posłali więc do Niego swych uczniów razem ze zwolennikami Heroda, aby mu powiedzieli: „Nauczycielu, wiemy, że jesteś prawdomówny i drogi Bożej w prawdzie nauczasz. Na nikim Ci też nie zależy, bo nie oglądasz się na osobę ludzką. Powiedz nam więc, jak Ci się zdaje? Czy wolno płacić podatek cezarowi, czy nie?” Jezus przejrzał ich przewrotność i rzekł: „Czemu wystawiacie Mnie na próbę, obłudnicy? Pokażcie Mi monetę podatkową!” Przynieśli Mu denara. On ich zapytał: „Czyj jest ten obraz i napis?” Odpowiedzieli: „Cezara”. Wówczas rzekł do nich: „Oddajcie więc cezarowi to, co należy do cezara, a Bogu to, co należy do Boga”. (Mt 22, 15-21)

Spotykamy Jezusa w bardzo przykrej sytuacji. Jest skazany na rozmowę, która nie może przynieść dobrych owoców. Ten dialog z faryzeuszami nie mógł się udać. Nie rozpoczyna się przecież dialogu od „odejścia” od rozmówcy. Dzisiejsza Ewangelia rozpoczyna się od bardzo dziwnego zdania: „Faryzeusze odeszli i naradzali się, jak by pochwycić Jezusa w mowie”. By prowadzić sensowny dialog, by móc się czegoś dowiedzieć, coś zrozumieć, potrzebne jest spotkanie. Nie wystarczy prosta wymiana argumentów. Dialog Jezusa z faryzeuszami skazany był na porażkę, ponieważ do spotkania w ogóle nie doszło. Wydaje się, że faryzeusze nie chcieli niczego zrozumieć. Nie interesowała ich prawda. Prawdopodobnie chcieli wygrać jedynie potyczkę słowną, by obronić swój sposób patrzenia na wiarę. Nie chcieli się z Nim spotkać, bo bali się prowadzić z Nim realny dialog. 

Nie wydaje wam się, że i dziś często wpadamy w podobną pułapkę? Nie jest często tak, że zarówno my, księża, jak i świeccy próbujemy dyskutować z Jezusem, wymieniać argumenty, ale jednocześnie wcale nie mamy ochoty się z Nim spotkać? Dyskutujemy o migrantach, polityce, moralności czy dokumentach Kościoła, ale te dyskusje zmierzają często raczej do obrony naszego punktu widzenia czy stylu życia niż do prawdy. Jak faryzeusze czasami wysyłamy do Jezusa posłańców (może nawet chętniej wysyłamy do Jezusa naszych rozmówców), ale sami nie pytamy się o Jego punkt widzenia, ale bronimy nasz. Możemy dziś oburzać się na faryzeuszów albo znaleźć w sobie odwagę i zobaczyć w nich siebie samych. Ja, muszę to powiedzieć ze smutkiem, trochę jestem do nich podobny. 

Niebezpieczeństwo pułapki zastawionej przez faryzeuszów nie polega jedynie na tym, że każda udzielona przez Jezusa odpowiedź mogłaby stanowić powód do oskarżenia. To niebezpieczeństwo ukryte jest znacznie głębiej i jest o wiele poważniejsze. Faryzeusze próbują „zmieścić” Jezusa w ich dosyć wygodnym świecie. Nie mają ochoty zmieniać ani swojego stylu życia ani tym bardziej sposobu rozumowania. Chcą raczej, by to Jezus dostosował się do ich życia, a jednocześnie nie mają żadnej ochoty na to, by swoje własne życie w jakikolwiek sposób zmieniać i dostosowywać je do nauczania Jezusa. 

Postawię na koniec ważne pytanie. Spróbujmy się z nim zmierzyć. Niech ono w nas chociaż trochę popracuje. Czego pragnę bardziej? Chcę by Jezus dostosował się do mojego sposobu myślenia? Czy jestem gotowy by dostosowywać mój sposób widzenia świata i swoje postawy do wymagań Ewangelii?